HomeSport

Lech Poznań gubi zbyt dużo punktów

Lech Poznań gubi zbyt dużo punktów

Wszyscy grają dla Lecha, tylko Kolejorz gra dla… Legii. W meczach poznaniaków nie ma nudy, ale naszym piłkarzom brakuje „instynktu zabójcy”.

Niedosyt – to słowo chyba najlepiej oddaje postawę Lecha Poznań w ostatnich meczach. Kolejorz rozbił w dobrym stylu Legię, jest liderem, potrafił się utrzymać na pierwszym miejscu w tabeli, już nie przegrywa, tak jak w poprzednich sezonach ważnych meczów, ale też nie potrafi wygrywać i budować przewagi nad konkurentami. Był blisko zwycięstw w Białymstoku i Gdańsku, ale zabrakło kropki nad i. – Mecz z Legią pokazał, że jeśli dobrze gramy jako zespół, to wszyscy nas muszą się bać – mówili lechici po starciu z mistrzami Polski. Problem jednak w tym, że takiego pojedynku, w którym na wysokim poziomie grały wszystkie formacje już nie potrafili powtórzyć. W Białymstoku na wysokości zadania stanęła defensywa. Jagiellonia aż do 87 minuty miała kłopoty ze stwarzaniem sobie sytuacji. Nieźle też grali pomocnicy, zawiodła jednak skuteczność, bo była szansa, by dobić rywala. Krytykowany był zwłaszcza Gytkjaer, który nie potrafił wykorzystać idealnego podania Jevtica. Jagiellonia wykorzystała też fakt, że w końcówce meczu Kolejorz opadł z sił, nic nie wniosły zmiany dokonane przez sztab szkoleniowy, ale i tak był postęp w porównaniu z wyjazdowymi fatalnymi występami w Szczecinie czy we Wrocławiu. W sobotę w Gdańsku, na skuteczność narzekać nie możemy.

Odblokował się Gytkjaer, asystę zanotował Deniss Rakels, który był jednym z największych letnich rozczarowań transferowych. Lech zdobył trzy gole, dwukrotnie odrabiał starty, udało mu się nawet wyjść na prowadzenie, co w przeszłości zdarzało się niezwykle rzadko. Wystarczy spojrzeć na bilans Kolejorza, gdy pierwszy straci gola, bo docenić to co stało się na Energa Stadionie między 45 a 75 minutą. To, za co mogliśmy zganić lechitów w Białymstoku, świetnie funkcjonowało w Gdańsku. A jednak znów na wysokości zadania nie stanęli wszyscy gracze Kolejorza. Tym razem fatalnie prezentowała się tak chwalona od kilku tygodni obrona. Katastrofalny występ zaliczył Lasse Nielsen. To spory zawód, bo Duńczyk, choć wirtuozem nie jest, przyzwyczaił już nas do tego, że gra solidnie. Po wielu bardzo dobrych meczach, wpadkę zaliczył też Matus Putnocky. Trzeci gol obciąża jego konto. Słowak źle obliczył lot piłki, najpierw chciał wyjść bramki, potem zrezygnował, w efekcie samobójczym strzałem zaskoczył go Dilaver. O stracie dwóch punktów znów zadecydowały indywidualne błędy, niepotrzebna nerwowość i brak zimnej krwi, która była potrzebna, by „zabić” ten mecz. Lech dostarcza nam wielu emocji, ale nie umie tego zamienić na przewagę w tabeli. Tak krytykowana Legia, tracąca po pogromie w Poznaniu pięć punktów, dzięki dwóm szczęśliwym wygranym 1:0, jest już tuż za ekipą Nenada Bjelicy, zyskała pewność siebie i jeśli „Poznańska Lokomotywa” nadal będzie w tak żółwim tempie pokonywała kolejne stacje, szybko zostanie wyprzedzona. – Jedziemy dalej – stale powtarza Bjelica, ale piątego biegu nadal nie udało mu się wrzucić…

 

Maciej Lehmann (AIP)



COMMENTS