Kurier dostarczył paczkę i prawie pół godziny ratował życie osoby, której ją doręczył

Kurier dostarczył paczkę i prawie pół godziny ratował życie osoby, której ją doręczył

Damian Chmielowski na co dzień pracuje jako kurier firmy FedEX. Mężczyzna przez prawie pół godziny ratował życie osoby, której doręczył paczkę.

To miał być zwykły dzień pracy dla Damiana Chmielowskiego z Tarnobrzega. Przez cały dzień miał doręczać przesyłki kurierskie. Jak sam mówi, tuż przed świętami Bożego Narodzenia ma dużo pracy, sporo paczek czeka na rozwiezienie. Jedną z nich pan Damian zawiózł do wsi Cisów Las w powiecie stalowowolskim. – Dotarłem na miejsce i wszedłem na plac, na którym stały dwa domy. Podszedłem do drzwi jednego z nich, jednak nikogo nie zastałem w środku – opowiada pan Damian, kurier firmy FedEX.

 

Mężczyzna zadzwonił na numer stacjonarny, który podany był na przesyłce. – Odebrał jakiś pan, sądzę, że był to ten sam mężczyzna, któremu później ratowałem życie. Nie mogłem zrozumieć, co do mnie mówi – opowiada dalej pan Damian. Kurier rozłączył się i poszedł do drugiego domu. Wszedł do środa, bo drzwi były otwarte. – Zacząłem szukać mężczyzny, z którym rozmawiałem przez telefon. Zastałem go w pokoju i zapytałem, czy odbierze paczkę. Skinął głową i wydał z siebie kilka niewyraźnych dźwięków. Dopiero wtedy zobaczyłem, że ten mężczyzna był bardzo blady, wręcz zaczął robić się lekko siny – relacjonuje pan Damian. Bez chwili namysłu kurier chwycił za telefon, aby wezwać karetkę pogotowia. W pokoju nie było zasięgu, dlatego wybiegł przed dom i wykręcił numer pogotowia.

 

– Powiedziałem, co się dzieje. Dyspozytor, który odebrał telefon, kazał mi wrócić do środka. Poprosił, abym pozostał na linii. Tak też zrobiłem – opowiada mężczyzna. Pan Damian wbiegł do domu. Mężczyzna ostatkiem sił opierał się o blat stołu. Chwilę później upadł. Kurier sprawdził jego oddech i puls. Okazało się, że starszy pan prawie nie oddychał. – Opowiedziałem o tym dyspozytorowi. Zapytał mnie, czy potrafię robić masaż serca. Odpowiedziałem mu, że sobie poradzę – wspomina kurier. Pan Damian reanimował człowieka przez prawie pół godziny. W tym czasie na pomoc pędził ambulans z Niska. Karetki pogotowia, które znajdowały się najbliżej, były zajęte. – My, ratownicy medyczni, wiemy, co to jest wysiłek przy reanimacji. Znamy też badania, które mówią, że już po 10 minutach przeciętny człowiek słabnie na tyle, że uciśnięcia klatki są coraz mniej efektywne. Trzeba szukać zmiennika. A pan Damian reanimował 28 minut! Nie miał już kompletnie sił, ale się nie poddawał – opowiada Grzegorz Knap, dyspozytor pogotowia, który wspierał akcję.

 

Gdy pan Damian Chmielewski próbował wręczyć przesyłkę, klient nagle upadł i przestał oddychać. Kurier reanimował go przez 28 minut. – U mężczyzny doszło do nagłego zatrzymania krążenia. Wówczas pan Damian niezwłocznie, jako przypadkowy świadek zdarzenia, nie tylko wezwał pomoc z numeru alarmowego, ale natychmiast sam podjął czynności resuscytacyjne. Prowadził je samodzielnie, biorąc pod uwagę wskazówki dyspozytora medycznego – mówi Tomasz Pelc, dyspozytor medyczny z mielec-kiego pogotowia ratunkowe-go, który przyjął zgłoszenie.- Trzeba szczerze powiedzieć, że często nawet rodzina nie podejmuje się wysiłku resuscytacji. Zazwyczaj nie rozpoczyna jej z niewiedzy, z powodu paniki albo, jeśli już działa, to szybko się poddaje – dodaje Katarzyna Markowicz, dyspozytorka, która wspierała akcję. Reanimacja trwała 28 minut.

 

– Nie miałem nikogo do pomocy. W domu była jeszcze kobieta, która, jak się później okazało, była niepełnosprawna. Nie odzywała się, stała przerażona w przedpokoju – opowiada kurier. Mimo wysiłku, jaki mężczyzna włożył w ratowanie życia, starszy mężczyzna zmarł. Pan Damian twierdzi, że udzielenie pomocy było jego obowiązkiem. – Przynajmniej nie mam do siebie pretensji, że tylko zadzwoniłem po pogotowie i czekałem, aż przyjedzie. Próbowałem do samego końca walczyć o czyjeś życie – dodaje. – Pan Damian jest dowodem, że każdy może próbować ratować ludzkie życie bez względu na to, czy osoba umierająca jest mu bliska – podkreśla Maria Napieracz, dyrektor mieleckie-go pogotowia ratunkowego.

 



COMMENTS

WORDPRESS: 0