Maciej Kot po TCS: Najważniejsze skoki dopiero przed nami

Maciej Kot po TCS: Najważniejsze skoki dopiero przed nami

Po dwóch świetnych Turniejach Czterech Skoczni w naszym wykonaniu jeden słabszy nie jest powodem do wstydu – mówi Maciej Kot, który w klasyfikacji końcowej był dopiero 61. – W Bischofshofen doszło do małego przełamania. Do Predazzo pojadę z pozytywnymi rzeczami, które wyniosę z tego konkursu – dodaje.

Za Panem bardzo słaby Turniej Czterech Skoczni. Myślę, że zeszły rok było dużo trudniejszy dla mnie. Skakałem na dużo wyższym poziomie i dopiero w Bischofshofen nie do się do drugiej serii. To była totalna porażka. Teraz te oczekiwania nie były tak wysokie, jestem w zupełnie innym miejscu. Miałem dużo więcej cierpliwości i konsekwencji realizacji planu, dzięki pracy, którą w lecie wykonałem łatwiej mi było przyjąć to na klatę i po prostu pracować. Wiadomo, że miło tego turnieju nie będę wspominał. Wyciągnę wnioski, a o reszcie zapomnę.

Pan pewnie sam czuje, że może dużo więcej. To trochę taki paradoks, że dostałem się do konkursu na skoczni, którą najmniej lubię. Udało się w jakiś sposób przełamać. Jest to przede wszystkim przełamanie psychiczne, ponieważ ze skoku na skok było coraz lepiej, mimo otaczającej mnie stawki. To pocieszające, że udało się wyczyścić głowę, wyciągnąć wnioski i realizować przygotowany plan. Jest to jednak ciężkie, skakać w tak trudnych warunkach na tej trudnej skoczni, bo ten płaski rozbieg nie ułatwia zadania. Miałem problemy z dojazdem.

Jaki plan przed panem? Puchar Świata zawita teraz do Predazzo. Jedziemy w niezmienionym składzie do Włoch. Nie zmieniamy planu. Nie będzie czasu, by wyskoczyć gdzieś w międzyczasie. Lepiej zadziała taki „reset”, regeneracja, pobycie parę dni w domu, by wyczyścić umysł. Do Predazzo pojadę z wyciągniętymi wnioskami i pozytywnymi rzeczami, które wyciągnąłem z konkursu w Bischofshofen.

Rozmawialiście między sobą o tym, dlaczego ta forma się wam trochę posypała na koniec turnieju? Szczerze mówiąc, to nie było takiej rozmowy. Sztab szkoleniowy wymieniał poglądy między sobą, w sobotę trenerzy pojechali gdzieś na pizzę i długo ich nie było. Sztab zajmuje się nami, a każdy z nas ma swoje indywidualne zadania i tylko o tym myśli. Nie mamy głowy, by myśleć o tym, dlaczego jeden konkurs był słaby. Myślę, że to nie są wielkie rzeczy. Często to są szczegóły w sprzęcie, w technice. Po dwóch świetnych turniejach w naszym wykonaniu – jeden słabszy nie jest powodem do wstydu. Będą MŚ, trzeba pamiętać, że najważniejsze skoki przed nami.

Czyli teraz proces odbudowy? Na tym poziomie ciężko utrzymywać rewelacyjną formę przez cały czas. Kamil Stoch, Piotr Żyła i Dawid Kubacki zaczęli ten sezon naprawdę bardzo mocno. Teraz jest minimalnie słabiej, ale to nie oznacza, że zaraz nie będzie lepiej niż na początku. Poziom jest tak wyrównany, że wystarczy minimalna różnica w warunkach, czy skoku i robią się duże różnice. To wszystko jest kwestia paru dobrych skoków, może odpoczynku. Jestem spokojny, trener Horngacher na pewno też. Stefan jest szkoleniowcem, który daje zadanie techniczne. Nigdy nie mówi, że musisz zająć jakieś miejsce. Rozlicza z wykonanej pracy. To jest u niego specyficzne, ale my to bardzo cenimy. Nie czujemy presji wyniku, ale realizujemy zadanie. Wiadomo, że oddanie dwóch dobrych skoków zazwyczaj gwarantuje sukces, choć nie zawsze.

 

Pytał i notował Michał Skiba, Bischofshofen

 

 

 

 



COMMENTS

WORDPRESS: 0