Google doceniło wiedzę i umiejętności 22-latka z Wolbromia

Google doceniło wiedzę i umiejętności 22-latka z Wolbromia

 Konrad Szczygieł z Wolbromia wymyślił aplikację, z której korzysta się w całym kraju. Znalazł się też w półfinale światowego konkursu Google. Chłopak ma dopiero 22 lata i będzie zaliczał licencjat, a wiedzą bije na głowę niejednego zawodowca.
– Najważniejsze to realizować swoje pasje. Mieć misję do wykonania. Czasem ścieżka jest ciężka do przejścia, nie wiadomo, co jest na końcu, ale liczy się droga do celu – uważa Konrad Szczygieł, 22-latek z Wolbromia, który wraz z kolegami znalazł się w półfinale konkursu Google Online Marketing Challenge. Udało się to tylko 14 zespołom z całego świata (wszystkich było 1662). Konrad, który przymierza się obecnie do obrony pracy licencjackiej na Uniwersytecie Ekonomicznym w Krakowie, wraz z trzema kolegami i koleżanką ze Szkoły Głównej Handlowej w Warszawie (Magdą Posłuszny, Mateuszem Łozowickim, Michałem Kloczkowskim i Jakubem Dylewiczem) w ramach konkursu przeprowadził kampanię marketingową w internecie dla firmy z Krakowa. Liczyła się głównie realizacja pomysłu i efekt. Jurorzy podliczali między innymi ilość wejść na stronę, oceniali strategię, jaką informatycy zastosowali. – To były trzy tygodnie nieprzespanych nocy i ślęczenia przed komputerem – wspomina Konrad. Opłaciło się! Grupa Konrada zakwalifikowała się do finału jako jedyna z Polski. Młodzi informatycy zostali docenieni przez światowego giganta z branży internetowej.

Najważniejszy efekt
Konrad swoją pierwszą stronę zrobił, kiedy miał 13 lat. – To była prosta strona o mnie i moim psie Nero. Już dawno nie istnieje, a Nero nadal żyje – mówi. Pomagał mu wujek. To dzięki niemu zainteresował się w ogóle tematem. Na początku Konrad przesiadywał właśnie przy komputerze wujka, potem rodzice kupili mu własny. Chłopak zaczął czytać branżowe pisma. Po roku przyszedł czas na kolejną stronę. Tym razem z darmowymi programami. Jak na amatorską witrynę miała spory ruch, ok. 800 gości dziennie. Kiedy miał 17 lat, zdecydował się wziął udział w Startup School w Warszawie. Osoby doświadczone z branży pomagają tam początkującym przedsiębiorcom stworzyć ich własne biznesy internetowe. Konrad miał dwa pomysły, które się spodobały – aplikację automatycznie instalującą programy po zresetowaniu komputera i obsługę firm w wysyłaniu SMS-ów z reklamami. – Pomysły nie były złe, szczególnie ten pierwszy (za około rok ktoś to już wprowadził), ale zabrakło mi wiedzy i doświadczenia, żeby pchnąć to dalej – nie ukrywa Konrad. Bo jego zdaniem tak naprawdę liczy się nie tylko pomysł, ale jego realizacja. – Żeby coś się sprawdziło, musi rozwiązywać jakiś problem – podkreśla nasz rozmówca.

Zarezerwuj kort
Tak jest z obecnym biznesem Konrada, który prowadzi ze swoimi wspólnikami. 1,5 roku temu jako pierwsi w Polsce stworzyli aplikację mobilną do rezerwacji kortów do tenisa i squasha. Z ich pomysłu korzysta już 80 takich obiektów w całej Polsce, m.in. w Wolbromiu, Wrocławiu i Krakowie. Trwają rozmowy z kolejnymi. – Cały czas rozwijamy naszą aplikację. Dzięki niej właściciele klubów mogą poznać swoich klientów. Wiedzą np., czy ktoś wynajmuje kort pierwszy raz, czy jest stałym użytkownikiem. Dzięki temu mogą lepiej klienta obsłużyć – tłumaczy Konrad. – Nasza wizja jest taka, że za 20-30 lat kluby będą już w pełni zautomatyzowane – dodaje. Teraz na rynku działa już kilka firm oferujących taką aplikację. Według Konrada to dobrze, bo konkurencja potwierdza, że coś takiego jest potrzebne. – W biznesie nie trzeba być pierwszym i jedynym. Trzeba robić dobrze to, co się robi – zauważa. Już teraz na swoim pomyśle może nieźle zarobić. Kluby co miesiąc płacą bowiem za aplikację. Ale Konrad nie wydaje za wiele, woli inwestować. Chłopak zdaje sobie sprawę, że aby odnieść sukces, trzeba ciężko pracować. – Zarywam noce, rzadko chodzę na imprezy, w tym roku nie byłem na wakacjach. Ale wcale tego nie żałuję. Mam poczucie, że się realizuję. To, co robię, jest całym moim życiem. Wolę to, niż wstawanie o godz. 8 rano i chodzenie z niechęcią do pracy – wyjaśnia. Ale od razu podkreśla: – Nie chcę wyjść na nadętą osobę. Są dwie rzeczy, których bardzo nie lubię – fałszywej skromności i próżności.

Cały czas do przodu
Na razie wolbromianin nie wie jeszcze do końca, co zrobi po obronie licencjatu. Rozważa studia magisterskie zaoczne. Chce mieć więcej czasu na realizację swoich pomysłów. Myśli też o przeprowadzce do Warszawy. Zdaniem młodego przedsiębiorcy biznes można porównać do sportu. Dlatego sam lubi ćwiczyć – biega, chodzi na siłownię. – Osoba, która trenuje, często musi przyjąć cios na twarz, upaść, ale po chwili ocknie się, podniesie i będzie walczyć dalej. Z biznesem jest podobnie. Kilka rzeczy mi się nie udało, strony upadły, mógłbym zrezygnować i zatrudnić się gdzieś na etacie. Ale wolę iść do przodu – mówi Konrad.

, foto Katarzyna Ponikowska



COMMENTS

WORDPRESS: 0