HomePOLSKA

Lekarka z Rudy Śląskiej: Gdy jakiś idiota powie, że wirusa nie ma, to jakby mnie uderzył w twarz

Lekarka z Rudy Śląskiej: Gdy jakiś idiota powie, że wirusa nie ma, to jakby mnie uderzył w twarz

Ada Rozewicz, ceniona lekarka rodzinna z Rudy Śląskiej, szefowa przychodni Szpakmed na Goduli, zamieściła post na Facebooku, w którym tłumaczy się ze swojego “braku zaangażowania”. – Zabrakło im zaangażowania, tak twierdzą niektórzy mówiąc o pracownikach służby zdrowia – pisze dr Rozewicz. – Nie mam nic do dodania na własne usprawiedliwienie. Przepraszam, zabrakło mi zaangażowania. Pracuję zbyt mało, zbyt krótko. W minione dni nie wracałam do domu przed dwudziestą trzecią, a mogłabym pracować jeszcze po północy – dodaje.

Ada Rozewicz jest doktorem nauk medycznych z Rudy Śląskiej, specjalistą chorób wewnętrznych i medycyny rodzinnej. Pracuje w przychodni Szpak Med. Jest tam dyrektor ds. medycznych i kierownikiem Oddziału Szpakmed – Godula. W 2019 r. w plebiscycie “Dziennika Zachodniego” Hipokrates zdobyła I miejsce w kategorii “lekarz rodzinny” w Rudzie Śląskiej. Prowadzi również zajęcia na jednej z katowickich uczelni.

Za zgodą Ady Rozewicz, publikujemy całą treść posta, zamieszczonego przez nią na Facebooku w sobotę 17.10 2020.

“Zabrakło im zaangażowania, tak twierdzą niektórzy mówiąc o pracownikach służby zdrowia.
Nie mam nic do dodania na własne usprawiedliwienie.
Przepraszam, zabrakło mi zaangażowania.
Pracuję zbyt mało, zbyt krótko. W minione dni nie wracałam do domu przed dwudziestą trzecią, a mogłabym pracować jeszcze po północy. Tak, zabrakło mi zaangażowania.

W piątek przywitałam cudokoty nie tak późno, jak na standardy tego tygodnia, przed dwudziestą drugą.
Wcześniej udałam się na wizytę do młodego mężczyzny z długotrwałą temperaturą, kaszlem, niewielkimi dusznościami.
Wiem co myślą durnie, przecież to objawy grypy, czemu więc “szaleję”. Covid to podstępny wirus/gad oszukuje, by nagle zaatakować, nie nie ! Nie tym razem, nie oszukasz mnie, gadzie.

Wczoraj rano zmarł mi pacjent. Ktoś kogo bardzo szanowałam i ceniłam, dobry i mądry człowiek. Niemal cały czas o nim myślę. Tego młodego mężczyzny o grypopodobnych objawach nie zamierzam stracić.

Jak wspomniałam, pojechałam do niego późnym wieczorem na wizytę, zebrałam wywiad, zbadałam klinicznie, nie tak ciężki, badam dodatkowo saturację. Pulsoksymetr prawdę powie, nie pozwalam się chorobie oszukać. Wezwałam pogotowie, ciekawe gdzie go zawiozą, pewno tam, gdzie będą wolne miejsca. Nie czekałam zbyt długo.

Miałam szczęście. Karetki jeżdżą po całym Śląsku, by znaleźć wolne łóżko w szpitalu, mogłam czekać długo.
Brakuje karetek, lekarzy, pielęgniarek, ratowników, miejsc w szpitalach, oczywiście to wina nas, personelu medycznego, brak nam zaangażowania.

Nim zabrali chorego, chwilę z nimi rozmawiałam, mają najlepszy ogląd tego, co się dzieje. Jeżdżą po wszystkich ośrodkach.

Zaczyna brakować wolnych łóżek. Czasami trzeba jechać kilkadziesiąt kilometrów, chociaż w naszym regionie jest szpital przy szpitalu.

W tym tygodniu nie miałam czasu jeść śniadań w domu. Kupowałam je w drodze, pączki angielskie są najpraktyczniejsze, nie kruszą się, nie bałaganię więc w aucie i są smaczne, popijam je kawą latte, gdy dojeżdżam do pracy – jestem po śniadaniu.

Obecnie pracuję już cały czas w tzw. “barierze” maska z dobrym filtrem, okulary, fartuch, wczoraj dodałam przyłbicę – nie chcę “wylecieć” z pracy na kwarantannę. Trudno w tych warunkach coś zjeść i wypić.

Nie powinnam tracić czasu na posiłek, może warto ze śniadań zrezygnować w samochodzie, w drodze, mogłabym załatwiać teleporady. Nie robię tego. Tak właśnie, w ten sposób, widać mój brak zaangażowania.

Oprócz codziennej pracy, są dni gdy mam całodobowy dyżur pod telefonem, niechętnie wstaję o trzeciej w nocy, zimno, nieprzyjemnie – ale nie narzekam, nikt mi przecież nie każe, sama tak wybrałam, ale jestem niezaangażowana.

Oprócz COVID-u są inne schorzenia, staram się nimi zajmować dalej. Pozostałe choroby nie zniknęły. Tych bez choroby zakaźnej, jeśli tego wymagają, staram się badać w poradni.

Jest zaraza, to zły okres dla wrażliwców. Próba samobójcza, jadę nad ranem. Nie chcecie zobaczyć matki gdy…
Nie jestem z betonu, gotuje się we mnie wiele emocji, pozostawię, je dla siebie, lecz zdradzę jeden sekret, może jeszcze tego nie wiecie, jest “Wojna”!

Do domu wracam późną nocą, na stacji benzynowej kupuję wegetariańskiego hamburgera, w ten sposób żywię się przez kilka dni – tak wygląda obiad i kolacja. Dieta zmienną powinna być, zmieniam więc menu. W piątek w miejsce buraczanego burgera zamówiłam wegetariańskiego hot-doga, zjadłam nocą w domu. Zawsze przed spaniem słucham muzyki z płyt winylowych, tylko jedną stronę, nie mam więcej czasu. Wcześniej parzę czarną herbatę z odpowiednim rytuałem, wypijam filiżankę niebiańskiego naparu, podjadam konfitury z płatków róży. Wreszcie przytulam cudokoty, zasypiam.

Czemu śpię?! Powinnam być bardziej zaangażowana, najlepiej nie spać.

Budzę się, jak na moje zwyczaje, dość późno, przed szóstą. Nie chcę zrezygnować z hiszpańskiego, uczę się trochę, nim wstanę.
Godzina przed snem i ta po przebudzeniu pozwalają zachować równowagę, dają energię na cały dzień.

Jesteśmy czerwoną strefą, cała Polska mam wrażenie powinna być czerwoną strefą, niedługo tak pewno się stanie.

COVID jest niemal wszędzie, gdy jakiś idiota powie mi, że nie ma wirusa, to tak jakby mnie uderzył w twarz. Tak to czuję, ostrzegam, nie będę, gdy te bzdury usłyszę, uprzejma.

Nie jestem na pierwszej linii, na drugiej już tak. Niewątpliwie mam lżej niż wiele koleżanek i kolegów.

Przed chwilą zadzwoniłam do szpitala, gdzie trafił ten młody mężczyzna którego badałam wczoraj nocą, z chorobą dla wielu inteligentnych odwrotnie, “mentalnych wyznawców płaskiej ziemi”, będącej tylko ciężką grypą. Idioci!

COVID się potwierdził. Dobrze, że jeżdżę do pacjentów szpakobusem, w nim czuję się bezpieczna.
Wykonano tomografię komputerową, ma zajęte chorobowo siedemdziesiąt procent płuc. Nadal nie chcecie wierzyć w COVID?

Dr n med. Ada Rozewicz

 

Red. Katarzyna Pachelska PolskaPress AIP

COMMENTS