Polska wygrywa z Łotwą. Trzy bramki Lewandowskiego

Polska wygrywa z Łotwą. Trzy bramki Lewandowskiego

Reprezentacja Polski nie miała powodu do zachwytów po wrześniowych meczach ze Słowenią i Austrią. Tylko jeden punkt sprawił, że na kadrę wylała się fala krytyki, a i pierwsze miejsce w grupie nie było już takie pewne.

 

– Czasami porażki są cenniejsze niż zwycięstwa, bo już pojawiały się opinie, że wygramy wszystkie mecze i nie stracimy bramki. Dobrze, że porażka się przytrafiła w takim momencie, bo każdy z nas wrócił do domu ze zgrupowania, analizował te mecze i widział, że nie wyglądało to dobrze. Mam nadzieję, że z Łotwą damy na to odpowiedź – mówił przed meczem Kamil Glik, obrońca Biało-Czerwonych.

Trener Jerzy Brzęczek zapowiadał, że rewolucji w składzie nie będzie i słowa dotrzymał. Na lewej obronie pojawił się wreszcie Maciej Rybus zamiast prawonożnego Bartosza Bereszyńskiego. Z kolei na skrzydle zagrał Sebastian Szymański. Do bramki wrócił Wojciech Szczęsny, a do środka pola Mateusz Klich, ale na to wpływ miały kontuzje Łukasza Fabiańskiego i Krystiana Bielika.

Polscy piłkarze mogli mieć problemy, żeby na Stadionie Daugava poczuć się jak na meczu o punkty w kwalifikacjach Euro 2020. Obiekt to relikt przeszłości, z trzema trybunami, a na prostej był tylko płot, który oddzielał stadion od… torów kolejowych. Nasi reprezentanci od początku spotkania zdecydowanie zaatakowali i na efekty nie trzeba było długo czekać. Już w 9 minucie Robert Lewandowski podał do Szymańskiego, ten odegrał mu piłkę, a „Lewy” w sytuacji sam na sam z Andrisem Vaninsem – który rozgrywał setny mecz w drużynie narodowej Łotwy – pewnie posłał futbolówkę do siatki. Wreszcie gol dla Biało-Czerwonych po wrześniowych meczach, w których nasi piłkarze ani raz nie trafili do bramki rywali. Łotysze nie zdążyli otrząsnąć się po stracie pierwszego gola, a Vanins po raz drugi musiał wyciągać piłkę z siatki. Tym razem asystował Kamil Grosicki, a piłkę do bramki skierował oczywiście Lewandowski. Dla kapitana reprezentacji Polski to gole numer trzy i cztery w eliminacjach i jest najlepszym strzelcem naszej reprezentacji.

– Jeszcze jeden i grany u siebie – z radością skandowali polscy kibice. I te słowa były zgodne z prawdą. Na trybunach Stadionu Daugava zasiadło zdecydowanie więcej fanów Biało-Czerwonych niż gospodarzy. Zresztą wyraźnie było widać, że mecz piłkarskiej reprezentacji specjalnie Łotyszy nie interesuje. Dla nich liczy się hokej i koszykówka. Piłka nożna zajmuje dopiero trzecie miejsce, ale fatalna postawa zespołu w eliminacjach nie zachęca ich do przychodzenia na stadion. Poprzedni mecz z Macedonią Północną obejrzało ponad trzy tysiące kibiców. Tym razem zasiadło ich więcej niż siedem tysięcy, al e fanów z Polski było grubo powyżej czterech tysięcy.

Polacy strzelili dwa gole i choć nadal byli zespołem lepszym, to tempo meczu wyraźnie spadło. Kadrowicze Jerzego Brzęczka grali spokojnie, ale jak przyspieszyli, to od razu w dobrej sytuacji bramkowej znalazł się Grosicki. Niestety, nie trafił w bramkę. Było jeszcze uderzenie z dystansu Grzegorza Krychowiaka, po którym piłkę odbił Vanins, a do podania Lewandowskiego nikt nie doszedł.

W drugiej połowie obraz meczu nie uległ zmianie. Łotysze nie mieli pomysłu na stworzenie zagrożenia pod bramką Wojciecha Szczęsnego ani odwagi, żeby się odkryć i zaatakować bardziej zdecydowanie. Polacy szukali okazji, aby strzelić trzeciego gola, ale długo nic z tego nie wychodziło. Zresztą na to pracował głównie Lewandowski, który pomagał w pressingu, brał się za rozgrywanie piłki, ale przede wszystkim kończył akcje. Tak było w 76 minucie. Po zagraniu Krzysztofa Piątka strzelał Grosicki, który jednak źle trafił w piłkę. Futbolówka trafiła pod nogi Lewandowskiego, który pewnie skierował ją do siatki i skompletował hat-tricka. Chwilę później Łotysze domagali się rzutu karnego za zagranie ręką, ale sędzia kazał grać dalej.

Oprócz reprezentacji Polski swój mecz wygrała także Austria, ale za to punkty niespodziewanie straciła Słowenia, która przegrała wyjazdowy mecz z Macedonią Północną. Właśnie z tą ostatnią drużyną Polska zagra w niedzielę w Warszawie i może przypieczętować awans na Euro 2020.

Red. Paweł Stankiewicz/PolskaPress AIP

 



COMMENTS

WORDPRESS: 0