24.1 C
Chicago
wtorek, 16 kwietnia, 2024

„Królowa krzyku”, czyli kulisy sławy Marii Szarapowej

Popularne

Strony Internetowe / SEO
Realizacja w jeden dzień!
TEL/SMS: +1-773-800-1520

www.strony.us - Strony Internetowe, Strony Internetowe Chicago Floryda, Pozycjonowanie, Pozycjonowanie stronwww, Pozycjonowanie Stron Chicago Floryda, Reklama Chicago

 Kiedyś zadziwiła świat, wygrywając Wimbledon w wieku 17 lat. Teraz dalsza kariera Marii Szarapowej stanęła pod znakiem zapytania, choć niemal wszyscy są pewni, że kara dla niej nie będzie wysoka. Nie wszystkim podoba się jednak przymykanie oczu na przypadki dopingu w tenisie.

Chodziło o dźwięki- a raczej przeraźliwe wrzaski – jakie wydaje z siebie przy każdym uderzeniu piłki. Angielskie bulwarówki z miejsca obdarzyły Szarapową mianem „Królowej krzyku”. Ktoś nawet zmierzył, że jej „bojowe” okrzyki dochodzą do 101 decybeli. Według specjalistów to już hałas, który uplasować trzeba pomiędzy odgłosem wydawanym przez motocykl bez tłumika a piłą łańcuchową. Kibice nie byli zachwyceni. Zwłaszcza ci, którzy mieli okazję choć raz obejrzeć mecz Rosjanki na żywo. Zachwycone nie były również rywalki. Od lat narzekają (swojego czasu zrobiła to m.in. Agnieszka Radwańska, za co usłyszała w odpowiedzi złośliwości pod swoim adresem), że krzyki Szarapowej zwyczajnie przeszkadzają im w grze, dekoncentrują. Rosjanka tłumaczy co prawda, że robi to nieświadomie, ale nie wszyscy jej wierzą. Tym bardziej, że milknie na treningach.

– Gdy słyszę całą gamę dźwięków wydawanych przez Marię, to zaczynam zazdrościć jej narzeczonemu, ale na korcie takie odgłosy są raczej dość kłopotliwe – żartował swojego czasu słynny Amerykanin John McEnroe (były nr 1 na świecie, dziś telewizyjny ekspert). Nie wszystkim jednak było (i jest) do śmiechu.
Przyjaźń? Nie w tenisie

– Jaka jest Szarapowa? Szczerze mówiąc, to nie wiem – przyznała jesienią 2004 roku Marta Domachowska, po powrocie z Seulu. Nasza najlepsza wówczas tenisistka osiągnęła w Korei Płd. swój pierwszy finał turnieju rangi WTA. Przegrała mecz o tytuł właśnie z Rosjanką. – Poza kortem nie da się z nią w ogóle porozmawiać. Trzyma się z daleka od reszty dziewczyn, stale otoczona sztabem ludzi. Niedostępna – dodała, dopytywana przez media Domachowska. Nie ona jedna zwracała uwagę na chłód i wyniosłość Marii, która zresztą otwarcie przyznaje, że nie gra w tenisa po to, by nawiązywać przyjaźnie. Nieoficjalne plebiscyty na najbardziej nielubianą zawodniczkę od lat wygrywa co prawda wśród koleżanek po fachu Wiktoria Azarenka, ale Szarapowa również ma swoje oddane „wielbicielki”. Nawet w gronie rodaczek. – Najlepsza rosyjska tenisistka?
Niestety Maria Szarapowa – wypaliła przed laty Swietłana Kuzniecowa. Niechęci nie kryły w tym czasie również Jelena Dementiewa i Wiera Zwonariowa. Niektóre mówiły nawet, że wielu po latach spędzonych w USA Maria jest bardziej Amerykanką niż Rosjanką i nie chcą, by reprezentowała w związku z tym ich kraj w Pucharze Federacji. Kontrowersje budziło również zachowanie jej ojca. Uchybiające – najdelikatniej mówiąc – tenisowej etykiecie. Najsłynniejszy wybryk taty Jurija miał miejsce podczas Australian Open 2008, gdy jego córka pokonała w ćwierćfinale 6:4 6:0 Justine Henin. Po meczu Szarapow wykonał w kierunku Belgijki gest „podrzynania gardła’’. – Takie rzeczy nie powinny się zdarzać. To negatywnie wpływa na wizerunek kobiecego tenisa i otwiera drzwi dla kolejnych tego typu zachowań. Jestem zszokowana – nie kryła swojego oburzenia Henin.

Wielbiciele talentu Rosjanki (których nie brak na całym świecie) są zdania, że za tą niechęcią stoi zwykła zazdrość, bo faktycznie kariera Szarapowej była od początku pasmem sukcesów. Dwa lata po Wimbledonie wygrała US Open. Po dwóch kolejnych latach Australian Open. Pod koniec lipca 2008 roku jej karierę przerwała na kilkanaście miesięcy poważna kontuzja barku (co ciekawe, doznała jej w meczu z… Domachowską), ale po powrocie na korty znów imponowała formą.
Cztery Szlemy i cukierki

W 2012 roku wygrała Roland Garros (powtórzyła ten sukces dwa lata później) i dołączyła do ekskluzywnego grona tenisistek, którym udało się zdobyć wszystkie cztery Wielkie Szlemy. Przed nią dokonało tego tylko dziewięć zawodniczek, pięć w liczonej od 1968 roku tzw. Erze Open. Wyczyn tym bardziej imponujący, że na początku kariery Rosjanka nie radziła sobie zbyt dobrze na kortach ziemnych. W zasadzie to zupełnie nie radziła – kiedyś przyznała obrazowo, że porusza się na nich, jak krowa na lodzie. Przede wszystkim biła jednak rywalki z kortu na głowę pod względem zarobków, bo nagrody za osiągnięcia na korcie – choć niemałe – były tylko niewielką częścią jej dochodów.
W 2006 roku magazyn „Forbes” umieścił Szarapową na czele listy najlepiej opłacanych kobiet sportu na świecie i od tamtego czasu Rosjanka wygrywała w tym zestawieniu za każdym razem, zostawiając za plecami nie tylko koleżanki po fachu (w 2015 roku jej roczne dochody wyniosły 29,7 mln dolarów). W 2013 roku ten sam Forbes uznał ją również za najbardziej wartościową celebrytkę w Rosji. Reklamowała niemal wszystko – od zegarków (TAG Heuer) i samochodów (Porsche), po telefony (Sony Ericsson, Samsung), kosmetyki (Avon), czy wodę mineralną (Evian). Zaliczyła nawet epizod w roli projektantki obuwia i torebek jednej z luksusowych firm. Zanim zaprojektowała własne modele konsultowała się ze słynną naczelną „Vogue’a” Anną Wintour. Stworzyła też własną markę słodyczy o nazwie Sugarpova. W 2005 roku amerykańskie czasopismo People umieściło Szarapową wśród 50 najpiękniejszych ludzi świata. Uroda Rosjanki na dopingowej aferze raczej nie straci. Gorzej z zarobkami, bo ze współpracy z nią zdążyły wycofać się już Nike, Tag Heuer i Porsche, a w ich ślady zapewne pójdą kolejne firmy.

Moda na „Szaraponat”
Złośliwi mówią co prawda, że może odbije to sobie w branży farmaceutycznej, bo informacja o jej wpadce spowodowała… wzrost popytu na meldonium. Handlująca tym środkiem rosyjska strona internetowa poinformowała w czwartek, że tylko w ciągu 24 godzin po wyznaniu tenisistki sprzedała 150 opakowań. Dla porównania, w całym 2015 roku – 850. Kupujących nie zniechęcił nawet fakt, że cena wzrosła w tym czasie dwukrotnie. – Zaczęliśmy nawet żartować, że meldonium powinno zmienić nazwę na „Szaraponat” – przyznał rzecznik firmy RUPharma. Na razie nie wiadomo natomiast, co będzie dalej z jej tenisową karierą (Międzynarodowa Federacja Tenisowa – ITF – ogłosiła, że będzie zawieszona od 12 marca). Szarapowa twierdzi co prawda, że nie chce jeszcze jej kończyć, a jej prawnicy są zdania, że istnieje wiele okoliczności łagodzących.

Rosjanka i jej sztab mieli zwyczajnie przeoczyć fakt, że zażywane przez nią dziesięciu lat meldonium trafiło w 2016 roku na listę zakazanych przez WADA środków. Nie jest to również klasyczny środek dopingujący, raczej „suplement diety”, który musiała przyjmować ze względów medycznych (meldonium jest przypisywany w przypadku cukrzycy i chorób układu sercowo-naczyniowego. Wzmacnia serce i poprawia metabolizm, pozwala też organizmowi na większe obciążenia i szybszą regenerację). Kara nie powinna być w związku z tym wysoka. Być może nawet na tyle krótka, że latem będzie mogła wziąć udział w igrzyskach olimpijskich w Rio de Janeiro. Nie wszystkim podoba się taka ewentualność, choć większość koleżanek i kolegów po fachu (Martina Navratilova, Novak Djoković, czy Serena Williams) współczują Rosjance. Przynajmniej oficjalnie.
Są też jednak i tacy, którzy zarzucają jej w najlepszym razie lekkomyślność. Tym większą, gdy wyszło na jaw, że WADA aż pięciokrotnie (w dniach 3-29 grudnia 2015) ostrzegała Szarapową, że meldonium trafi na listę zakazanych środków. – My, sportowcy, doskonale zdajemy sobie sprawę z tego, że nawet niewinny syrop na kaszel czy spray do nosa mogą zawierać zakazane substancje. Wszystko, co przyjmujemy sprawdzamy nie po dwa, ale po trzy czy cztery razy pod kątem ewentualnych zabronionych środków – skomentowała wpadkę Rosjanki Dunka Karolina Woźniacka.

Koniec przymykania oczu?

Są również i tacy, który wprost zarzucają Szarapowej kłamstwo. Za pośrednictwem Twittera zrobiła to była amerykańska tenisistka Jennifer Capriati. „Jaki jest sens brania leków na serce, które poprawiają jego wydolność, jeśli nie ma się problemów z sercem?” – pytała. „Wiem, że ciężko jest wrócić na wysoki poziom po kontuzji, ale według mnie w tym przypadku jest to oszukiwanie systemu. W nadrobieniu zaległości miała pomóc nauka, nie ciężka praca. Moim zdaniem powinna stracić wszystkie tytuły, jakie wywalczyła” – dodała.
Teoretycznie jest możliwy scenariusz, w którym Szarapowa zostanie przykładnie ukarana, bo Międzynarodowa Agencja Antydopingowa (WADA) przewiduje w takich przypadkach nawet czteroletnią dyskwalifikację. Jest to jednak mało prawdopodobne, bo wymiar kary – zwłaszcza w przypadku tenisistów – najczęściej jest łagodniejszy. Być może jednak rządzący „białym sportem” ludzie będą chcieli pokazać, że na serio wzięli się za walkę z dopingiem i przestali udawać, że ten problem ich nie dotyczy.
Do tej pory właśnie takie można było odnieść wrażenie, bo mimo coraz liczniejszych kontroli, wpadają nieliczni i najczęściej nie ci z pierwszych stron gazet (choć zdarzały się „rodzynki”, w postaci mistrza Australian Open z 1998 roku Petra Kordy, czy finalisty Roland Garros z 2005 roku Mariano Puerty). I tylko po tenisowych forach i szatniach krążą plotki na temat Rafaela Nadala, którego kariera od lat przebiega według schematu: świetna gra, kontuzja, długa przerwa, powrót, świetna gra, kontuzja… (o stosowanie dopingu oskarżyła ostatnio Hiszpana Roselyn Bachelot, była francuska minister zdrowia i sportu). Albo tego, co naprawdę było powodem nagłego zakończenia kariery przez Justine Henin (w 2008 roku), choć była wówczas numerem jeden na świecie.

Podejrzani mogą też liczyć na łagodne traktowanie. Kary uniknęła inna Belgijka, Yanina Wickmayer (była nr 12), zawieszona w 2009 roku za to, że trzy razy „zapomniała” poinformować inspektorów WADA o miejscu swojego pobytu. Gdy ci w styczniu 2002 roku zastukali do drzwi Andre Agassiego, ten uciekł tylnym wyjściem. Tłumaczył później, że… wziął ich za porywaczy. Następnie wycofał się z Australian Open. Oficjalnie z powodu kontuzji… – Myślicie, że ten sport jest czysty? Aha, w takim razie żyjecie w świecie marzeń – mówi wprost półfinalista z Melbourne z 1998 roku, Francuz Nicolas Escude.

- Advertisement -

Podobne

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj

Ostatnio dodane

Strony Internetowe / SEO
Realizacja w jeden dzień!
TEL/SMS: +1-773-800-1520