HomeMałopolskie

Nie milkną echa wokół Małopolskiej Tarczy Antykryzysowej. Przedsiębiorcy wściekli, urząd zleca audyt i nie wyklucza powtórki

Nie milkną echa wokół Małopolskiej Tarczy Antykryzysowej. Przedsiębiorcy wściekli, urząd zleca audyt i nie wyklucza powtórki

Nie milkną echa wokół Małopolskiej Tarczy Antykryzysowej (MTA). W poniedziałek o granty w wysokości 9 tys. zł ubiegało się ponad 9,6 tys. przedsiębiorców prowadzących jednoosobową działalność gospodarczą. Wnioski udało się złożyć zaledwie jednej czwartej z nich. Przedsiębiorcy są wściekli. Mówią o losowości i braku przejrzystych zasad. Urząd marszałkowski zlecił audyt i nie wyklucza powtórzenia procedury. Wątpliwe jest natomiast zwiększenie puli środków, tak aby starczyło dla wszystkich, o co zabiegają politycy opozycji.

W ramach MTA pomoc finansową w wysokości 195 mln zł otrzymało już blisko 3,5 tys. firm. Kolejna pula z tarczy jest przeznaczona dla firm jednoosobowych i wynosi 16 mln zł. Do piątku trwała rejestracja, zaś w poniedziałek o 12 ruszył nabór. Przedsiębiorcy mogli aplikować o bezzwrotne wsparcie w wysokości 9 tys. zł. W praktyce okazało się to niezwykle trudne. Udało się złożyć 2317 wniosków, które wyczerpały 130 proc. całej puli, czyli nieco ponad 20 mln zł.

 

Przedsiębiorcy informują nas, że system składania wniosków był nietransparentny i już o godzinie 12 w poniedziałek nie mogli nic zrobić na stronie internetowej MTA. Niektórzy już w kilka sekund po 12 nie mogli wejść na stronę (informacja o błędzie serwera) lub byli informowani, że wpisany do weryfikacji numer NIP jest nieprawidłowy (choć był), a gdy wpisali chwilę później prawidłowy, dostawali informacje, że pula środków została już wyczerpana.

 

Wnioski złożone w dwie i pół minuty

 

Proces składania wniosków trwał zaledwie półtorej minuty o godzinie 12 oraz minutę o godzinie 14, gdy urząd marszałkowski po raz drugi dał możliwość ich składania. W dwie i pół minuty było po wszystkim. Z 9680 osób, które przeszły weryfikację w pierwszym etapie, dalej przeszło zaledwie jedna czwarta. Przedsiębiorcy są wściekli. Założyli na Facebooku grupę, gdzie opisują swoje perypetie z tarczą. – Złożenie wniosku nie jest możliwe.

 

System nie był dostępny dla nikogo. O 12 miał ruszyć, a już o 12 był zamknięty. Albo kradną, albo nie są kompetentni – mówił nam jeden z rozgoryczonych przedsiębiorców, który zadzwonił do naszej redakcji. Przedsiębiorcy mocno krytykowali zasadę “kto pierwszy ten lepszy” przy aplikowaniu o wsparcie finansowe.

 

Aburd i upokorzenie

 

– To absurd i upokorzenie dla nas. Właściwie fart, może lepszy komputer, czy program lub wcześniej skopiowany numer NIP zdecydowały o tym, że nielicznemu gronu udało się przesłać zarejestrowany wniosek. Absurdem było nazywanie tego konkursem. To była jakaś loteria. Osoby, które spełniają te same kryteria i szczęśliwie zarejestrowały swój wniosek, dostaną grant. A cała reszta, którzy występowali z tego samego pułapu, z często 100-procentowym spadkiem obrotów, zostaną z niczym. Nie możemy tego tak zostawić i musimy znaleźć jakieś sprawiedliwe rozwiązanie – to z kolei głos przewodniczki turystycznej z Krakowa, która pojawiła się na konferencji polityków KO – m.in. Aleksandra Miszalskiego i Marka Sowy, którzy apelują do władz województwa o dofinansowanie MTA kwotą 71 mln zł, co wystarczy dla wszystkich 9680 wnioskodawców, którzy przeszli pierwszy etap.

 

Na wspomnianej grupie facebookowej (liczy już ponad 200 członków) pojawiają się jednak tez głosy przedsiębiorców, którym udało się złożyć wnioski. Ci podkreślają, że owszem forma przeprowadzenia naboru była zwykłą loterią i nie było to do końca sprawiedliwe, ale z drugiej strony zwracają uwagę, że protesty tylko opóźnią przyznanie środków tym, którzy wnioski złożyli.

 

Będzie audyt. Możliwa powtórka całego procesu

 

Urzędnicy urzędu marszałkowskiego przekonują, żer system dał radę, nie doszło do awarii, ani ataku hakerskiego. Przekonują, że drugi etap cieszył się ogromnym zainteresowanie i środki rozeszły się w kilka minut. Niemniej urząd marszałkowski zamierza sprawdzić, czy nie doszło do jakichś błędów. – Trwa analiza. Zlecony jest audyt informatyczny, który ma wykazać, czy wystąpił błąd, który mógł zaważyć o równym doborze podmiotów (czyli 2317 wnioskodawców, którym udało się złożyć wnioski – red.). Jeśli błąd był, to wtedy całe postępowanie może być unieważnione – mówi nam Tomasz Urynowicz, wicemarszałek województwa. Jeśli audyt wykaże, że błędy były, to wtedy cały nabór wniosków odbyłby się na nowo. – Podejmiemy decyzję po analizie audytu.

 

Pojawiają się informacje, że nie każdy miał dostęp do systemu, bo był błąd serwera. To bulwersuje, chcemy więc to wyjaśnić. Mamy świadomość, że działamy pod presją czasu, bo chodzi o jak najszybsze przyznanie grantów przedsiębiorcom – zaznacza Tomasz Urynowicz. Rzecznik urzędu dodaje z kolei, że do końca tygodnia będą analizowane reklamacje, których przedsiębiorcy zgłosili kilkaset. – Każdy przypadek będzie indywidualnie sprawdzony. Następnie zarząd województwa dostanie dokument i w przyszłym tygodniu będzie się zastanawiał co dalej – mówi Michał Drewnicki. Urzędnicy urzędu marszałkowskiego zwracają uwagę, że w całej Małopolsce zarejestrowanych jest 150 tys. samozatrudnionych, a o dofinansowanie mogło się ubiegać nieco ponad 9,6 tys. – To pokazuje, że kryteria umożliwiające starania się o wsparcie były dobrze wskazane – przekonuje Michał Drewnicki.

 

Dodatkowe środki? Raczej wątpliwe

 

Co z ewentualnym dofinansowaniem tarczy, aby środków starczyło dla wszystkich, którzy przeszli pierwszy etap? Zdaniem posła KO Marka Sowy, byłego marszałka województwa, urząd ma możliwość przesunięcia dodatkowych pieniędzy. Zdaniem obecnie rządzących województwem nie jest to takie oczywiste. Tomasz Urynowicz wskazuje, że zgodę na przesunięcie środków unijnych w ramach Regionalnego Programu Operacyjnego musi wydać Komisja Europejska.

 

– To duża machina biurokracyjna, co wydłuża oczywiście czas. Województwo może o to zawnioskować, ale wtedy nie wiadomo, kiedy środki będą dostępne. Poza tym trzeba wtedy zdecydować, z jakiego innego programu je przesunąć. Nie ma kupki awaryjnej – podkreśla wicemarszałek.

 

Joanna Postrzednik aip

COMMENTS