Langusty i zgniłe ziemniaki. Boże Narodzenie na świecie

Langusty i zgniłe ziemniaki. Boże Narodzenie  na świecie

Zupa z płaszczki, zgniłe ziemniaki w prezencie od trolli albo obrazy z Dzieciątkiem Jezus w oknach kamienic – to tylko niektóre z tradycji świątecznych, panujących za granicami naszego kraju. 

Okazuje się, że nie dla każdego Wigilia i święta Bożego Narodzenia znaczą to samo co dla nas. Odróżnia nas nie tylko to, co znajduje się na świątecznych stołach (lokalna kuchnia to jeden z tych aspektów kulturowych, które najchętniej odkrywamy w czasie podróży), ale również sposób spędzania i celebrowania Wigilii i Bożego Narodzenia. W Polsce wszystko, co najważniejsze dla świątecznego czasu, rozgrywa się w czasie Wigilii. Już miesiąc wcześniej szukamy prezentów, ozdób na choinkę, a w ostatnich dniach przed świętami uwijamy się jak w ukropie, by zdążyć ze zrobieniem pierogów. Niektórzy przygotowania zaczynają jeszcze wcześniej – jesienią chodzą na grzybobranie często po to, by mieć jak najlepsze domowe uszka z grzybami. Ale nie dla każdego Wigilia jest punktem kulminacyjnym zimowych świąt. Tak nie jest np. w USA. – W Wigilię kładziemy się normalnie spać, jedynie bardzo religijne osoby czekają do pasterki o północy. To pierwszy dzień świąt jest tym najważniejszym – opowiada Jim Williams, znany też jako Famous Jim Williams, satyryk i twórca stand-upów. – Dzieci oczekują świątecznego poranka, bo dopiero wtedy mogą znaleźć prezenty pod choinką i w skarpetach na kominku. Chociaż Jim mieszka w Polsce od jedenastu lat, nie zawsze obchodzi święta w tradycyjnym polskim stylu. – Nasze dzieci dostają prezenty w pierwszym dniu Bożego Narodzenia. Kiedy spędzamy święta z rodziną żony, to owszem, jest kolacja wigilijna. Natomiast od dobrych trzech lat jeździmy z rodziną do Czech, w góry. Wychodzimy z założenia, że święta to bycie razem i najważniejszy jest właśnie wspólnie spędzony czas.

Prosto z Ameryki Północnej przenosimy się do Ameryki Południowej, a konkretnie do Brazylii. – W Brazylii jest teraz środek tropikalnego lata. Święty Mikołaj w krótkich spodenkach surfuje po falach i wygrzewa się na słońcu – opowiada Beata Pawlikowska, podróżniczka i autorka wielu książek, m.in. „Blondynka na Wyspie Zakochanych” i „Śniadania świata”. Chociaż my też już od kilku lat żyjemy tylko wspomnieniem białych świąt, to tam można o nich tylko pomarzyć. – Mikołaj nie zapomina oczywiście o prezentach. W Brazylii jest tradycja zwana amigo secreto, czyli „tajemniczy przyjaciel”. Znajomi, przyjaciele, krewni zostawiają dla siebie drobne podarki, podpisując je zmyślonym imieniem i nazwiskiem. Dopiero w pierwszym dniu świąt można przyznać się do tego, że było się dla kogoś Świętym Mikołajem. Na Islandii to nie Mikołaj rozdaje prezenty, a trolle. Zaczynają schodzić z gór 12 grudnia. Kertasnikir, ostatni z trzynastu, dociera do domów Islandczyków 24 grudnia.

Grzecznym dzieciom trolle przynoszą prezenty, natomiast niegrzecznym dają zgniłe ziemniaki. W Gruzji prawdziwe świętowanie zaczyna się od pasterki, a więc także nie w Wigilię. Perełką świątecznych uroczystości gruzińskich jest spektakl, który rozpoczyna się zaraz po mszy. Wierni i kapłani przechodzą ulicami uroczystą procesją, niosąc dobrą nowinę o narodzinach Chrystusa. W religijny sposób obchodzi się też święta w Hiszpanii. Tam już nawet przed wejściami do kościołów widać duże szopki, także żywe. W rozświetlonych oknach kamienic wystawiane są obrazy z Dzieciątkiem Jezus, a choinki dekoruje się suszonymi owocami, kokardami, orzechami i słomą.

Dla Norwegów najważniejszy jest czas oczekiwania na święta. – Cały grudzień jest magicznym czasem w Norwegii. Ludzie kupują kalendarze adwentowe: dla dzieci ze słodyczami, dla dorosłych popularne są takie z kosmetykami – mówi Oliwia Szymańska, skandynawistka z Uniwersytetu SWPS. – Wyjątkowy jest Dzień Świętej Łucji, czyli tej, która przynosi światło. Na ulicach miast organizowane są wówczas przepiękne orszaki. Kulinarne przygotowania rozpoczynają się przed samymi świętami. Dzień przed Wigilią wypieka się pierniki, a w sklepach królują nie piernikowe serduszka, a świnki. Norwegowie uwielbiają pierniki, dlatego już w listopadzie w Bergen powstaje największe na świecie piernikowe miasto. Tradycja jego budowy trwa nieprzerwanie od 1991 r. Na wigilijnych stołach oprócz pierników pojawią się: żeberka jagnięce, lutefisk (suszona ryba macerowana w ługu sodowym) i glögg, czyli grzaniec na bazie miodu, goździków, orzechów, z alkoholem lub bez. W Dublinie na świątecznych stołach będzie indyk i pieczona szynka. Co do tego? M.in. zupa z melona, smażone ziemniaki, chleb sodowy i śliwkowy pudding. O świąteczne inspiracje trzeba jednak zapytać eksperta. Martyna Chomacka, uczestniczka programu Masterchef i podróżniczka niejednokrotnie spędzała święta za granicą. M.in. w Oxfordzie w Anglii, gdzie mieszka jej brat. – Anglicy nie mają bardzo wysublimowanej kuchni. My święta spędzaliśmy także z narzeczoną mojego brata, która jest Węgierką, dlatego nie mogło zabraknąć ostrej kiełbasy i papryki – mówi Martyna Chomacka. Martyna kilkukrotnie była w Nowym Jorku, gdzie też ma rodzinę. – To były grecko-włoskie święta w sercu Ameryki – opowiada.

– Grecko-włoskie, bo mamy przyjaciół tego pochodzenia. Dla nich naturalne jest, że na świątecznym stole muszą pojawić się oliwki, ryby i owoce morza, jak choćby langusty. To, co zachwyciło ją poza nietypową świąteczną kuchnią, to niezwykłe dekoracje na nowojorskich ulicach. – Było ich mnóstwo. Oczywiście, w polskich miastach też na rynku mamy choinkę, oświetlone są ulice, ale na pewno nie w takiej skali jak w Nowym Jorku – dodaje. Ale nie w każdym mieście ma błyszczeć i świecić. Gdzieniegdzie zderzymy się z szykownością i można by rzec „wrodzoną” skromnością. Np. w Paryżu, gdzie pod katedrą Notre Dame stoi wysoka choinka ozdobiona papierowymi gołębiami i aniołami. Czasem chce się uciec od przedświątecznej gorączki i zaszyć gdzieś w dżungli. Tak zrobiła Beata Pawlikowska.- Moje ulubione święta spędziłam w dżungli amazońskiej w Ameryce Południowej – opowiada podróżniczka.

– W miejscu, gdzie nie ma żadnych kalendarzy ani zachodnich tradycji. Była tylko tropikalna puszcza i kręta rzeka, po której płynęłam drewnianym czółnem. Było cicho i spokojnie. Żadnych reklam, lampek, prezentów. To sprzyjało refleksji, zastanowieniu się nad wszystkim, co się zdarzyło w mijającym roku, ale też nad tym, jaka jest moja droga przez życie i dokąd zmierzam.

 

Kinga Czernichowska (aip)



COMMENTS

WORDPRESS: 0