Krwawa jatka na łódzkich Bałutach. To było polowanie z maczetami – relacje świadków

Krwawa jatka na łódzkich Bałutach. To było polowanie z maczetami – relacje świadków

Głębokie rany cięte nóg i rąk, paskudne rany głowy, złamania, palce wiszące tylko na skórze. To efekt wieczornej jatki, do której doszło na Bałutach w rejonie Starego Miasta miedzy kibolami Widzewa i ŁKS-u w piątek po godz. 21. W sumie 5 osób w wieku od 18 do 25 lat zostało rannych, w tym 2 ciężko. W piątek wieczorem kibole ŁKS-u wsiedli w samochody i ruszyli na Stare Miasto, gdzie „rządzi” Widzew. W jakim celu? By dopaść kilku Widzewiaków i spuścić im łomot. Ale kibole Widzewa wiedzieli, że tego wieczora na „ich” terenie pojawią się kibole ŁKS-u. Dlatego odpowiednio się do tej wizyty przygotowali.

– Z różnych naszych źródeł było wiadomo, że mogą wjechać, więc chłopaki byli w pełnej gotowości – mówi nastoletni kibic ze Starego Miasta. – Gdyby tu nie przyjechali, nikomu nic by się nie stało. Do pierwszego starcia doszło w rejonie stacji benzynowej przy ul. Wojska Polskiego. W ruch poszły kije bejsbolowe, maczety, noże i nogi od stołów. Widzewiacy, którzy przygotowali się na przyjęcie kiboli ŁKS-u byli w liczebnej przewadze. Poranieni kibice ŁKS-u wskoczyli do samochodów i zaczęli uciekać. Renault kangoo, którym jechało ich pięciu, popędziło pod prąd ulicą Smugową w kierunku ul. Franciszkańskiej. 100 metrów przed skrzyżowaniem kibole Widzewa wyskoczyli na jezdnię tuż przed maską samochodu. Prawdopodobnie rzucili czymś w przednią szybę auta, kompletnie ją rozbijając. Kierowca auta zatrzymał się. Wtedy kijami bejsbolowymi i maczetami zaczęli uderzać w szyby i karoserię. Otworzyli drzwi renault i bili na oślep. – Wszystko trwało kilkadziesiąt sekund – mówi świadek. Kibole Widzewa uciekli. Wtedy z bramy kamienicy, przed którą doszło do ataku, wybiegło kilku mieszkańców, by pomóc rannym. – Widok był makabryczny – mówią dziewczyny, które do przyjazdu karetek pogotowia tamowały krew i opatrywały rany. – Wszędzie było mnóstwo krwi. Wszyscy byli bardzo bladzi. Nic nie mówili. Jeden z nich, bodajże Kamil, tracił przytomność. Moja mama mówiła do niego, żeby nie zasypiał, żeby próbował być przytomny. Kierowca miał przeciętą nogę pod kolanem. – Ranę miał ogromną, łydka przecięta była na pół, mięśnie na wierzchu, cała podłoga we krwi – opowiadają dziewczyny. Rany pozostałych były równie głębokie. Jeden z kiboli miał przeciętą prawą rękę z tyłu przedramienia – spomiędzy mięśni widać było kość. U innego przecięte maczetą palce wisiały tylko na skórze. – Miałyśmy jakieś szmatki ze sobą, robiłyśmy im opaski uciskowe, by nie tracili krwi. Dowodziła nami moja mama – mówi 21-letnia dziewczyna. – Jeden miał okropnie rozbitą głowę, związałyśmy mu ją bluzą. W międzyczasie dzwoniłyśmy na pogotowie. Wszystko trwało kilka minut. Pierwsi na miejsce przyjechali policjanci, po chwili karetki pogotowia. – Cała piątka została przewieziona do łódzkich szpitali – mówi Aneta Sobieraj z zespołu prasowego Komendy Wojewódzkiej Policji w Łodzi. – Na miejscu do późnej nocy pracowali policjanci. Zabezpieczali ślady kryminalistyczne, nagrania z monitoringu, przesłuchiwali i ustalali świadków tego zdarzenia. Komendant Miejski Policji powołał specjalną grupę, której zadaniem jest ustalenie sprawców napaści. Cały czas trwają przesłuchania świadków oraz analizowany jest zapis nagrań. Policja apeluje do wszystkich osób, które mogą posiadać jakiekolwiek informacje związane z tym zdarzeniem o kontakt z Komendą Miejską Policji w Łodzi przy ul. Sienkiewicza 28/30 lub telefonicznie pod numerem 604 500 709 lub 997. Policja zapewnia anonimowość.



COMMENTS

WORDPRESS: 0