HomeUSA

Kapitan lotniskowca błaga o pomoc. “Nie jesteśmy w stanie wojny. Marynarze nie muszą umierać”

Kapitan lotniskowca błaga o pomoc. “Nie jesteśmy w stanie wojny. Marynarze nie muszą umierać”

Kapitan lotniskowca USS Theodore Roosevelt o napędzie atomowym błaga o pomoc dowództwo floty. Powód? Na pokładzie giganta jest stu zakażonych marynarzy. Kapitan chce odizolować tych marynarzy, by reszta nie została zakażona.

Jednostka dowodzona przez Bretta Croziera, przybiła właśnie do portu na wyspie Guam i czeka na decyzje. – Będzie to wymagało politycznego rozwiązania, ale trzeba działać – napisał Crozier. Nie jesteśmy w stanie wojny. Marynarze nie muszą umierać. Jeśli nie będziemy działać teraz, to nie zadbamy o naszych marynarzy.

W liście do dowództwa floty Crozier informuje, że tylko niewielką część zakażonych marynarzy zabrano z lotniskowca. Większość pozostała i poddanie ich kwarantannie w tych warunkach jest niemożliwe. Rozprzestrzenianie się choroby trwa i przyspiesza – dodaje Crozier.

Poprosił o pomieszczenia do kwarantanny na wyspie dla całej załogi i to jak najszybciej.
– Usunięcie większości personelu z lotniskowca jądrowego i izolowanie go na dwa tygodnie może wydawać się nadzwyczajnym środkiem. Ale to konieczne ryzyko – napisał Crozier. – Zatrzymanie ponad 4000 młodych mężczyzn i kobiet na pokładzie to niepotrzebne ryzyko.

Jak na razie marynarka nie odpowiedziała na jego prośby. Podaje jedynie, że na Guam nie ma wystarczającej liczby łóżek i konieczne będą rozmowy z tamtejszymi władzami, aby zdobyć miejsca w hotelach lub rozmieścić specjalne namioty.

Pytany, co należy zrobić z lotniskowcem, prezydent Donald Trump powiedział, że „pozwoli wojsku podjąć decyzję”.

Emerytowany admirał James Stavridis, były najwyższy dowódca sojuszników NATO w Europie, ostrzega, że można się spodziewać więcej takich incydentów, bo okręty wojenne są doskonałą pożywką dla koronawirusa.

Inny z kolei problem ma policja z Newark w New Jersey, która walczy z plagą ludzi, którzy mimo wezwań do pozostania w domach, chodzą po ulicach.

Burmistrz Ras Baraka mówi, że policjanci z Newark i sąsiednich East Orange, Orange i Irvington twardo egzekwują przepisy. -Teraz nie jest czas chodzenia na plac zabaw i grę w koszykówkę – mówi Baraka i dodaje – Zostań w domu. Dbaj o bezpieczeństwo siebie i bliskich.

Policja w Newark zamknęła wiele firm, m.in. salon paznokci, fryzjera i sklep fotograficzny – mówi Anthony Ambrose, szef policji. Policjanci przerwali też nabożeństwo z udziałem kilkudziesięciu osób, ale nikogo nie ukarali.

Grzywny za łamanie zakazów wychodzenia z domów wynoszą od 30 do 200 dolarów. Baraka ostrzega, że prokurator hrabstwa Essex oskarży osoby, które wiele razy złamią przepisy, za co będzie surowsza kara.
– Jesteśmy zablokowani. Brzmi to strasznie i może wydawać się niesprawiedliwe, ale musimy zostać w domach – dodaje Baraka.

Prawie 21 tysięcy mieszkańców New Jersey jest już zakażonych koronawirusem. Sytuacja staje się coraz trudniejsza i coraz bardziej nerwowa. Szpitale grożą zwolnieniem pracowników służby zdrowia, którzy informują media o warunkach pracy podczas pandemii.

Ming Lin, lekarz pogotowia w stanie Waszyngton, żali się, że wyrzucono go z pracy, bo udzielił wywiadu jednej z gazet, opisując skandaliczne warunki swojej pracy.

Władze szpitali tłumaczą, że taka polityka ma na celu ochronę poufności pacjentów i personelu. – Sytuacja zmieniają się, w interesie pracowników i instytucji leży, aby tylko osoby uprawnione kontaktowały z mediami – oświadczył przedstawiciel jednego z nowojorskich szpitali.

Pojawił się też inny problem. Władze Alabamy i Massachusetts przekazują policji adresy osób zakażonych koronawirusem. Obrońcy praw człowieka mówią: to niedopuszczalne praktyki.

Władze tych stanów tłumaczą, że robią tak, by powstrzymać rozprzestrzeniania się wirusa i chronić osoby udzielające pomocy, którym grozi zakażenie.

Alabama i Massachusetts przekazują adresy zakażonych – ale nie nazwiska – policji i innym służbom ratunkowym.
Arrol Sheehan, dyrektor ds. informacji publicznej w Departamencie Zdrowia Publicznego Alabamy mówi, że udostępnianie takich informacji zapisano w prawie stanowym.

W ogromnym stresie pracuje cały personel nowojorskich szpitali. Brakuje środków ochrony osobistej, zakażonych przybywa z każdą godziną i chorych trzeba kłaść już na korytarzach.

Liczba przypadków koronawirusa w stanie Nowy Jork wzrosła w ciągu doby do 83 tysięcy, zaś liczba śmiertelnych ofiar przekroczyła półtora tysiąca.

A najgorsze dopiero przed lekarzami i pielęgniarkami, za chwilę może zabraknąć respiratorów. Dla wielu chorych to sprawa życia lub śmierci.

Red. Kazimierz Sikorski PolskaPress AIP



COMMENTS