Liverpool i Tottenham Hotspur spotkają się w finale piłkarskiej Ligi Mistrzów. “Szkoda, że te półfinały już się zakończyły, bo dały kibicom tyle emocji”

Liverpool i Tottenham Hotspur spotkają się w finale piłkarskiej Ligi Mistrzów. “Szkoda, że te półfinały już się zakończyły, bo dały kibicom tyle emocji”

Liverpool i Tottenham Hotspur spotkają się w finale piłkarskiej Ligi Mistrzów. Angielskie drużyny w półfinałach wyeliminowały swoich rywali po wyjątkowo emocjonujących meczach rewanżowych.

Tottenham w pierwszym meczu uległ Ajaksowi Amsterdam 0:1, ale w rewanżu wygrał 3:2 (0:2) i awansowali dzięki większej liczbie bramek zdobytych na wyjeździe. Liverpool w pierwszym spotkaniu przegrał z Barceloną 0:3, ale w meczu na własnym boisku zwyciężył 4:0.
Decydujące rozstrzygnięcia w rozmowie z Polskim Radiem analizuje Sebastian Mila, wielokrotny reprezentant kraju. – Szkoda, że te półfinały już się zakończyły, bo dały kibicom tyle emocji. Wydawało się, że Liverpool dostał nagrodę za mecz roku za zwycięstwo w rewanżu z Barceloną, a dzień później, moim zdaniem nawet w trudniejszych okolicznościach, Tottenham wyeliminował rewelację tych rozgrywek Ajax Amsterdam – mówi Mila.
Drużyna trenera Erika ten Haga przegrała 2-3 z Tottenhamem tracąc trzeciego gola w ostatnich sekundach i została w dramatycznych okolicznościach wyeliminowana z gry w finale Ligi Mistrzów. – Przegrywasz pierwszy mecz 0:1. Do przerwy przegrywasz już 0:2. Jesteś drużyną zdecydowanie słabszą i potrafisz odwrócić losy tego dwumeczu, awansując do wielkiego finału Ligi Mistrzów. To jest coś absolutnie niesamowitego – podkreśla sukces Tottenhamu Sebastian Mila.
Bohaterem spotkania został Lucas Moura. Ściągnięty w 2018 roku z Paris Saint-Germain Brazylijczyk strzelił wszystkie gole w tym meczu i dał swojej drużynie awans. Mila chwali jednak innego piłkarza Tottenhamu. – Był jedynym graczem Tottenhamu w pierwszej połowie, który starał się coś robić. Kluczową decyzją było wprowadzenie na boisko Llorente, bo Lucas i Son dzięki niemu mieli więcej wolnych przestrzeni między pomocą a obroną i to wykorzystywali. Gdybyśmy podzielili ten dwumecz na cztery kwarty to Tottenham wygrał tylko jedną. Ostatnie 45 minut w spotkaniu rewanżowym i to wystarczyło do awansu – komentuje 38-krotny reprezentant Polski.
Dzień wcześniej, Liverpool wyeliminował hiszpańską Barcelonę, zwyciężając u siebie 4:0 (Barcelona wygrała pierwszy mecz 3:0) i wyeliminował niemal pewnych awansu rywali. – Kolejny niesamowity dwumecz. Mam wrażenie, że w spotkaniu rewanżowym nie było żadnych barier. I nawet jeśli Liverpool musiałby wygrać jeszcze wyżej żeby awansować, to przy ich dyspozycji dnia, również byłoby to realne – ocenia Sebastian Mila.
Jakie drużyny zmierzą się zatem w wielkim finale tegorocznej edycji Ligi Mistrzów? – Siła ofensywna Liverpoolu jest rażąca. Do składu Tottenhamu za to po kontuzji może zdąży wrócić Harry Kane i to może być bardzo duże wzmocnienie. Nie wiemy jednak, jak po tej przerwie będzie się prezentował. Nie wiem czy to będzie właściwy moment, aby na niego postawić w wielkim finale. Dzięki temu, że do tego spotkania jeszcze jest trochę czasu i będą pojawiać się kolejne pytania, możemy spodziewać się bardzo ciekawej rywalizacji – kończy Mila.
Spotkanie finałowe odbędzie się 1 czerwca w ​Madrycie.

Naczelna Redakcja Sportowa PR / Rozmowa IAR / M. Ligęza / gn



COMMENTS

WORDPRESS: 0