HomePOLSKA

MŚ – Polska przegrała z Senegalem. Nawałka: Musimy przyjąć porażkę na klatę

MŚ – Polska przegrała z Senegalem. Nawałka: Musimy przyjąć porażkę na klatę

Polska przegrała w Moskwie z Senegalem 1:2 (0:1) w meczu 1. kolejki grupy H piłkarskich mistrzostw świata w Rosji. Zespół z Afryki objął prowadzenie w 38. minucie po samobójczym trafieniu Thiago Cionka. W 60. minucie było 2:0 po błędzie polskiego zespołu, który wykorzystał M’Baye Niang. Jedyną bramkę dla biało-czerwonych w 86. minucie zdobył Grzegorz Krychowiak.

 

Aż strach pomyśleć, co w 38. min działo się w domu Małgorzaty Milewskiej-Augusto w Krakowie, która w weekend była w Soczi. Przyjechała na mecz Portugalii, narodowej drużyny jej męża, z Hiszpanią. Przy okazji szukała możliwości zrobienia sobie zdjęcia z polskimi piłkarzami. Udało jej się złapać tylko Cionka. – Stałam się jego największą fanką – przekonywała, pokazując zdjęcie na telefonie. Wsparcie Brazylijczykowi z polskim paszportem było potrzebne. Głównie dlatego, że musiał zastąpić niezastąpionego za kadencji Adama Nawałki, czyli Kamila Glika. Wprawdzie selekcjoner mydlił oczy, że 30-letni obrońca wystąpi przeciwko Senegalowi, ale nic takiego się nie stało. Zdecydował się na Cionka, co okazało się kiepską decyzją. Na jego szczęście popełnione przez niego błędy naprawiał Michał Pazdan. Szkoda, że takiego wsparcia nie mieli pozostali Biało-Czerwoni. Zwłaszcza w środku pola, gdzie Arkadiusz Milik kompletnie nie rozumiał się z kolegami. Podawał tam, gdzie akurat ich nie było. Podobnie jak zdarzało się Piotrowi Zielińskiemu, człapiącemu po boisku jak w swoich najgorszych spotkaniach w kadrze. Kończyło się na tym, że obrońcy zmuszeni byli do dalekich podań, które potężni Senegalczycy z łatwością zbierali. Do tego oczywiście Grzegorz Krychowiak, który niemal w pojedynkę musiał przerywać akcje przeciwników. Wychodziło mu to raz lepiej, raz gorzej. Gorzej było za to z podaniami. W 60. min zaliczył najgorsze, bo asystował przy bramce Mbaye Nianga. Powracający na boisko po interwencji medycznej napastnik Torino wykorzystał gapiostwo Jana Bednarka i dalekie wyjście z bramki Szczęsnego. Kilka minut później kibice po raz pierwszy ryknęli: „Polska grać, k… mać” (na “Polacy, nic się nie stało” jeszcze za wcześnie, po meczu część wygwizdała drużynę). I był to jedyny wyraz niezadowolenia w trakcie spotkania, choć trudno lepiej ocenić wtorkowy występ naszych piłkarzy. Poza tym polscy fani swój mecz wygrali. Stadion Spartaka w Moskwie jest biało-czerwony z zewnątrz. I był biało-czerwony także wewnątrz. To już za naszych. Wprawdzie nie ma u nas obiektu przypominającego ten w stolicy Rosji, ale gdyby zamknąć oczy i wsłuchać się w odgłosy trybun, można byłoby poczuć się jak na stadionie w Polsce. Doping fanów był oszałamiający. Na trybunach było ich 44 190 fanów (może wejść 45 360), z dużą dozą pewności, niczym Nawałka powtarzający o optymalnym przygotowaniu zespołu do mundialu, można stwierdzić, że Polaków było przynajmniej 30 tys. Niewykluczone, że szaliki mieli też na sobie kibice z innych krajów. Jak na przykład Meksykanie, którzy na Placu Czerwonym i w jego okolicach świetnie bawili się z przybyszami z Polski. Nic dziwnego. Zdarzyła się sytuacja, że nasi rodacy przejęli pokój po grupie z Ameryki Północnej. Ci zostawili w hotelu saszetkę z dwoma tysiącami euro, biletami na wtorkowe spotkanie oraz paszporty. Polacy oddali zgubę wolontariuszom, a ci przekazali ją właścicielom. – Później się z nimi spotkaliśmy. Gdy nas zobaczyli, mieli łzy w oczach, nie wiedzieli co powiedzieć – opowiadał uczciwy znalazca. Nawet ich wsparcie nie potrafiło zagłuszyć dwóch kilkudziesięcioosobowych ekip kibiców z Senegalu. Jedni klaskali w jeden rytm, drugi, przy wsparciu bębniarzy, inny. Do tego wymalowani jak pantomima. Po meczu wspólnie z piłkarzami odtańczyli jakiś ludowy taniec. Wracając do Krychowiaka, popełniony błąd odrobił golem strzelonym głową po dośrodkowaniu Kamila Grosickiego w 86. min. Na więcej nie było stać polskiej drużyny. Nie pomogło nawet to, że selekcjoner, jak nigdy, postanowił zaskoczyć rywala. W przerwie zmienił ustawienie, przechodząc na grę trzema obrońcami. Jakuba Błaszczykowskiego, który rozegrał setny mecz w kadrze, zastąpił Jan Bednarek. Nic to jednak nie dało i tak jak w polskiej historii mundiali w tym wieku – w niedzielę z Kolumbią w Kazaniu zagramy „mecz o wszystko”.

 

– Wiele elementów w naszej grze było bardzo słabych. Nie było realizacji założeń taktycznych – tak porażkę z Senegalem (1:2) starał się tłumaczyć selekcjoner reprezentacji Polski, Adam Nawałka. 

 

– Mieliśmy przygotowany plan. Ale plan to jedno, a realizacja, to zupełnie coś innego. Musimy tą porażkę przyjąć na klatę. Statystycznie byliśmy lepsi, ale za wiele elementów dziś zawiodło. W pierwszej połowie graliśmy decydowanie gorzej niż w drugiej. Dwie bramki padły, niestety, po naszych błędach i z tego musimy wyciągnąć wnioski. Druga była kuriozalna, bo byliśmy w posiadaniu piłki. Bednarek nie widział zawodnika, który najpierw zszedł, a potem wrócił na boisko i wyszło nieporozumienie. Była bardzo duża konsternacja, gdyż zawodnicy myśleli że będzie zmiana. Bardzo istotne będą teraz przygotowania do drugiego meczu – mówił na konferencji Adam Nawałka.
– Jestem przekonany, do niedzielnej potyczki z Kolumbią wyciągniemy odpowiednie wnioski z tego przegranego spotkania i zagramy lepiej. Co dziś zawiodło? Mieliśmy grać skrzydłami i płynnie przechodzić do akcji ofensywnych. Tego niestety zabrakło. Dlaczego zagraliśmy tak ofensywnie? Od dawna przygotowywaliśmy się do takiej gry. Przygotowywaliśmy do tego cały zespół i między innymi Piotrka Zielińskiego. Czy Kamil Glik będzie gotowy na Kolumbię? Ciężko pracuje. To będzie decyzja lekarza. Kamil Jest bardzo zdeterminowany i chce grać – dodał selekcjoner biało-czerwonych.
Tomasz Biliński, Moskwa (AIP)/Sławomir Stachura, Moskwa (AIP)/Naczelna Redakcja Sportowa PR / AG

COMMENTS