21.7 C
Chicago
piątek, 14 czerwca, 2024

Kraków stracił miliony na kredytach we frankach szwajcarskich, które w imieniu gminy zaciągnął prezydent Jacek Majchrowski. Jest śledztwo

Popularne

Strony Internetowe / SEO
Realizacja w jeden dzień!
TEL/SMS: +1-773-800-1520

Krakowska prokuratura wszczęła śledztwo w sprawie kredytów we frankach szwajcarskich, które w imieniu gminy zaciągnął prezydent Jacek Majchrowski. Nie dość, że miasto – po przewalutowaniu na złotówki – straciło na nich gigantyczne pieniądze, to jeden z nich został zaciągnięty, gdy zabraniały już tego przepisy.

Śledztwo prokuratury dotyczy m.in. błędnego oszacowania ryzyka związanego z kredytami we frankach, przez co „[…] doszło do wyrządzenia szkody majątkowej w wielkich rozmiarach w mieniu Gminy Kraków w wysokości 123 mln zł ”. Grozi za to do 10 lat więzienia. – Aktualnie śledztwo prowadzone jest w sprawie, nikomu nie zostały przedstawione zarzuty – podkreśla prokurator Elżbieta Potoczek-Bara. Budzące kontrowersje cztery kredyty zaciągnięte zostały w latach 2004-2006. Władze miasta zaryzykowały, wzięły pożyczki, gdy kurs franka spadał, a oprocentowanie w obcej walucie było znacznie niższe od złotowych. Gdy kurs franka poszybował do góry, kredyty zostały przewalutowane. I w taki sposób straciliśmy z naszych podatków ok. 120 mln zł. Największa strata dotyczyła ostatniego z kredytów, który był zaciągany, mimo zakazującej tego ustawy.

 

– W ocenie miasta szacowanie ryzyka przy podejmowanych decyzjach odnośnie przedmiotowych kredytów odbyło się rzetelnie i z najwyższą starannością – przekonuje Monika Chylaszek, rzeczniczka prezydenta Majchrowskiego. I konsekwentnie zaznacza, że kontrole m.in. Regionalnej Izby Obrachunkowej nie wykazały popełnienia przestępstwa. Jednak – jak informowaliśmy – same działania RIO budziły dużo emocji. A przypomnieć trzeba, że prezydent, gdy zrozumiał błąd dotyczący zaciągnięcia jednego z kredytów z naruszeniem prawa, chciał go unieważnić. Teraz Monika Chylaszek, pytana m.in. o to, czy prezydent wyciągnie konsekwencje służbowe wobec osób, które doradzały, by zaciągnąć te kredyty – rekomendował je Skarbnik Miasta – zaznacza, że „prezydent żadnych działań nie zamierza podejmować do momentu ostatecznych rozstrzygnięć”.

 

Kraków popłynął na frankach

 

Prokuratura Rejonowa poinformowała nas dokładnie, że śledztwo prowadzone jest w sprawie niedopełnienia obowiązków przez osoby upoważnione do zajmowania się sprawami majątkowymi gminy, poprzez „błędne oszacowanie ryzyka związanego z zawarciem czterech umów kredytowych nominowanych we frankach szwajcarskich, przez co na skutek późniejszych zmian kursowych doszło do wyrządzenia szkody majątkowej w wielkich rozmiarach w mieniu Gminy […]”. W całej sprawie, którą szeroko opisywaliśmy, jest kilka kontrowersyjnych wątków. W latach 2004-2006 miasto zaciągnęło cztery pożyczki na sumy: 35,5 mln, 90 mln, 117 mln i 165 mln (kwoty w zł., ale pożyczki były brane we frankach szwajcarskich). Władze uważały, że to dobry ruch, bo w latach 2003-2007 kurs franka spadał, a oprocentowanie było niskie. W 2009 r. magistrat przewalutował kredyty na złotówki, gdy kurs franka był już wyższy. Tak straciliśmy łącznie ok. 120 mln zł – różnica między kwotą pożyczki a tą po zamianie franków na złotówki.

 

Najwięcej, bo ponad 50 mln złotych gmina straciła na przewalutowaniu ostatniego, najwyższego ze wspomnianych kredytów, który prezydent Jacek Majchrowski zaciągnął w imieniu miasta w 2006 r. A jak ujawnialiśmy, przepisy nowej ustawy o finansach publicznych, która weszła w życie 1 stycznia 2006 r., de facto nie dopuszczały zaciągania kredytów w walutach obcych przez gminy. Czyli gmina nie mogła zaciągnąć kredytu we frankach. Na pytania, dlaczego do tego doszło, Monika Chylaszek, rzeczniczka prezydenta tłumaczyła nam, że… miasto uważało, że może zaciągnąć taki kredyt. „Zmiany wartości kredytów są niezaprzeczalne, ale należałoby je zderzyć z zaoszczędzonymi kwotami w obsłudze tych kredytów w latach poprzedzających przewalutowanie […] i działaniach jakie miasto podjęło w stosunku do kredytu z 2006 r.” – mogliśmy przeczytać w odpowiedziach z Biura Skarbnika Miasta. Skarbnik Lesław Fijał „zaoszczędzonych kwot” nie podawał. A jeśli chodzi o kredyt z 2006 r., to gdy prezydent zrozumiał błąd o zaciągnięciu go niezgodnie z prawem, starał się go unieważnić. Bank się nie zgodził. Udało się wynegocjować zmniejszenie kwoty do spłaty o 10 mln zł. Prokuratura – powołując się na dobro śledztwa, nie udziela informacji jakie są efekty dotychczasowych działań śledczych. Poprosiliśmy o komentarz prezydenta Jacka Majchrowskiego, ale nie chciał konkretnie odnieść się do działań prokuratury. Powtórzył tylko, że wcześniej odbywały się kontrole dotyczące zaciągniętych przez gminę kredytów we frankach i nie wykazały one nieprawidłowości. – Będą teraz wałkować ten temat, ale wszystko jest w porządku, co wykazały niezależne kontrole – stwierdził wczoraj prezydent Majchrowski pytany przez nas o działania prokuratury.

 

W ostatnich miesiącach podobnych argumentów – o przeprowadzonych w przeszłości kontrolach m.in. przez Najwyższą Izbę Kontroli i Regionalną Izbę Obrachunkową, które nie wskazały na popełnienie przestępstwa – używała jego rzeczniczka prasowa. Wtedy przytaczaliśmy np. opinię prawną przygotowaną dla RIO przez Mirosław Chrapusta, będącego też radcą prawnym wojewody małopolskiego. Pisał w niej m.in., że w przypadku kredytu z 2006 r. „mogło dojść (i dostępne dowody zdają się wskazywać, że doszło) do naruszenia ustawy o finansach publicznych”. RIO, oprócz zwrócenia gminie uwagi na ten fakt, samo nie złożyło jednak zawiadomienia do prokuratury, ani nawet do Rzecznika Dyscypliny Finansów Publicznych. Janusz Kot, były prezes RIO tłumaczył m.in., że naruszenie prawa zostało wskazane w 2011 r., a pożyczka była z 2006 r. Zdaniem prezesa było za późno na takie zawiadomienie, bo „karalność naruszenia dyscypliny finansów publicznych ustaje, jeśli upłynęły 3 lata”. Teraz sprawę wyjaśnić ma prokuratura. – Śledztwo prowadzone jest w sprawie, nikomu nie zostały przedstawione zarzuty – podkreśla prokurator Elżbieta Potoczek-Bara. Ale zaznacza, że za przestępstwo dotyczące wyrządzenia szkody majątkowej w wielkich rozmiarach grozi kara od roku do 10 lat pozbawienia wolności.

 

Komentarze radnych

 

Aleksander Miszalski, radny miejski i szef Platformy Obywatelskiej w Małopolsce uważa, że wszczęcie śledztwa tuż przed wyborami nie jest przypadkowe. – To nie jest śledztwo, które wymaga zbierania dowodów miesiącami. Moim zdaniem rozpoczynanie postępowania prokuratorskiego tuż przed wyborami ma na celu zdyskredytowanie władz miasta. Ta sprawa powinna zostać wyjaśniona już dawno – mówi Aleksander Miszalski. Szef małopolskiego PO zauważa, że każdy kredyt obarczony jest pewnym ryzykiem.

 

– Pytanie czy powinno się ryzykować pieniędzmi miejskimi – dodaje Miszalski. Z kolei Adam Kalita, radny miejski z PiS jest przekonany, że największe podejrzenia wzbudza nie samo zaciągnięcie kredytu, ale to, że pieniądze zostały pożyczone w obcej walucie. – Prywatna osoba może zaciągać kredyty w jakiej tylko chce walucie, ale prezydent nie ma do tego umocowania prawnego. Co do czasu wszczęcia śledztwa radny PiS twierdzi, że prokuratura rozpoczyna postępowania bez względu na to co aktualnie dzieje się w polityce. – Niezależna prokuratura nie może ulegać takim opiniom, że wszczynanie śledztw w okresie wyborczym jest sprawą polityczną – dodaje Adam Kalita.

 

 

aip

- Advertisement -

Podobne

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj

Ostatnio dodane

Strony Internetowe / SEO
Realizacja w jeden dzień!
TEL/SMS: +1-773-800-1520