Masakra w Szczyrku – 31 padniętych owiec

Masakra w Szczyrku – 31 padniętych owiec

Masakra w Szczyrku. Ponad 30 owiec padło w zagrodzie młodego hodowcy ze Szczyrku. Zaniedbanie czy choroba? Sprawę bada policja, a szczyrkowscy urzędnicy odebrali właścicielowi pozostałe zwierzęta

– Gdy zajrzeliśmy do środka, naszym oczom ukazał się koszmar, którego nie zapomnimy jeszcze bardzo długo – nie ukrywają przedstawiciele Fundacji „SOS Animals” Ogólnopolskiego Ruchu Obrony Zwierząt. W niewielkiej szopie w Szczyrku Biłej, w pomieszczeniu, gdzie przetrzymywane były owce, znajdowało się 11 padłych sztuk. Dwie owce były w stanie agonalnym i trzeba było je uśpić. Ale straszniejszy widok czekał na zewnątrz. Za szopą leżała cała sterta padłych owiec (około 20 sztuk). – Właściciel zwierząt starał się ukryć ten fakt zakrywając starannie padłe zwierzęta folią, papą i deskami – piszą przedstawiciele „SOS Animals” w informacji, jaką zamieścili pod drastycznym filmem z interwencji w bacówce w Szczyrku.

 

Według nich zwierzęta były niedożywione w znacznym stopniu. Miały duże ubytki runa, co wskazywałoby na jakąś chorobę. Owce nie miały też ściółki, ani dostępu do wody i pożywienia. W pomieszczeniu kóz była z kolei mokra ściółka, ale zwierzęta nie miały dostępu do wody i pokarmu. Ich stan pozostawiał wiele do życzenia. Sprawą zajęły się policja i służby weterynaryjne. Elwira Jurasz, oficer prasowy bielskiej policji, przyznaje, że policjanci prowadzą aktualnie dochodzenie w sprawie, a nie przeciwko komuś. – Na razie nikt nie usłyszał zarzutów. Gromadzony jest materiał dowodowy, przesłuchiwani są świadkowie. Od wyników autopsji zwierząt będą też zależały kolejne decyzje i ewentualne zarzuty – przyznaje policjantka. Dochodzenie jest prowadzone w myśl art. 35 ustawy o ochronie zwierząt – kto uśmierca zwierzę albo dokonuje uboju zwierzęcia z naruszeniem przepisów podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do lat dwóch.

 

Tej samej karze podlega ten, kto znęca się nad zwierzęciem. Antoni Byrdy, burmistrz Szczyrku, na stronie Urzędu Miejskiego w Szczyrku wydał oświadczenie w sprawie sytuacji w „Bacówce u Jagusia”. Przyznaje w nim, że szczególne zaniepokojenie wzbudzają informacje o stwierdzeniu znacznej liczby padnięć owiec znajdujących się w gospodarstwie. Podkreśla, że podjął wszelkie możliwe działania zmierzające do zapewnienia należytej opieki dla pozostałych zwierząt w tym gospodarstwie. – Zdecydowałem, by odebrać właścicielowi zwierzęta – powiedział nam wczoraj burmistrz. – Opiekowaliśmy się nimi przez święta, a tuż przed końcem roku zwierzęta wyjechały ze Szczyrku. Kozy trafiły do Bielska-Białej, a owce do Ćwiklic. Dobrze, że udało się tę sprawę wyjaśnić przed mrozami – wyjaśnia burmistrz. I nie ukrywa, że sytuacja bardzo wszystkich zasmuciła. Zwłaszcza, że miasto wiązało duże nadzieje z odrodzeniem tradycji owczarskich pod Skrzycznem i wspólnymi redykami w ramach Beskidzkiej 5.

 

Gdy sprawa padłych owiec wyszła na jaw, wśród górali pojawiły się głosy, że młodego hodowcę zadanie przerosło. Zapewnia, że podtrzymuje swoje poparcie dla działań zmierzających do powrotu tradycji owczarskich do Szczyrku. Z właścicielem stada nie udało nam się wczoraj skontaktować. Wiadomo, że na początku ub. roku wziął udział w akcji „Kup Bacy owce, dostaniesz Oscypki”. Materiał o jego przedsięwzięciu można było zobaczyć m.in. w Teleexpressie w TVP1. Każdy, kto zdecydował się kupić mu owcę (350 zł za sztukę) miał dostać w zamian sery owcze o wartości 500 zł…

 

Jesteśmy w szoku, całe środowisko. Ten człowiek zgłaszał się do nas, szukał szkoleń, kontaktów, różnych programów, bo jesteśmy otwarci na pomoc. Ale chciałbym wyjaśnić, że on nie był bacą, bo nie ukończył kursu na bacę, a jedynie kurs na juhasa, czyli pomocnika bacy, obejmujący początkową fazę nauki hodowli owiec. Z drugiej strony nie ma jakichś przepisów, kto może hodować owce. Generalnie ciężko to komentować, bo tragedia jest wielka. Jak ktoś bierze na siebie odpowiedzialność za zwierzęta, to powinien wiedzieć, co oznacza słowo odpowiedzialność. To nie tylko danie zwierzętom jeść, ale także dbanie o ich zdrowie, podawanie leków przeciwko różnym chorobom. W obecnych czasach są do tego warunki, można wyleczyć wiele chorób zwierzęcych. Musimy dbać i dbamy o owce, bo z nich żyjemy. A tu ewidentnie zwierzęta były zaniedbane. Jak już wiedział, że coś złego się dzieje, to mógł spytać i każdy by mu pomógł, doradził, co należy zrobić. Jesteśmy otwarci na hodowców, zachęcamy ich do zakładania stad, ale po tej tragedii chyba będziemy musieli bardziej ich weryfikować.

, foto Fundacja Animals



COMMENTS

WORDPRESS: 0