Kraków. Dramatyczny poród w szpitalu. Prokuratura znów umorzyła sprawę

Kraków. Dramatyczny poród w szpitalu. Prokuratura znów umorzyła sprawę

Córka pani Moniki ledwo przeżyła poród w szpitalu. Kobieta rodziła siłami natury, a twierdzi, że powinna mieć cesarskie cięcie. Śledztwo prowadziła prokuratura i właśnie sprawę umorzyła, mimo że dopatrzono się błędu na etapie diagnostyki. Decyzja nie jest prawomocna.

Sprawa sięga 2011 r. Pani Monika była w dziewiątym miesiącu ciąży. Gdy zaczęły się bóle, zgłosiła się do Szpitala Uniwersyteckiego w Krakowie. Kobietę przyjęła młoda lekarka i zrobiła badanie USG. Aparat nie obliczył masy ciała dziecka, bo znajdowała się poza skalą urządzenia (obejmuje płody do 5000 g). Mimo to medycy zdecydowali, że kobieta urodzi siłami natury. Córka pani Moniki urodziła się w tzw. głębokiej zamartwicy okołourodzeniowej i z porażeniem splotu barkowego. Do dziś jej prawa rączka nie jest do końca sprawna. Prokuratura nie pierwszy raz prowadziła śledztwo w tej sprawie. Za pierwszym razem też je umorzyła. Stało się tak „wobec stwierdzenia braku danych dostatecznie uzasadniających podejrzenie popełnienia przestępstwa”. Śledczy wrócili do sprawy.

 

– Polecono zasięgnięcie uzupełniającej opinii biegłego – mówił nam w ubiegłym roku Janusz Hnatko, rzecznik krakowskiej prokuratury. Zapytaliśmy, czy opinia trafiła do śledczych, a jeśli tak, to co z niej wynika. – Uzyskano opinię Śląskiego Uniwersytetu Medycznego w Katowicach – poinformował nas prok. Hnatko. Na pytanie, co wynika z tej opinii, nie odpowiedział. Śledztwo umorzono „wobec braku znamion czynu zabronionego”. Sprawą Moniki Noworyty i jej córki zajmuje się mec. Jolanta Budzowska. W imieniu kobiety złożyła zażalenie na decyzję prokuratury do sądu. Zwraca uwagę, że jedna z lekarek popełniła błąd, na co wskazali sami biegli. – Decyzja o rozwiązaniu ciąży metodą cesarskiego cięcia – jak wskazali biegli – winna zapaść niezwłocznie po przyjęciu rodzącej na oddział – tłumaczy prawniczka.

 

Już na etapie poprzedniego śledztwa prokuratura stwierdziła, że błędem było „niezakwalifikowanie Moniki Noworyta do porodu w drodze cesarskiego cięcia, albowiem wynik badania USG wskazywał na to, że płód jest ogromny”. Podczas pierwszego postępowania śledczy stwierdzili, że badanie USG powinien powtórzyć doświadczony lekarz. Tak się nie stało. Przy okazji drugiego postępowania śledczy stwierdzili m.in., że młoda lekarka zachowała się sprzecznie z wiedzą i praktyką lekarską.

 

Ich zdaniem doszło do błędu na etapie diagnostyki. On z kolei, jak czytamy w dokumentacji, do której dotarliśmy, „skutkował następnie błędem terapeutycznym w postaci wyboru techniki porodu nieadekwatnej do zaistniałych warunków płodu, w tym przede wszystkim jego rozmiarów”. Ale prokuratura śledztwo umorzyła. – W ocenie prokuratora nie zostało wypełnione znamię „bezpośredniości” narażenia na niebezpieczeństwo utraty życia lub ciężkiego uszczerbku na zdrowiu matki i dziecka – tłumaczy Budzowska. A ponieważ nie zgadza się z takim stanowiskiem, złożyła zażalenie.

 

aip



COMMENTS

WORDPRESS: 0