Lubuskie: 7-letnia Misia wezwała ratowników do mamy, która zemdlała w domu

Lubuskie: 7-letnia Misia wezwała ratowników do mamy, która zemdlała w domu

Siedmiolatka z Ługowa koło Świebodzina wezwała pomoc dla swojej omdlałej mamy. Dzielna dziewczynka wie jak się zachować, dzięki temu, że rodzice jej to wytłumaczyli. Michalina Naks jest małą bohaterką!

Byłam w domu tylko z 7-letnią córką. Straciłam przytomność a mała zachowała się książkowo dzwoniąc pod numer 112. Postępowała zgodnie z instrukcjami, sprawdzała oddech. Podała numer telefonu do taty, otworzyła drzwi służbom – relacjonuje Beata Naks. Michalina Naks ma dopiero siedem lat, uczęszcza do pierwszej klasy szkoły podstawowej nr 2 w Świebodzinie. Skromna i rezolutna dziewczynka opowiedziała nam, co zdarzyło się w styczniowy niedzielny wieczór. Misia, jak nazywają zdrobniale dziewczynkę rodzice, opowiada, że tego dnia mama od rana źle się czuła.

 

– Wstałam z kanapy, chwyciłam się za krzesło i upadłam a właściwie osunęłam się na podłogę. Obudziłam się na podłodze. Niczego nie pamiętam – wtrąca Beata Naks. – Próbowałam się dowiedzieć, co się stało. Mama nie odpowiadała. Zadzwoniłam na 112 – mówi Misia. – Próbowałam się dowiedzieć, co się stało. Mama nie odpowiadała. Zadzwoniłam na 112 – mówi Misia. – Pan ze mną rozmawiał, pytał się jak się nazywam, gdzie tata pracuje, i jeszcze zapytał się, czy znam adres domu. Później rozmawiał ze mną drugi pan, chyba ratownik, i opowiedziałam mu, co się stało. Ratownik polecił dziewczynce sprawdzić oddech. – Mama leżała na brzuchu i musiałam ją przewrócić trochę. Ucho przykładałam do buzi, mama oddychała – opowiada dzielne dziecko. – W sumie nie wiedziałam, co się stało. Ocknęłam się a Misia zapłakana z telefonem stała nade mną. Po chwili dom był już pełen służb ratowniczych – relacjonuje pani Beata.

 

Skąd siedmiolatka wiedziała, że trzeba zadzwonić na 112? – Rodzice mi powiedzieli wcześniej – podkreśla Misia. Pan Marcin ma pracę zmianową, jest zastępcą dowódcy zmiany w straży pożarnej. Pani Beata często zostaje w domu sama z Misią, dlatego tłumaczyła córce, jak dziewczynka się ma zachować, gdyby coś złego się jej stało. – Czasem dziecka mogą nie zrozumieć przez telefon, kiedy pytają o adres, czy mówi Ługów, czy Łagów. Misia wie, że ma powiedzieć Ługów koło Świebodzina – tłumaczy pani Beata. Mama Misi opowiada, że córka nie tylko sprawnie wezwała pomoc. – Jak się ocknęłam, mała mi dała telefon i rozmawiałam z jakimś panem, nie wiem, czy to był operator 112, czy ratownik.

 

Mówił, żebym się nie podnosiła z podłogi, za chwilę przyjechała policja i karteka pogotowia. – Pan mi mówił, żebym ja otworzyła drzwi – wtrąca Misia. Jak się okazało, to też było ważne zadanie. Był wieczór, więc w domu były zasłonięte rolety antywłamaniowe, drzwi były zamknięte, ale ze wszystkim świetnie poradziła sobie Misia, która wpuściła ratowników. Pan Marcin był tego dnia na służbie. – Mój dyspozytor mnie powiadomił o tym, że 7-latka zgłasza, że matka zasłabła. To ja galopem popędziłem do domu. Kiedy już dojeżdżałem, pod domem stała karetka, nadjechała policja, pewnie na wypadek, gdyby nie można się było dostać do domu, no i w razie czego zająć się dzieckiem. Rodzice Misi zadbali o to, by dziewczynka wiedziała jak poszukać numeru alarmowego w telefonie, który ma przecież blokadę. – Misia zna kod, ale na wszelki wypadek, gdyby zapomniała wie też, w jaki sposób zadzwonić bez kodu.

 

Za to w piórniku ma numery telefonów do rodziców i do dziadków. Bo komórki jeszcze swojej nie ma, uważamy, ze to jeszcze nie czas – zaznacza pani Beata. O to, by dziewczynka potrafiła prawidłowo reagować w momencie zagrożenia życia zadbali przede wszystkim rodzice. Ponadto z okazji Dnia Dziecka w świetlicy wiejskiej był pokaz ratownictwa medycznego dla najmłodszych i ćwiczenia na fantomie. – Mała lubi oglądać serial „112”, może trochę tam przekłamują niektóre rzeczy, ale podstaw ratownictwa uczą na pewno – zaznacza tata Misi.

 

Marcin Naks przypomina, że gmina Świebodzin miała wdrożyć specjalny program do pomocy w nagłych wypadkach. Zostały nawet zakupione defibrylatory, które miały być w każdej miejscowości. Jednak na razie czekają one jeszcze w magazynie. – A szkoda, może by komuś uratowały życie – dodaje pani Beata. Na pytanie, kim chciałaby zostać w przyszłości, Misia bez wahania odpowiada, że często zmienia zdanie, ale teraz chce zostać strażakiem. – W okolicy są drużyny młodzieżowe OSP, może należeć jeśli będzie chciała. Ale na pewno, podobnie jak starsza córka, Misia będzie wyjeżdżała na obozy MDP, gdzie są warty, dzieci uczą się dyscypliny, porządku i zdobywają wiedzę. Michalinka przyznaje, że trochę się denerwowała, kiedy mama zasłabła. – Powiedziałam jej po wszystkim, że medal jej się należy. Bardzo dumna z niej jestem – podkreśla mama.

 

aip



COMMENTS

WORDPRESS: 0