HomeSport

Legia zrobiła Śląskowi Dortmund

Legia zrobiła Śląskowi Dortmund

Legia Warszawa po czterech golach strzelonych z Borussią w Dortmundzie, tyle samo wpakowała we Wrocławiu Śląskowi w 17. kolejce Lotto Ekstraklasy. Przy wszystkich bramkach udział miał legijny Trójką Bermudzki – Aleksandar Prijović, Miroslav Radović i Vadis Odjidja-Ofoe.

 

Nie wyciągamy daleko idących wniosków z meczów Legii z Realem Madryt czy Borussią Dortmund – przyznał przed spotkaniem z mistrzem Polski trener Śląska Wrocław Mariusz Rumak. Błąd. Innym zdarzało się kpić z wyników 1:5 czy 4:8, bagatelizować 3:3 z Królewskimi. – Gra w Lidze Mistrzów to dla nas nauka, która będzie procentowała w ekstraklasie – szukał pozytywów szkoleniowiec stołecznej ekipy Jacek Magiera. We Wrocławiu wyszło na jego, a Rumak nie zdążył nawet zająć swojego miejsca na ławce i już musiał kombinować, co dalej.

Miroslav Radović w niedzielę strzelił gola Śląskowi jeszcze szybciej niż Gareth Bale na początku listopada przy Łazienkowskiej. Na zdobycie czwartej bramki w sezonie potrzebował zaledwie 25 sekund. Parę minut później wrzucał piłkę do Jakuba Rzeźniczaka, a podanie przeciął Filipe Goncalves, który uderzeniem głową wpakował futbolówkę do własnej bramki. Kilka sekund później Serb tym razem podał do Aleksandara Prijovicia i ten podcinką pokonał Lubosa Kamenara. Legia z Borussią trzy gole straciła w trzy minuty. We Wrocławiu tyle samo strzeliła w siedem. Nieźle.

Można było odnieść wrażenie, że piłkarzy Śląska na boisku nie ma. Jakby pochłonął ich Trójkąt Bermudzki. Ten legijny oprócz Radovicia składa się z Prijovicia i Vadisa Odjidji-Ofoe. Ten ostatni asystował nie tylko przy pierwszej bramce, lecz także przy trafieniu „Prijo” minutę przed przerwą. Większość akcji cała trójka rozgrywała między sobą, doprowadzając do zagrożenia pod bramką gospodarzy. Akcji w drugiej połowie nie widziało już kilkuset zrezygnowanych kibiców z ponad 22 tys. (najwyższa frekwencja we Wrocławiu od ponad dwóch lat), bo w przerwie opuścili stadion.

Ogromne wrażenie szczególnie robi Prijović. Serb ze szwajcarskim paszportem u Besnika Hasiego zawodził, jak reszta zespołu. Początek u Magiery to przesiadywanie na ławce. Zagrał dopiero w piątym kolejnym spotkaniu pod jego wodzą. I od razu strzelił gola, co zaowocowało następnymi szansami. Wykorzystał je, bo jeśli nie zdobywał bramki, to asystował.

Śląsk raz po raz atakował, ale w ofensywie był niewiele lepszy niż w obronie. Nie miał więc wiele okazji do wykazania się Arkadiusz Malarz, który wrócił do bramki. W Dortmundzie bronił Radosław Cierzniak, na którego spadła ogromna fala krytyki. – Dla mnie wciąż jest dobrym bramkarzem – zapewniał Magiera. Opowiadał też o dziecku, które żeby nauczyło się chodzić, musi się przewrócić. Na swoją kolejną szansę Cierzniak będzie musiał jednak poczekać.

Kolejny mecz Legia zagra w piątek, gdy podejmie Wisłę Płock. Nie wezmą w nim udziału Radović i Guilherme, którzy otrzymali żółte kartki i czeka ich jedna potyczka przerwy. Inna sprawa, Brazylijczyk opuścił boisko z powodu urazu.

Śląsk Wrocław – Legia Warszawa 0:4 (0:4) 

Bramki: Radović 1, Goncalves 5 samobójcza, Prijović 7, 44

Śląsk: Kamenar – Dankowski (81 Zieliński), Celeban, Dwali, AugustoI – Madej (67 GrajciarI), GoncalvesI, Kokoszka, Riera (46 Morioka), Alvarinho – Mervó. Trener: Mariusz Rumak

Legia: Malarz – Bereszyński, Rzeźniczak, Pazdan, GuilhermeI (56 Broź) – Kucharczyk, Kopczyński (58 Kazaiszwili), Moulin, Odjidja-Ofoe, RadovićI – Prijović (70 Nikolić). Trener: Jacek Magiera

Sędziował: Daniel Stefański (Bydgoszcz)

Widzów: 22 004

żółte kartki: Augusto, Grajciar – Guilherme, Radović

czerwona kartka: Goncalves

Tomasz Biliński (AIP), Fot. Bartek Syta

COMMENTS