HomePOLSKAMałopolskie

Ludzie budzili się w łóżkach stojących w wodzie. “Gdyby nie telefon od babci, to 12-letni syn pani Kingi nie przeżyłby tej nocy”

Ludzie budzili się w łóżkach stojących w wodzie. “Gdyby nie telefon od babci, to 12-letni syn pani Kingi nie przeżyłby tej nocy”

Ludzie budzili się w łóżkach stojących w wodzie. Inni w ogóle nie mogli tej nocy zasnąć, jakby coś przeczuwali. Tydzień po powodzi odwiedziliśmy Łapanów. Jego mieszkańcy otrząsają się z pierwszego szoku. Teraz liczą straty, robią remonty, starają się być silni. Tylko wieczorami, po całym dniu, pozwalają sobie na łzy bezsilności.

Spał spokojnie, w niewielkim pokoju na parterze. Być może gdyby nie telefon od babci, to 12-letni syn pani Kingi nie przeżyłby tej nocy. – Zadzwoniła moja mama – opowiada pani Kinga.

– Nie spała, jakby czuła, że może stać się coś złego. Zaalarmowała nas, że woda w rzece Stradomka niebezpiecznie się podnosi – pani Kinga, mieszkanka Łapanowa, wspomina tę noc. To było dokładnie z 21 na 22 czerwca. Na ratowanie dobytku było za późno. Wielka fala powodziowa przyszła znienacka, przedarła się przez okna i drzwi, zalewając cały parter domu. Niszczyła wszystko, co napotkała na drodze. Na szczęście syn państwa Piotrowskich w porę zdążył uciec. Gdyby nie telefon od jego babci, woda uwięziłaby go w pokoju. Nie wiadomo, czy pomoc przyszłaby na czas.

Słońce

Tam, gdzie kończy się miejscowość Zagórzany, zaczyna się Łapanów (powiat bocheński). Na balkonach mieszkańcy rozwiesili pranie, korzystają z ładnej pogody. W ogrodach pusto, ludzie w pracy. Na jednej z działek młoda kobieta kosi trawę, z widocznym na twarzy wysiłkiem podjeżdża kosiarką pod rosnące na wzniesieniu krzewy. Za jej plecami biega mała dziewczynka. Nad wioską w powiecie bocheńskim, która została zniszczona przez powódź, w środę w końcu wzeszło słońce. Patrząc na Łapanów przez okno samochodu, można by stwierdzić, że miejscowość nie odniosła poważnych obrażeń w wyniku żywiołu.

Ale to tylko pozory. Za ścianami wielu domów wciąż rozgrywa się dramat całych rodzin, które w wyniku powodzi straciły dobytki życia. Niektórym trudno będzie znów stanąć na nogi. A pogoda dalej jest niepewna. – Ostatnio znów wystawialiśmy wszystko na górne półki. Padało, poziom wody w Stradomce był niebezpiecznie wysoki. Na szczęście tym razem woda nie przerwała wałów – mówi nam sprzedawczyni sklepu spożywczego na łapanowskim rynku, z którego jeszcze niedawno strażacy musieli odpompowywać wodę. Gdzieniegdzie widać białe worki z piaskiem, poustawiane przy drzwiach do budynków.

Pozory normalności

W środę centrum wsi wyglądało już całkowicie normalnie: mieszkańcy odpoczywali na środku rynku, pod rozłożystym drzewem, inni robili zakupy w pobliskich sklepikach. W prowadzących je przedsiębiorców powódź również uderzyła. – Wszystkie te najniższe półki zalało, wszystko, co na nich stało, poszło do śmieci. Wody było kilkanaście centymetrów – mówi nam kasjerka w delikatesach. Mieszkańcy Łapanowa powoli wracają do normalności, ale ten powrót okupiony będzie jeszcze wieloma łzami. Straty nadal są liczone. Przedsiębiorcy załamują ręce, bo poza powodzią w ich interesy uderzył też koronawirus. O tym, że wciąż mamy do czynienia z epidemią, przypominają kartki na drzwiach sklepów w pobliżu łapanowskiego rynku. Komunikaty nakazują wchodzić do środka z zasłoniętymi ustami i nosem.

– Dziesięć lat temu też mieliśmy tu powódź. Mamy nadzieję, że wały w końcu zostaną na tyle umocnione, że będzie można spać i pracować spokojnie – dodaje kobieta, którą spotykamy w centrum wioski. – Prezydent przyjechał, obiecał różne rzeczy, będziemy go trzymać za słowo – dopowiada inna. Idziemy dalej od rynku, w kierunku Lubomierza, do którego drogowskaz wskazuje odległość dwóch kilometrów. – Do mojego domu woda się nie wlała, ale tam, kawałek dalej, zalało sąsiadkę. Widziałam, jak strażak, taki niski mężczyzna, szedł po kolana w wodzie, która stała na trawniku. Sąsiadka wołała o pomoc, bo została uwięziona w domu – mówi nam mieszkanka Łapanowa, którą spotykamy przed drewnianym, starym domem. Stoi na prowadzących do niego betonowych, nadszarpniętych zębem czasu schodach. Miała szczęście, woda zalała jej tylko ogród.

Żywioł

Dzień po powodzi mieszkańcy zniszczonego Łapanowa relacjonowali nam, że zagrożenie nadeszło w nocy, znienacka. Nie wszyscy spali spokojnie.

– Mąż się przebudził, na podwórku było już pełno wody – wspominała Wanda Drożdż. W jej domu trzeba było zerwać większość paneli z podłóg. Zostało błoto i dużo sprzątania. – Zaalarmowałam sąsiadkę. U niej woda już płynęła przez mieszkanie. Wdarła się też do naszego domu. Robiłam, co mogłam, wybierałam wodę wiaderkami, ale po chwili zorientowałam się, że wlewa się do środka też drugim wejściem. W pewnym momencie odpuściliśmy, skryliśmy się na piętrze – wspominała pamiętną noc. Kobietę odwiedziliśmy po ponad tygodniu od momentu, gdy żywioł zniszczył część dobytku jej życia. Nie było jej w domu, ale przed budynkiem widać było różne sprzęty kuchenne, w tym lodówkę, która suszyła się na słońcu. Na drewnianych sztachetach ogrodzenia zatknięte były kalosze, przypominające o walce ludzi z żywiołem. Pani Ewa, mieszkanka Łapanowa, z którą rozmawiamy ponad tydzień po powodzi, przypomina, że woda wdarła się do miasteczka, zalewając prywatne domy oraz sklepy w centrum. Nie ominęła też przedszkola – na jednej ze ścian widać brud, który wskazuje, dokąd sięgała woda – to ponad pół metra.

– Najbardziej ucierpiały domy, stojące najbliżej rzeki, na terenach zalewowych. Woda nie oszczędzała nikogo. Ucierpiał sklep motoryzacyjny, gdzie sięgała sufitu. Wdarła się do centrum ogrodniczego i przemysłowego. Towar został zniszczony doszczętnie. Sklep popłynął – opowiada pani Ewa. Ludzie budzili się w łóżkach stojących w wodzie. Jednej rodzinie żywioł porwał kilka kubików drzewa, zgromadzonych na kolejną zimę. W sieci ruszyła fala zbiórek pieniędzy: na generalny remont przedszkola, dla rodziny, która straciła dach nad głową i inne.

Dorobek życia

Wracamy do domu państwa Piotrowskich. Zerwane podłogi, gołe ściany – to wszystko przypomina, że przed ponad tygodniem w tym budynku rozegrał się dramat. Rodzina mieszka w nim od pięciu lat, małżeństwo budowało dom od podstaw za pieniądze, które pani Kinga i pan Paweł zarobili za granicą. Zamieszkali w Łapanowie, bo tutaj mają rodzinę. Budynek był prawie w stu procentach wykończony, niczego nie brakowało do szczęścia. – Z wyposażenia kuchni został okap i jedna szafka, która była zawieszona na ścianie. Cała reszta, w tym zlew, są pożyczone od dobrych ludzi – mówi pani Kinga. Woda zniszczyła dyplomy, świadectwa pracy, projekt domu. Niektóre dokumenty małżeństwo państwa Piotrowskich jeszcze próbuje uratować. Nie wiadomo jednak, czy uda się je wysuszyć.

– Nigdy wcześniej coś takiego nas nie spotkało. Gdy dziesięć lat temu była powódź, jeszcze tutaj nie mieszkaliśmy. Przez pięć ostatnich lat woda raz się podniosła do niebezpiecznego poziomu, strażacy byli w gotowości, ale interwencja nie była potrzebna – mówi pan Paweł. Poszkodowanej rodzinie pomagają bliscy, sąsiedzi. – Nie wiedzieliśmy, że jest tak dużo ludzi o dobrych sercach. Ja pracuję w szkole, koleżanki i koledzy, cała społeczność szkolna, wszyscy pomagają. Pomocy potrzebują też nasi sąsiedzi. Znamy takich, których zalało już ponad 20 razy – mówi pani Kinga. Na razie Piotrowscy wprowadzili się do rodziców pani Kingi, po sąsiedzku, mają tam do dyspozycji jeden pokój. Tam zniszczenia nie są duże. Ich dom, na który ciężko pracowali, trzeba gruntownie wyremontować. Żeby mogli wrócić na swoje.

Ewakuacja

Ogromny dramat przeżyli też dziadkowie Anny Wlazło. – Na bieżąco wiedziałam, co dzieje się w ich domu, ponieważ informowała mnie o tym moja mama. Czuwała, by jej rodzice byli bezpieczni. Zadzwoniła do mnie przed drugą w nocy, że dziadkowie nie wynoszą na zewnątrz żadnych rzeczy, bo rzeka płynie spokojnie i woda nie dociera do domu. Sytuacja nagle zmieniła się chwilę później. Mama mówiła przez telefon, żebym budziła tatę i brata, żebyśmy szybko przyjechali, bo woda zaczyna wdzierać się do środka – opowiada nam Anna. Gdy ze swoimi bliskimi przyjechała do Łapanowa, pod domem dziadków strażacy stali po kolana w wodzie. Anna próbowała dostać się pod sam budynek, by wejść do środka, kawałek udało jej się przejść po trawniku, później nagle wpadła po łydki do wody.

– W domu woda była po kostki. Nie zdążyliśmy nic wynieść, żadnych mebli, sprzętów domowych, jedynie kilka ubrań. Mogliśmy jedynie podnieść kanapę w salonie na krzesła, żeby nie została zalana przez wodę. Strażacy położyli lodówkę i kuchenkę gazową na murek od pieca. W środku byliśmy może 10 minut, a chwilę potem usłyszałam, jak strażacy krzyczą: ewakuacja! Woda zaczynała podchodzić do gniazdek i możemy już nie wyjść – wspomina Anna. W ciągu zaledwie kilku minut woda od kostek podniosła się aż do pasa. Pompy nie wyrabiały. Dziadków Anny na rękach musieli wynosić strażacy. – Ewakuowaliśmy ich do sąsiadki, która mieszkała wyżej, po przeciwnej stronie. Udało się uratować lekarstwa i dokumenty dziadków. Musieliśmy szybko opuścić dom, ponieważ strażacy musieli odłączyć prąd w całym budynku. Stojąc na drodze, patrzyliśmy, jak wody przybywa coraz więcej. Strażacy, obwiązani linami, pobiegli ratować sąsiadów. Próbowali potem przedostać się na rynek Łapanowa, ponieważ u nas już nic więcej nie mogli zrobić. Od 2 w nocy do 8 rano czekaliśmy na to, aż woda zacznie opadać. Widok, jak woda zabiera wszystko, co znajduje się wokół domu, i jeszcze bardziej się podnosi, był okropny. A widząc przerażenie strażaków, już wiedziałam, że będzie źle. Był taki jeden starszy strażak, który mówił, że jeszcze nigdy w życiu takiej wody nie było w tej okolicy – wspomina Anna. Zrobiła kilka zdjęć.

Widać na nich, jak w kuchni pływają garnki, a ze ścian odpada tynk. Gdy przeglądała fotografie, zdała sobie sprawę, że jeszcze moment, a woda zalałaby też piętro domu jej dziadków. Żywioł był bezlitosny. – U kuzynki w pokoju woda potrafiła przewrócić biurko, otworzyć szafki i wygiąć je w drugą stronę. Wszędzie był taki bałagan, jakby co najmniej trąba powietrzna przeszła. Jak dotykało się ściany, tam gdzie była zamoczona, to odpadało wszystko, do gołego pustaka. Mułu było chyba po kostki. Musieliśmy wyrzucić wszystkie meble, łóżka, akcesoria kuchenne, sprzęty, ubrania, podręczniki, wszystko, co można mieć w domu. Straty są olbrzymie. Wody w garażu było ok. 170 cm, a w domu ok. 140 cm. Sprzątanie mułu i kucie ścian zajęło nam prawie tydzień. W ostatnich dniach ponownie woda zaczęła podchodzić, ale na szczęście nie weszła do domu. Dziadkowie mogli wrócić – kwituje Anna.

Strażacy

Mieszkańcy Łapanowa doceniają pracę strażaków. Dzień po powodzi druhowie tak opowiadali nam o skali zniszczeń. – Wylała rzeka Stradomka, która płynie przez cały Łapanów. Woda przyszła z góry, od strony Szczyrzyca, Jodłownika. Przerwała wały ok. 3-4 nad ranem. Zalała cały łapanowski Rynek, kościoły, plebanię. Dobytek ludzki został zniszczony – relacjonował komendant jednostki Ochotniczej Straży Pożarnej w Łapanowie, Paweł Kaczmarczyk. Dramat przeżyli rolnicy mieszkający wzdłuż rzeki. – Zwierzęta się potopiły. Ile udało się uratować, tyle uratowaliśmy – dodawał Kaczmarczyk.

Kościół

Wyjeżdżamy z Łapanowa w kierunku Muchówki. Mijamy zabytkowy kościół św. Bartłomieja, zbudowany w 1529 roku. W świątyni znajdują się piękne obrazy: Matka Boska XVII w, Przemienienie Pańskie oraz św. Barbara z XVII w. Na jednej ze ścian widnieje informacja o remoncie konserwatorskim posadzki, zniszczonej przez powódź, która również w przeszłości nawiedziła Łapanów. Biją dzwony. Drzwi drewnianego kościółka są zamknięte. Gdy byliśmy tam ponad tydzień temu, w środku pracowali strażacy, wypompowując wodę. W pobliżu świątyni w pocie czoła uwijali się harcerze. Mijamy potok, płynący w pobliżu kościoła. Widać nadgryzione, zapadnięte brzegi, a w korycie kilku mężczyzn z łopatami, którzy pracują w w pomarańczowych kamizelkach. Mieszkańcy jeszcze długo z niepokojem będą patrzeć na wodę. Żywioł zaskoczył ich, przyniósł spustoszenie. Ale znów biją dzwony.

 – brak opisu
 – brak opisu
 – brak opisu
 – brak opisu
 – brak opisu
 – brak opisu
 – brak opisu
 – brak opisu
 – brak opisu
 – brak opisu
 – brak opisu
 – brak opisu
 – brak opisu
 – brak opisu
 – brak opisu
 – brak opisu
 – brak opisu
 – brak opisu
 – brak opisu
 – brak opisu

COMMENTS