HomeSport

Grand Prix Australii w Melbourne. Jason Doyle pewniakiem. Ile medali dla Polski?

Grand Prix Australii w Melbourne. Jason Doyle pewniakiem. Ile medali dla Polski?

W Melbourne już po treningu. W sobotę koło południa poznamy trzech najlepszych żużlowców tego sezonu. Odebrać złoto Jasonowi Doyle’owi będzie bardzo trudno.

Wszystko wskazuje na to, że w sobotę najszczęśliwszym żużlowcem świata będzie Jason Doyle. Chyba już tylko jakiś niewiarygodny pech mógłby odebrać mu mistrzostwo świata. Australijczyk przyznaje dni, że ostatnie dni były dla niego bardzo trudne. – To jest jak ból głowy, z którym nie można sobie poradzić. Nie można przestać o tym wszystkim myśleć – opowiadał serwisowi speedwaygp.com. – Australia to mój kraj, więc turniej w Melbourne będzie dla mnie wyjątkowy. Nigdy nie myślałem, że będę miał okazję do startu w Grand Prix w ojczyźnie, nie mówiąc już nawet o możliwości wywalczenia mistrzostwa świata przed moimi kibicami – dodaje. [podobne] Doyle w ubiegłym roku nauczył się, że sama brawura nie wystarczy do mistrzostwa. Jeździł wyśmienicie, wygrał cztery turnieje w sezonie, w tym trzy z rzędu, ale w przedostatnim w Toruniu przeszarżował, upadł i odniósł kontuzję, która przekreśliła marzenia. W tym roku stał się dojrzalszym żużlowcem, jeździ mnie ryzykownie, ale z większym wyrachowaniem. W przedostatniej rundzie na Motoarenie nie szalał, zdobył 10 punktów, to był jeden z jego najsłabszych startów w cyklu, ale też zachował duża przewagę nad Patrykiem Dudkiem.

 

– Teraz już wiem, że aby zostać mistrzem świata, trzeba jeździć twardo, ale przy tym mądrze. Oczywiście można też jechać ostrzej, wygrać trzy turnieje Grand Prix z rzędu, a potem zaliczyć wypadek i zakończyć sezon, nawet nie ocierając się o mistrzostwo świata – mówi Doyle, który od przyszłego roku będzie ścigał się w Get Well Toruń. Brak brawury nie oznacza braku determinacji. Przez część sezonu Australijczyk jeździł z kontuzją nogi. – Myślałem, że popełnił błąd, nie robiąc sobie przerwy od lig, sam bym tak zrobił. To jedna prawdziwy żołnierz. Ma za sobą szalony wysiłek. Niewielu ludzi byłoby na to stać – skomentował Darcy Ward. My jesteśmy niemal pewni jednego medalu, ale możemy liczyć na dwa. Debiutujący w roli stałego uczestnika Patryk Dudek niemal czuje srebro na szyi. Ma 13 punktów przewagi nad Taiem Woffindenem i 15 nad Maciejem Janowskim.

 

Czy zielonogórzanin wierzy jeszcze w złoto? Do Doyle’a traci jednak sporo: 14 punktów. – Matematyka jest bardzo łatwa. Chcę pojechać dobre zawody. Dodatkowo chcę z nich przywieźć puchar, odebrać jakikolwiek medal mistrzostw świata i tyle – powiedział na antenie Radio Zachód. Cel na Melbourne? – Chcę wrócić cały, zdrowy, z koalą, kangurem i leniwcem do domu – dodaje. Bardzo ciekawie zapowiada się rywalizacja o brązowy medal. Woffindena i Janowskiego dzielą tylko dwa punkty, ale blisko są jeszcze Emil Sajfutdinow i Bartosz Zmarzlik. Z tego grona jedynie Rosjanin nigdy nie stał na podium w Grand Prix Australii. – W Melbourne stać mnie na udane zawody i jestem w stanie wrócić do Wielkiej Brytanii z kolejnym medalem do kolekcji. Jestem świadomy tego, że nic nie dostanę za darmo. W każdym wyścigu trzeba będzie dać z siebie wszystko – zapowiada Woffinden.

 

(jp) (aip)

COMMENTS