Małgorzata Kidawa-Błońska: “Niczego się nie boję. Jestem gotowa na debatę i z Kaczyńskim, i z Morawieckim”

Małgorzata Kidawa-Błońska: “Niczego się nie boję. Jestem gotowa na debatę i z Kaczyńskim, i z Morawieckim”

– Mam program i jestem gotowa na debatę z prezesem Kaczyńskim o wartościach oraz z premierem Morawieckim o gospodarce – mówi Małgorzata Kidawa-Błońska, kandydatka KO-PO na premiera.

Pani Marszałek, Grzegorz Schetyna dał Pani zaledwie miesiąc na przekonanie wyborców w Warszawie do siebie jako do jedynki na listach Koalicji Obywatelskiej i mieszkańców Polski – do Pani jako kandydatki na premiera. Zdąży Pani? Rzeczywiście czasu jest mniej, ale nie boję się wyzwań, nawet tych najtrudniejszych. Przecież jeżdżę po Polsce od początku tej kadencji Sejmu, spotykam się z mieszkańcami nie tylko w miastach, ale też miasteczkach i wsiach. Reakcja ludzi jak ta z dziś, z Szydłowca, jest budująca. Ludzie pamiętają mnie z poprzednich wizyt, nie mają problemu, by ze mną otwarcie rozmawiać. Bez skrępowania podchodzą i pytają o szczegóły programu, o pomysły na służbę zdrowia, edukację. Dla mnie jednym z najważniejszych celów tych podróży jest przekonywanie, że musimy zakończyć podziały między Polakami. Potrzebujemy zgody narodowej, musimy zasypać rowy, które nas dzielą.

To możliwe? To jest konieczne. Nie wyobrażam sobie społeczeństwa czy kraju, który będzie tkwił w tak wielkich podziałach. To prosta droga do katastrofy. Na spotkaniach Polacy wyraźnie się do nas zwracają o nieprzyzwalanie na nienawiść, o wygaszanie konfliktów. Przeszkadzają im kłótnie, dzielenie ludzi ze względu na poglądy, sposób życia. To jest ostatni moment, by zawrócić z tej złej drogi, bo dalej tak nie pociągniemy. Podziały i ta wszechobecna polaryzacja, która wdziera się w każdą sferę naszego życia, to dla nas duże zagrożenie. A Polacy nie chcą krzyków, tylko współpracy, żeby w naszej Polsce było lepiej, żeby każdy czuł się bezpiecznie i mógł się realizować. Powinniśmy wszyscy skupić się na odbudowie wzajemnego zaufania.

Jak Pani określiłaby swoje poglądy? Jest Pani konserwatystką czy liberałem? Wiemy, że nie jest Pani feministką, prawda?. Kieruję się przede wszystkim zdrowym rozsądkiem. Bardzo cenię wolność ludzi, demokrację i to, żeby każdy mógł sam o sobie stanowić i czuć się dobrze ze swoim wyborem. Relacje między ludźmi powinny się opierać na szacunku i tolerancji. Prawa innych ludzi nie mogą być ograniczane.

Mieliśmy już mieć premiera z Krakowa. Jakim byłaby Pani premierem, poza tym że z Warszawy? Dlatego nie skupiam się na tytułach. Naprawdę teraz najbardziej chciałabym, żebyśmy wygrali wybory. Żebyśmy pokazali, że to jest możliwe, że chcemy i potrafimy to zrobić. To cel całej Koalicji Obywatelskiej. Musimy to zrobić, bo nie wybaczą nam tego nasze dzieci i nasze wnuki.

Sondaże mówią jednak coś innego. Sondaże są barometrem nastrojów danej chwili i czasem potrafią się od siebie znacznie różnić. Pracujemy na wynik wyborczy. I to w zasadzie w momencie wyborów mamy najbardziej wiarygodny sondaż. Polacy tak naprawdę, i to potwierdzają badania, podejmują często decyzję w ostatniej chwili.

Gdyby jednak się to nie udało, czy powstanie gabinet cieni i Pani byłaby jego szefem? Gabinet Cieni wypracował przez 4 lata projekty, które dziś znajdują się w naszym programie „Twoja Polska”. Recenzował też projekty rządu. To dobra forma współpracy naszych parlamentarzystów i ekspertów. Ja zawsze mam plan A, B i C, bo lubię być przygotowana do kilku rozwiązań. W tej chwili mamy jednak tylko miesiąc do wyborów i skupienie skierowane jest na działaniach do 13 października. Ale oczywiście mam już swoje wyobrażenia działań po tym dniu.

Czy jest Pani gotowa do debaty z premierem Morawieckim o gospodarce i prezesem Jarosławem Kaczyńskim o wartościach? Jestem gotowa do debaty. Uważam, że jedynki list powinny skonfrontować swoje wizje i plany. Ale z tego, co wiem, prezes Kaczyński, nie chce ze mną debatować ani o Warszawie, ani o Polsce. Szkoda.

Prezes Kaczyński lubi zaskakiwać. Znany jest z tego, że przewiduje ruchy swoich oponentów politycznych z wyprzedzeniem. Zmienia premierów. Nie boi się Pani? Ja też lubię zaskakiwać. Prezes Kaczyński może zmieniać premierów w rządzie Prawa i Sprawiedliwości. I robi to kiedy chce. U nas działa to inaczej. W Platformie Obywatelskiej mamy demokratyczne standardy i wspólnie podejmujemy decyzje. Konsultujemy je z naszymi koalicjantami. A poglądy najlepiej prezentuje się w debacie. Skoro prezes Kaczyński boi się ze mną rozmawiać, to trudno.

Chwaliła Pani ostatnio model rodziny premiera Donalda Tuska. Czy chciałaby Pani, aby Donald Tusk wrócił do Polski? Ale on z Polski nie wyjechał.

 

Na stałe. Czy jest dla niego miejsce w polskiej polityce, w Platformie Obywatelskiej? Bardzo cenię Donalda Tuska, pracowaliśmy razem wiele lat i ta współpraca dobrze się układała. Był dobrym szefem partii i premierem przez dwie kadencje. Oczywiście, że dobrze byłoby, gdyby wrócił do polskiej polityki. Tylko on musi tego chcieć. Zobaczymy, jaką decyzję podejmie.

Państwo blisko współpracowali, rozmawiał z Panią o swoim powrocie? Nie rozmawialiśmy o tym. To pytanie, które często zadają mu dziennikarze. Podkreśla, że ma jeszcze jako Przewodniczący Rady Europejskiej kilka spraw do załatwienia, m.in. negocjacje ws. Brexitu. Poczekajmy do początku grudnia, kiedy podejmie decyzję.

Co Pani zaproponowałaby w debacie z premierem Mateuszem Morawieckim o gospodarce? Czego potrzebuje polska gospodarka? Fundamentem naszego programu jest wspieranie ludzi pracy, tych którzy pracę dają i tych, którzy ją wykonują. Muszą czuć, że państwo daje im wolność funkcjonowania i dokonywania wyborów, a dzięki temu ich jakość życia się poprawia. My niczego nie nakazujemy. My pokazujemy, że znacznie wyższe płace, niż te które proponuje Morawiecki, można wprowadzać, szanując także pracę małych firm. Te zatrudniają prawie 4 mln Polaków. Zatem, gdybym miała debatować z premierem Morawieckim, to zapytałabym go, czy nie wstyd mu, że uderza w ludzi pracy, że podnosi przedsiębiorcom ZUS, że wiele małych firm skazuje na upadek.

Czy, gdyby wygrali Państwo wybory, wprowadzą Państwo w życie 4 tys. pensji minimalnej w 2013 r., co obiecuje PiS? My mamy lepszy pomysł, który znacznie bardziej podnosi płace, ale nikomu przy tym nie dokucza. Już od stycznia przyszłego roku, 6,5 miliona ludzi zarabiających poniżej 4,5 tys. zł, dostanie na rękę i od ręki ponad 600 zł więcej miesięcznie. To premia za aktywność. Różnica między nami a PiS jest taka, że my obniżamy podatki, a nasi oponenci każą płacić przedsiębiorcom 700 zł więcej niż dotychczas. Bardzo łatwo jest powiedzieć: masz przedsiębiorstwo, to płać ile zadekretuje rząd. Można tym zabić każdą firmę, doprowadzić do zwolnień. A dodatkowo zaskakuje się tym pomysłem własnego ministra odpowiedzialnego za przedsiębiorczość.

Czyli jest Pani sceptyczna do pomysłu podnoszenia pensji minimalnej w taki sposób? Najniższe pensje muszą rosnąć, ale nie w taki sposób, w jaki proponuje PiS. Nasz program jest prosty – pracownik zarobi więcej, ale przedsiębiorca do tego nie dokłada. Te środki, które PiS chce teraz odebrać przedsiębiorcom, pracodawcy mogliby przeznaczyć na podwyżki i rozwój firmy, czyli kolejne miejsca pracy. Dekretowanie pensji minimalnej w 2023 r. już dziś to duża nieodpowiedzialność.

Jakie inne rozwiązania wchodzą w skład siódemki Małgorzaty Kidawy-Błońskiej? Chcemy dać młodzieży darmowy dostęp do internetu mobilnego. Musimy też zadbać o rozwój kultury. Bez tego nie będzie społeczeństwa obywatelskiego. Naprawimy media publiczne i zlikwidujemy abonament. Ważnym zobowiązaniem jest również legalizacja związków partnerskich.

Jest Pani za legalizacją związków partnerskich, a co z adopcją dzieci przez pary homoseksualne? To temat, który budzi wielkie emocje. Dla mnie ważne w tej chwili jest to, by pary, które żyją ze sobą, miały zagwarantowane prawa, np. prawo do dziedziczenia oraz do informacji medycznej.

Czym ma być akt odnowy demokracji? Przede wszystkim zbiorem ustaw, dzięki którym usunięte zostaną wszystkie naruszenia konstytucji przez obecną władzę. To uporządkowanie systemu sądowniczego. W Trybunale Konstytucyjnym wciąż zasiadają sędziowie dublerzy. Sejm nie wykonuje wyroku NSA i nie publikuje list poparcia dla kandydatów do KRS. Nic tak dobitnie nie obrazuje skali patologii w sądownictwie jak afera z farmą trolli w Ministerstwie Sprawiedliwości. Gołym okiem widać, jak dużo trzeba będzie zrobić, by odpolitycznić sądownictwo. Początkiem tej odnowy będzie rozdzielenie funkcji Prokuratora Generalnego od ministra sprawiedliwości.

Czy to byłyby Pani pierwsze decyzje jako Pani premier? Jeśli chcielibyśmy przejść do kolejnych zmian, to trzeba posprzątać bałagan prawny z ostatnich czterech lat.

Czy są jakieś elementy polityki Prawa i Sprawiedliwości, które Pani ceni? To przykre, ale patrząc na ostatnie lata trudno jest mi znaleźć jakieś pozytywne elementy.

Może programy socjalne? Tak, a dokładnie jeden program socjalny, który wpłynął pozytywnie na dochody rodzin. Choć przez skokowy wzrost cen żywności dziś 500+ jest mniej warte niż cztery lata temu. My deklarujemy utrzymanie tego programu. Wiemy natomiast, jak dużo jest do zrobienia w służbie zdrowia. Z jak dużym problemem mierzą się dzieci w przepełnionych szkołach. Zaczynanie nauki po południu, powrót do domu późnym wieczorem, przepełnione klasy i chaotyczny program nauczania. Nie może być tak, że wprowadza się zmianę bez oglądania się na konsekwencje i łamie się plany na przyszłość. A na dokładkę osoba odpowiedzialna za tę całą sytuację opuszcza kraj i zostawia nas wszystkich z ogromnym problemem.

Czy przywrócą Państwo gimnazja? Szkoła kolejnej rewolucji nie dźwignie. Nie można już cofnąć tej tzw. deformy PiS-u, bo nie wytrzymaliby tego ani rodzice, ani nauczyciele, samorządy, ani młodzież. Naprawę edukacji należy zacząć drobnymi krokami. Chcemy szkoły stabilnej i demokratycznej, która uczy rzeczy praktycznych, a podstawy programowe powinni pisać eksperci, nie politycy. Szkoła zapewni dzieciom ciepły posiłek. Z kolei dobrze opłacani nauczyciele powinni mieć elastyczność realizowania programu w szkołach i więcej miejsca na własne pomysły.

Jest Pani za edukacją seksualną w szkole? Człowiek musi w pewnym momencie poznać funkcjonowanie własnego ciała i je zrozumieć.

Pytam o to, bo stało się to tematem politycznym. Teraz wszystko jest polityczne. I ten temat został ludziom przedstawiony w bardzo złym świetle, wręcz zohydzony. Zasiano strach, całkiem niepotrzebnie. Należy zadać pytanie, czy lepiej, by dzieci czerpały wiedzę na ten temat z internetu, czy od dobrze przygotowanego do pracy z dziećmi edukatora. Oczywiście wszystko za zgodą rodziców.

Czy środowiska LGBT powinny uczestniczyć w tego typu edukacji w szkołach? To budzi obawy części rodziców, że dochodzi do promowania zachowań społeczności będącej mniejszością. Na pewno edukację seksualną powinny przeprowadzać dobrze do tego przygotowani nauczyciele. Dobrze wiemy, że dzieci zadają trudne pytania i ważne, aby uzyskały na nie odpowiedzi. A rodzice nie zawsze potrafią o tym rozmawiać ze swoimi dziećmi.

Mówi Pani wiele o prawach kobiet, o równouprawnieniu. W jaki sposób zrównać wynagrodzenia kobiet i mężczyzn w gospodarce? Należy zacząć od jawności wynagrodzeń przypisanych do konkretnych stanowisk. Nie może być tak, że rozpisuje się konkurs, który wygrywa kobieta i otrzymuje gorsze warunki pracy niż mężczyzna. W świecie kultury jest to wręcz nagminne, że kobiety zarabiają mniej. Dlaczego kobieta grająca rolę wiodącą ma mniej zarabiać, dlaczego ma mniej zarabiać dziennikarka czy menadżerka w firmie? Dlaczego ich praca jest gorzej wyceniana? Nie ma wytłumaczenia dla tego problemu. Dlatego należy to zmienić.

W ogłoszeniach o pracę mają być zatem podawane wynagrodzenia? Tak, to jest uczciwe. To pierwszy krok, by pozbyć się podziału w sferze zarobków. Za tę samą pracę ma być taka sama płaca. Płeć nie decyduje o wynagrodzeniu.

Dotykamy kwestii różnych wartości. Jaką rolę powinien odgrywać Pani zdaniem Kościół w Polsce? Po pierwsze rozdział Kościoła od państwa musi być przestrzegany. Jako osoba wierząca chciałabym, aby Kościół zajmował się sferą mojego ducha, wartości, a nie życiem politycznym. Dla mnie przykre jest to, gdy na ambonie słyszę mowy polityczne bez związku z Ewangelią ani z Dekalogiem, ani z przykazaniem miłości bliźniego czy nauką, którą głosi papież Franciszek. Kościół powinien robić to, co robił przez lata, a politykę zostawić politykom.

Kościół angażował się politycznie za czasów komunizmu. Wtedy Kościół stał na straży wartości.

Teraz tak nie jest? Wtedy mówił, co jest dobre, a co złe, robił to z pełną odpowiedzialnością. Wskazywał, że wolność, prawo, szacunek dla ludzi ma znaczenie. Kościół bronił ludzi, którzy walczyli o te wartości. Był ostoją moralną. Dziś hierarchowie wkroczyli w spór polityczny, wpisują się w podziały i poniekąd sami przyczyniają się do ich powstawania.

Prezes Kaczyński powiedział ostatnio: poza chrześcijaństwem jest tylko nihilizm. Zgadza się Pani z tym stwierdzeniem? Rozumiem, że prezes powiedział te słowa, by znów nas wszystkich podzielić. Powiedział: wy jesteście po jednej stronie, a my – po drugiej. Nawet Kościół w Polsce jest podzielony. Tak jak polskie społeczeństwo. Naszym zadaniem jest połączyć nas wszystkich, abyśmy znowu byli jedną wspólnotą, choć wspólnotą ludzi różniących się od siebie. Polacy zawsze się różnią: ilu Polaków, tyle zdań.

Przed Polską, jak również przed Europą wiele wyzwań. Nie ma zgody, co do wspólnej polityki migracyjnej. Pani zdaniem powinniśmy przyjmować więcej migrantów? Tego problemu na unijnej agendzie w tej chwili nie ma. Ale proszę pamiętać, że żyjemy w Europie bez granic i każdy, kto chce mieszkać w Polsce i tu pracować, może to zrobić.

 

Ciągle statki z migrantami przypływają do wybrzeży Europy. Tak, to wciąż jest problem, z którym mają do czynienia państwa południowej Europy. Dlatego należy na poziomie UE udzielać im wsparcia.

Inna kwestia europejska. Jest Pani za czy przeciw, aby Polska weszła do strefy euro? Do tego zobowiązaliśmy się, przystępując do Unii Europejskiej 15 lat temu. Polska powinna wejść do strefy euro, kiedy będzie to zaakceptowane przez Polaków, kiedy uznają, że tego chcą. Nie wyobrażam sobie wprowadzania euro bez akceptacji ludzi. Do tego musimy być na odpowiednim poziomie rozwoju ekonomicznego. Polacy muszą mieć pełną wiedzę na temat euro, być rzetelnie edukowani, a nie karmieni tylko strachem.

Kolejna trudna kwestia to klimat i energetyka. Co Pani proponuje? Rozmowa o klimacie jest rozmową o bliskiej przyszłości. O tonach plastiku, śmieci, o deficycie wody w naszym kraju. W ciągu tych czterech lat nie zrobiono nic w tej sprawie, co więcej, do Polski sprowadzane są rekordowe ilości śmieci, w tym te niebezpieczne. Sprowadzane są rekordowe ilości węgla z Rosji. Komisja Europejska upomina Polskę, że nie walczy ze smogiem, a nasz projekt ustawy w tej sprawie raz został przez obecny Sejm odrzucony, a kolejny zamrożony.

Jakie? Podatki ekologiczne, zamykanie kopalń? Przedstawiliśmy racjonalny plan odchodzenia od węgla. Proponujemy w programie Deklarację dla Górnego Śląska. Nie będzie zamykania kopalń, dopóki będzie w nich węgiel, a wydobycie będzie się opłacać i pozwoli na utrzymanie godnego życia górników i ich rodzin. Musimy być przygotowani, gdy złoża się skończą. Dlatego już teraz trzeba stawiać na odnawialne źródła energii i nowoczesne systemy ciepła.

Czy Polska powinna zbudować elektrownię atomową, czy postawić na alternatywne źródła? Energetyka w ostatnich 5 latach zmieniła się bardziej niż w ciągu poprzednich 50 lat. Zielona energia znacznie potaniała. Polska potrzebuje więcej energii ze źródeł odnawialnych. I na to będziemy stawiać.

Pytam o to, bo kiedy Platforma była u władzy przez dwie kadencje, tej decyzji również nie podjęto. To są projekty długoterminowe, wymagające licznych analiz, także tych dotyczących bezpieczeństwa. Technologia w energetyce szybko się zmienia i dzisiaj jesteśmy już w zupełnie innej rzeczywistości.

Jak zamierzają Państwo finansować siódemkę Kidawy-Błońskiej? PiS podkreśla, że ma pieniądze na programy socjalne, bo zlikwidowało mafię vatowską. To może najpierw ustalmy fakty. Przepisy w sprawie uszczelniania VAT-u przygotował i wprowadził rząd PO-PSL. PiS ich nie poparł. Wprowadziliśmy Jednolity Plik Kontrolny, którego PiS nie poparło, a który przynosi największe korzyści z uszczelniania VAT. Natomiast, jeśli chodzi o finansowanie naszego programu, wszystko zostało dokładnie policzone. Do samego budżetu państwa złożyliśmy poprawki na ponad 6 mld zł oszczędności.

Na czym? Na rozrośniętej administracji centralnej, m.in. wydatkach na media publiczne czy kancelarię premiera.

Będą cięcia w zatrudnieniu w urzędach? My nie oszczędzamy na ludziach, tylko na aparacie partyjnym. Trzeba zrobić dokładny przegląd, a nie mówić, że coś się tnie bez przeprowadzonych analiz, zwłaszcza kiedy na administrację nakłada się nowe zadania. Po drugie uważamy, że spółki skarbu państwa naprawdę mogą być dobrze zarządzane i przynosić konkretne pieniądze do naszego wspólnego budżetu. Po trzecie program aktywujący rynek pracy pozwoli czerpać korzyści ze wzrostu gospodarczego i będziemy dobrze wykorzystywać środki unijne.

Których będzie znacząco mniej. To akurat kwestia skutecznego rządu, który liczy się w Europie, który się nie konfliktuje, który skutecznie będzie negocjował nowy budżet unijny. To, co zapowiadamy, jest realne do zrealizowania.

Dopytuję ze względu na słynne słowa ministra finansów Jacka Rostowskiego: „Pieniędzy nie ma i nie będzie”. Oddając rządy zostawiliśmy budżet w dobrym stanie. Przecież pierwszy rok finansowania 500+ pochodzi z naszego budżetu. Zostawiliśmy też pieniądze z aukcji LTE.

Premier Morawiecki zapowiada pierwszy w historii budżet bez deficytu. Przede wszystkim to nie jest budżet bez deficytu, tylko budżet, który po prostu wielu rzeczy nie uwzględnia. Nie uwzględnia 13 emerytury, na przykład. Po drugie, w budżecie zapisane są wpływy z większych składek ZUS, które rząd podwyższył przedsiębiorcom. Nie mówiąc o tym, że rząd wysłał do Brukseli dokument przywidujący podwyżkę podatków, ale tego publicznie nie mówi.

Wystartuje Pani w wyborach prezydenckich w przyszłym roku? Został miesiąc do wyborów do Sejmu i Senatu. I naprawdę jestem realistką. Chcę, żebyśmy jako Koalicja Obywatelska te wybory wygrali. Potem przyjdzie czas na dalsze plany.

Takie spekulacje się pojawiły. Mówi się, że jest to pomysł Grzegorza Schetyny na zniechęcenie do powrotu Donalda Tuska i osłabienie jego pozycji i szans na prezydenturę. Spekuluje się o tym w mediach, ale ja naprawdę nie chciałabym zajmować się takimi sprawami. Jest konkretny cel do osiągnięcia w tej kampanii. I to nie chodzi o moje ambicje czy Grzegorza Schetyny, ale o zatrzymanie tego, co dzieje się teraz w Polsce.

Czy nie na tym polega polityka? To jest ta polityka, ten świat, który opisują dziennikarze, starając się kreślić różne scenariusze, ale podkreślę to jeszcze raz. Koalicja Obywatelska jest na etapie wyborów parlamentarnych i walczymy o dobry wynik.

Jak będzie to końcówka? Kampania będzie naprawdę intensywna. Mamy plan do 13 października. Ale już widać, że nie wszystko jesteśmy w stanie przewidzieć. Po raz pierwszy w historii ostatnie posiedzenie Sejmu przed wyborami zostanie przerwane i kontynuowane już po nich. To oznacza, że na Wiejskiej zbiorą się posłowie bez legitymacji, bo przecież będziemy już znać wyniki nowych wyborów.

Czy będą przegłosowywane nowe ustawy? Z pewnością planowane jest wprowadzenie do porządku obrad czegoś, o czym jeszcze nie wiemy. To oficjalne uzasadnienie, że prosili o to posłowie, bo jest kampania, jest wyssane z palca. Takich rzeczy nie robi się z miłości do posłów. Ostatnie posiedzenie Sejmu cztery lata temu było 9 października.

Spodziewa się Pani zwrotów akcji w postaci jakiś afer czy haków na polityków w końcówce tej kampanii? Do ostatniego dnia tej kampanii wszystko jest możliwe. Mamy bardzo bezwzględnego przeciwnika po drugiej stronie.

 

Katarzyna Stańko aip



COMMENTS

WORDPRESS: 0