Michael Bloomberg czarnym koniem prawyborów Partii Demokratycznej?

Michael Bloomberg czarnym koniem prawyborów Partii Demokratycznej?

Po dwóch pierwszych turach prawyborów w Partii Demokratycznej, na czele wyścigu, kosztem faworyzowanego Joe Bidena, staje Bernie Sanders. Jednak zwycięstwa w mniej znaczących stanach Iowa i New Hampshire mogą nie wystarczyć do sięgnięcia po nominację prezydencką. Do wyścigu staje Michael Bloomberg, jeden z najbogatszych ludzi świata. Czy miliarder okaże się czarnym koniem prawyborów?

 

Pierwsze tygodnie prawyborów w Stanach Zjednoczonych upłynęły po znakiem problemów z obliczaniem głosów w stanie Iowa oraz rywalizacji pomiędzy Berniem Sandersem i Pete’em Buttigieg. Dla wielu, zaskoczeniem były również niezwykle niskie wyniki poparcia byłego wiceprezydenta Joe Bidena, który w New Hampshire zajął zaledwie piąte miejsce, dając się wyprzedzić szerzej nie znanej Amy Klobuchar. W tym kontekście nie pojawiało się jednak nazwisko Michaela Bloomberga, jednego z najbogatszych ludzi na świecie, który pod koniec ubiegłego roku ogłosił swój start w wyborach prezydenckich.

 

Wbrew pozorom, nie jest to wynik niskiego poparcia miliardera, a jedynie jego nietypowej strategii. Bloomberg umyślnie postanowił zrezygnować z ubiegania się o głosy w czterech stanach (Iowa, New Hampshire, Nevada, Południowa Karolina), gdzie prawybory odbywają się w lutym. Według niego, kluczem do zdobycia nominacji demokratów jest zdominowanie tzw. super wtorku (3 marca). Tego dnia odbywają się prawybory w kilkunastu stanach jednocześnie, do wzięcia będzie niemal 40% wszystkich głosów, a w tym m.in Kalifornia i Teksas. Ten, dla którego super tuesday okaże się najbardziej łaskawy, będzie miał otwartą drogę do zdobycia nominacji prezydenckiej. Bloomberg chce osiągnąć ten cel, wydając astronomiczne kwoty na reklamy telewizyjne.

 

Michael Bloomberg urodził się 14 lutego 1942 r. w okolicach Bostonu, co czyni go drugim najstarszym kandydatem ubiegającym się w tym roku o urząd prezydenta USA, wyprzedza go tylko Bernie Sanders. Jego ojciec był księgowym, pracującym w miejscowej firmie mleczarskiej, a matka sekretarką. Rodzina Bloomberga ma korzenie żydowskie i wywodzi się z Rosji. Młody Bloomberg ukończył Uniwersytet Johna Hopkinsa oraz Harvard Business School. Po studiach rozpoczął pracę w banku inwestycyjnym na Wall Street, gdzie pracował przez prawie dziesięć lat do momentu utraty pracy w 1981 r. Wtedy założył swoją własną firmę, Bloomberg LP. Pomysł opierał się na stworzenia urządzenia, agregującego wszelkie informacje potrzebne inwestorom, pracującym na rynkach finansowych.

 

Dzisiaj Bloomberg L.P. to gigant medialny, w jego skład wchodzą kanały telewizyjne, radiowe oraz liczne portale internetowe. W 2001 r., po prawie trzydziestu latach spędzonych na rynku finansowym, Bloomberg postanowił wejść do polityki. Przepustką do jego kariery miało być stanowisko burmistrza Nowego Jorku. Jednak zanim to nastąpiło, Bloomberg, zadeklarowany demokrata, zmienił barwy partyjne i wystartował jako kandydat republikanów. Wygrał wybory parę tygodni po zamachach z 11 września, a na stanowisku zastąpił Rudego Giulianiego, przyszłego osobistego prawnika Donalda Trumpa. Jako republikanin do wyborów stanął również w następnych wyborach w 2005 r., po czym pożegnał się z GOP i zdobył trzecią kadencję w 2009 r. już jako kandydat niezależny. Mimo ponad dziesięciu lat na stanowisku burmistrza, Bloomberg został zapamiętany ze swojej walki ze sprzedażą słodkich napojów w dużych opakowaniach w restauracjach, kinach, a nawet w ulicznych budkach.

 

Jak można się domyślić, miliarder nie szczędzi wydatków na swoją kampanię. Mimo tego, że w wyścigu jest od niecałych trzech miesięcy, to już zdołał prześcignąć wszystkich pozostałych kandydatów w wydatkach. Z własnej kieszenie wyłożył już 300 milionów dolarów, gro tej sumy przeznaczono na reklamy telewizyjne, emitowane w kluczowych dla super wtorku stanach. Taki wydatek to zaledwie kropla w morzu jego środków, szacuje się, że majątek biznesmena wynosi 61 miliardów dolarów. Dziewiąty najbogatszy człowiek świata zapowiada, że na tym nie koniec, w dalszym etapie kampanii może wydać jeszcze więcej. Nie bez znaczenia pozostaje również fakt, że Bloomberg nie przyjmuje żadnych darowizn.

 

Całość kampanii ma zamiar prowadzić z wykorzystaniem wyłącznie własnych środków. Taka strategia okazuje się całkiem korzystna. Średnia jego poparcia w sondażach ogólnokrajowych przygotowana przez portal realclearpolitics wynosi 13,6%, plasując go na trzecim miejscu poniżej Sandersa i Bidena. Tucker Carlson, wpływowy komentator konserwatywnej telewizji Fox News, twierdzi, że walka o nominację w Partii Demokratycznej rozegra się właśnie pomiędzy Sandersem i Bloombergiem. Taka strategia na prowadzenia kampanii musiała niechybnie spotkać się z krytyką pozostałych kandydatów. Bloombergowi zarzuca się, że próbuje kupić sobie prezydenturę, bez realnego udziału w kampanii (dotychczas Bloomberg nie wystąpił w żadnej z debat). Pojawiają się nawet głosy, że warto byłoby wprowadzić limity możliwych do wydania w czasie kampanii pieniędzy. Taka reguła wprowadzałaby zasadę fair play, pomiędzy kandydatami, którzy w przeciwieństwie do Bloomberga muszą liczyć na ograniczone środki prywatnych darczyńców. Ewentualna nominacja Bloomberga jest również nie w smak lewicowemu skrzydłu Partii Demokratycznej. Elisabeth Warren i Bernie Sanders prowadzą swoją kampanie w kontrze do wielkich korporacji i tzw. jednego procenta (najbogatszych ludzi na świecie, posiadających większość światowego bogactwa), a pojedynek pomiędzy dwoma miliarderami o fotel prezydenta USA byłby dla nich symboliczną klęską

 

Gdyby doszło do nominacji Michaela Bloomberga, to stanąłby on w szranki ze swoim dobrym znajomym, Donaldem Trumpem. Obaj miliarderzy są silnie związani z Nowym Jorkiem (Bloomberg był jego trzykrotnym burmistrzem), a ich znajomość jest wyraźnie widoczna na zdjęciach ze wspólnych potyczek w golfa. Ten sportowy łącznik stał się również powodem ataków na postać Bloomberga. Jeszcze jako burmistrz Nowego Jorku Bloomberg, zatrudnił Trumpa do zbudowania pola golfowego. Były burmistrz odpowiedział na krytykę w spocie, w którym przyznaje się, że współpracował z Trumpem, ale zrobił to tylko dlatego, że Trump był jedynym oferentem, a poza tym budowa pola golfowego jest jedynym zajęciem, jakie powierzyłby Trumpowi.

 

Bloomberg uderzył w Trumpa również podczas super bowl, największej imprezy sportowej. gromadzącej przed telewizorami nawet 100 milionów amerykanów. Ceny takiej reklamy są astronomiczne, za pół minuty czasu antenowego w ciągu jednego wieczora w roku, trzeba zapłacić aż 5 milionów dolarów. Bloomberg był jedynym, obok Trumpa, politykiem, który skorzystał z ogromnej publiczności podczas super bowl. Swoją reklamę zamieścił również tuż przed corocznym orędziem prezydenta o stanie państwa. W odpowiedzi, Donald Trump również nie stroni od złośliwości. Tradycyjnie już, jak dla wszystkich swoich konkurentów, wymyślił chwytne przezwisko. Bloomberga ochrzcił “Mini Mike’em”, podkreślając jego niski wzrost, w szczególności widoczny w porównaniu do Trumpa, który mierzy sobie 1,9 m. [twitter]https://twitter.com/realDonaldTrump/status/1227261625167732736[/twitter] Kiedy reporter zapytał się w Bloomberga, czy Amerykanie naprawdę chcą zobaczyć dwóch miliarderów, przekomarzających się na Twitterze, ten odpowiedział:”Dwóch miliarderów? Kto jest tym drugim?”. Dotychczas, Bloomberg trzymał się z boku, ale to już wkrótce może się zmienić.

 

Demokraci zmienili reguły udziału w debatach. Wcześniej udział Bloomberga wstrzymywał fakt, że nie przyjmował żadnych darowizn – pewien poziom pieniędzy od darczyńców był wymogiem udziału w debatach. Teraz to się zmienia, wymóg został anulowany, ale żeby ostatecznie wystąpić, Bloomberg będzie musiał zdobyć co najmniej 10% poparcie w czterech ogólnokrajowych sondażach. A na początku marca okaże się, czy jego kampania oparta na bezprecedensowej liczbie reklam przełoży się na realne poparcie.

Red. SR aip



COMMENTS

WORDPRESS: 0