HomePOLSKA

Kierowcy tirów: “Czujemy się zaszczuci. Boimy się o siebie i nasze rodziny”

Kierowcy tirów: “Czujemy się zaszczuci. Boimy się o siebie i nasze rodziny”

– Czujemy się, jak trędowaci, wykluczeni ze środowiska – mówią kierowcy tirów. – Ludzie się nas boją, ale my też boimy się o swoje zdrowie i życie najbliższych. Przecież mamy dzieci, pracujemy też dla was. Gdyby nie my, nic by nie było w sklepach.

Kilka dni temu Jan Klasa, wójt Czarnej Dąbrówki na swoim profilu zamieścił emocjonujący wpis. Przestrzegał przed mieszkańcem, kierowcą tira, który wrócił z Włoch i mimo to beztrosko przemieszczał się po miejscowości. – Uprzedzam wszystkich mieszkańców, szczególnie miejscowości Czarna Dąbrówka, iż swobodnie bez ograniczeń po tej miejscowości porusza się jej mieszkaniec, który wrócił trzy dni temu z Włoch, ale ponieważ jest kierowcą, wolno mu – pisał wójt. – Taką uzyskałem odpowiedź z sanepidu. Osoby te nie muszą odbywać kwarantanny. Również kwarantanny nie ma jego rodzina. Wierzę, że pocztą pantoflową każdy powinien się dowiedzieć, kto to jest. Są osoby, które wiedzą o kogo chodzi i powinni przestrzegać swoich znajomych i przyjaciół. Wiem, że rozmowy z tą osobą, aby sama poddała się kwarantannie nie dały żadnego skutku.

 

Po kilku godzinach wpis usunął. Co skłoniło wójta do takiego dość odważnego posunięcia? – Z prośbą o interwencję w tej sprawie zwrócili się do mnie mieszkańcy wsi – odpowiada wójt Klasa. – Alarmowali, że tak nie może być, że się boją, żeby coś z tym zrobić. Problem został przedstawiony policji, sanepidowi. No cóż, taki status kierowcy ciężarówek mają, nie muszą przechodzić kwarantanny. No i trzeba było zrobić coś zupełnie niekonwencjonalnego i dlatego zdecydowałem się na ten wpis. Interwencja i rozmowy z tą osobą były i nie spotkało się to z jakimś zrozumieniem, a raczej butą, z tym czego od niego chcemy, przecież wolno mi. W rezultacie mężczyzna przeniósł się do innej miejscowości, po pierwsze z powodu tej atmosfery, po drugie chyba ze względów rodzinnych. Jak tam się zachowuje to nie wiem. Dalej już tego nie śledziłem. Z drugiej strony piętnowanie takich osób nie jest na miejscu, wobec istnienia takiego prawa.

 

– Ale wielu ludzi właśnie uważa, że pan dość mocno napiętnował tego kierowcę – wtrącamy. – No, trochę nie było wyjścia – przyznaje wójt Klasa. – Rozumiałem mieszkańców, bo wydawałoby się to logiczne, jeżeli coś od strony prawa nie funkcjonuje prawidłowo, no to trzeba szukać innych rozwiązań, żeby kogoś zdyscyplinować. Starałam się nie robić tego, tak konkretnie z nazwiska, kierowców z samej Czarnej Dąbrówki jest chyba z pięciu i też ich znam i jeden z nich mocno udziela się społecznie i jest taką pozytywną osobowością, współpracuje z młodzieżą. Też się odezwał, on sam się odizolował od rodziny, podał miejsce pobytu i poinformował, żeby go nie odwiedzać. To są tylko jednostki, ponieważ prawo dało takie możliwości, że osoby te nie przechodzą kwarantanny. Niewielu rozumie, że niechcący stwarzają olbrzymie zagrożenie, bo sposób funkcjonowania ich został tak jakoś nieopatrznie, prawnie pominięty. Ci ludzie powinni mieć swoje miejsca wydzielone, mają samochody przystosowane do jakiegoś dłużnego popytu, ale można było też rozmawiać z samorządami, żeby stworzyć im takie miejsca, w końcu tych ludzi nie ma tak wielu.

 

Ci, kierowcy mogą się obrażać, czy czuć się nie tak, ale bezpieczeństwo jest najważniejsze. To są małe środowiska, ludzie wiedzą kto to jest, przez mało precyzyjne prawo ci ludzie są wyeliminowani i asymilowani. Problem jest i dotyczy on nie tylko mieszkańców, ale też rodzin kierowców. Pan Krzysztof (nazwisko do wiadomości redakcji) jest obecnie w Hiszpanii. Żaden z kierowców, z którymi rozmawialiśmy nie chce podawać nazwiska. Boją się wykluczenia społecznego. – Wszystko się zmieniło – mówi. – Od niemal dwudziestu lat jeżdżę po całej Europie. Pracuję w firmie z powiatu bytowskiego. Na europejskich trasach jest niemal pusto. Dziwnie się czuję, dziwnie nas traktują. Nas kierowców. Boją się nas, nawet gdy wchodzę do sklepu. Noszę maseczkę. Część łazienek jest bezpłatnych, gdzieniegdzie płacimy tylko połowę za wynajęcie pokoju. Jest źle. Cały czas czuje się to, co się dzieje. Boję się, boję się, że zachoruję, że zachoruje moja rodzina. Nie mogę zrozumieć, dlaczego nie ma testów dla zawodowych kierowców? To dałoby nam wszystkim spokój. Pan Krzysztof na święta powinien zjechać do Polski. – Nie wiem, co zrobić – przyznaje.

 

– Naprawdę nie wiem. Nie wiem, czy jechać do rodziny? Moja żona i tak jest już piętnowana, nikt nie chce z nią rozmawiać, mieszkamy w małej miejscowości. Myślałem, żeby wynająć sobie hotel. Ale kierowcy, który wraca z takich rejonów jak ja nikt nie przyjmie. Ludzie chyba nie rozumieją tego co, się dzieje. Nie można nas traktować, jak wyrzutków społecznych. Gdy my zostaniemy w domach, zaparkujemy samochody na sklepowych półkach nie będzie prawie nic.

 

Inny kierowca dodaje: – Jestem we Włoszech – stwierdza pan Piotr (nazwisko do wiadomości redakcji). – Dzwoni do mnie codziennie przerażona żona. Ludzie się jej boją, myślą, że ona roznosi koronawirusa. Ostatnio nie została wpuszczona do sklepu. I to przez koleżankę. To jest straszne. Jesteśmy tak piętnowani, że nie da się tak żyć. Mam na święta wrócić do domu i też nie wiem, co zrobić. Chyba pogadam z szefem, żeby mógł spać w aucie. Ludzie myślą, że my się nie boimy? Boimy! Mamy dzieci, żony! My kierowcy zostaliśmy pozostawieni sami sobie, nie mamy dostępu do testów, nie wyznaczono nam miejsc, gdzie po powrocie moglibyśmy odpocząć.

 

Sylwia Lis aip

COMMENTS