Młode Orły dokonały niemożliwego. Czy gol Bielika da lot do Tokio?

Młode Orły dokonały niemożliwego. Czy gol Bielika da lot do Tokio?

Euro U-21 2019. Reprezentacja Polski po raz kolejny sprawiła niespodziankę we Włoszech, tym razem pokonując gospodarzy turnieju 1:0! Zwycięską bramkę zdobył Krystian Bielik, który przytomnie zachował się pod polem karnym po stałym fragmencie gry dla naszych piłkarzy. Podopieczni trenera Czesława Michniewicza mają już sześć punktów na koncie i tylko jedno spotkanie dzieli ich od wyjazdu do Tokio na Igrzyska Olimpijskie 2020.

 

Po pierwszym meczu Polaków można było narzekać, że włoskim mistrzostwom Europy do lat 21 brak atmosfery piłkarskiego święta. Trzy dni później Biało-Czerwoni na własnej skórze doświadczyli jak ważny jest to turniej dla lokalnych kibiców. Na Stadio Renato Dall’Ara w Bolonii, który może pomieścić ponad 38 tysięcy kibiców wyprzedano większość biletów. Praktycznie pełne trybuny to efekt świetnej gry Włochów w pierwszym spotkaniu. W meczu otwarcia pokonali Hiszpanię 3:1. W środę chcieli pójść za ciosem i w starciu z Polakami zapewnić sobie awans do fazy grupowej.

– Polacy już raz udowodnili, że potrafią zranić – grzmiał ich trener Luigi Di Biagio, zapewniając że jego podopieczni nie zlekceważą słabszego na papierze rywala. I rzeczywiście, nie zlekceważyli. Od pierwszego gwizdka ambitnie ruszyli do ataku. Momentami nie wypuszczali Polaków z ich połowy. Biało-Czerwoni nie byli w stanie nawet znaleźć się pod bramką rywala, bo po prostu zbyt dużo roboty mieli pod swoją. Kamil Grabara dwoił się i troił, ale ze wszystkimi strzałami radził sobie skutecznie. W innych sytuacjach pomagało mu szczęście (Włosi nie byli w stanie wcelować w światło bramki z nawet najbliższej odległości) oraz obrońcy. Czesław Michniewicz po wygranym 3:2 spotkaniu z Belgią zdecydował się na jedną roszadę w składzie. Na ławce rezerwowych spotkanie rozpoczął Konrad Michalak, natomiast na boisku pojawił się Paweł Bochniewicz. Razem z Mateuszem Wieteską tworzył parę stoperów, co Krystianowi Bielikowi pozwoliło przesunąć się do przodu. Czyli na pozycję, którą lubi najbardziej i na której zaliczył bardzo udany sezon w Charlton.

Jeszcze bardziej udany jest dla niego ten turniej. Do bramki zdobytej przeciwko Belgom, w środę dołożył trafienie przeciwko Włochom. Ponownie po stałym fragmencie gry. Urodzony w 1998 roku zawodnik doskonale potrafi odnaleźć się pod bramką przeciwnika. Tym razem znalazła go sama piłka. Z rzutu wolnego uderzał Dawid Kownacki, a futbolówka udbiła się od rywali prosto pod nogi Bielika. Stare piłkarskie porzekadło o niewykorzystanych sytuacjach ponownie się sprawdziło. Gospodarze byli w pierwszej połowie stroną znacznie lepszą, przeważającą pod względem każdej ze statystyk (posiadanie piłki 60/40, strzały 13/4), ale do szatni schodzili z niekorzystnym rezultatem. Polacy mieli bowiem Grabarę. Golkiper wypożyczony z Liverpoolu rozgrywał fantastyczne zawody.

Po pierwszej połowie Polacy byli 45 minut od wyjazdu na Igrzyska Olimpijskie w Tokio 2020. W szatni Michniewicz tonować nastrojów nie musiał. Jego podopieczni wiedzieli, jak ciężkie zadanie ich czeka. Zwłaszcza, że na chwilę przed końcem pierwszej połowy zadrżały serca. Piłkę do siatki polskiego bramkarza wpakował Riccardo Orsolini. Zszedł na lewą nogę i efektownie przymierzył przy bliższym słupku. Arbiter dopatrzył się jednak pozycji spalonej strzelca i nie uznał gola.

Di Biagio nie czekał na rozwój sytuacji. Od razu puścił do boju Moise Kean’a. Podobnie jak reszta zespołu rzucił się do ataku. Druga połowa do złudzenia przypominała tę pierwszą. Włosi atakowali, Biało-Czerwoni skrajnie wycofani pod własną bramkę skupili się na defensywie. Nie zmieniły tego ofensywne roszady dokonywane przez Michniewicza: na boisku pojawili się w kolejnych minutach Konrad Michalak oraz Adam Buksa. Autorami najlepszych szans okazali się jednak Szymon Żurkowski oraz Sebastian Szymański, którzy kontratakami co jakiś czas próbowali zaskoczyć Alexa Mereta. Nieskutecznie.

Wynik 1:0 i ciągłe ataki Włochów sprawiły, że kolejne minuty stawały się coraz bardziej nerwowymi. Zwłaszcza, że przy owacji kibiców na boisku w końcu pojawił się także Nicolo Zaniolo. Podobnie jak jego koledzy chciał tego środowego wieczora zdobyć chociaż punkt. Ambicje na tyle duże, że po jednym z kontrataków sfaulował Szymańskiego. Przeciwko Belgom już nie zagra.

A będzie to dla Włochów kluczowe w kwestii awansu spotkanie. W końcówce Polacy uwolnili się od nacisków rywali. Aktywny w ofensywie okazał się także Buksa. Oddalał piłkę od własne bramki i dzięki temu pomógł utrzymać tak ważne, jednobramkowe prowadzenie. Podopieczni Michniewicza dokonali czegoś, w co nie wierzył praktycznie nikt i co od wielu lat w naszym kraju się nie udało. Po dwóch meczach mają sześć punktów i powoli mogą rezerwować bilety do Tokio. Do domów szybko nie wrócą.

Red. AIP/ Kaja Krasnodębska/Polska Press



COMMENTS

WORDPRESS: 0