Dzisiaj gramy z Iranem. Do awansu potrzeba dwóch wygranych setów

Dzisiaj gramy z Iranem. Do awansu potrzeba dwóch wygranych setów

Spektakularne zwycięstwo 3:2 nad Brazylią to już historia. Jeśli biało-czerwoni wygrają dwa sety z Iranem, to awansują do strefy medalowej Final Six Ligi Narodów.

Reprezentacja polskich siatkarzy po meczu pełnym zwrotów akcji wygrała z Brazylią 3:2. Na sukces „eksperymentalnej” czternastki z naszpikowaną gwiazdami drużyną Renana Dal Zotto nikt nie liczył. Cel, który biało-czerwoni założyli sobie przed Final Six Ligi Narodów, sprowadzał się do tego, że tzw. drugi garnitur naszej kadry miał zbierać cenne doświadczenie. Nawet trener Vital Heynen zapowiadał, że wywalczenie medalu w Final Six będzie siatkarskim cudem. W całych rozgrywkach Belg postawił na szeroką selekcję, korzystając aż z 26 siatkarzy.

To było czyste szaleństwo. Heynen nie przyleciał do Chicago razem z drużyną, zostając w Zakopanem, gdzie nasi siatkarze szlifują formę przed kwalifikacjami do igrzysk olimpijskich. Do samolotu wsiadł za to dobrze znany w środowisku Jakub Bednaruk, który na czas nieobecności Heynena zajmował się biało-czerwonymi. Trener mistrzów świata dołączył do drużyny dopiero kilka godzin przed meczem z Brazylią.

– Ja przyjechałem tylko po to, by poprowadzić drużynę w tym meczu. Zawodnicy byli wolni od jakiejkolwiek presji, grali na luzie. A jednocześnie dali z siebie wszystko, zwłaszcza w bloku i defensywie – chwalił siatkarzy Heynen.

W szoku byli sami zawodnicy. Wielu z nich po raz pierwszy miało okazję mierzyć się z takim rywalem w tak prestiżowym turnieju. – Tutaj nikt się nie spodziewał, że wywalczymy taki wynik przeciwko Brazylii. Trener Heynen powiedział przed meczem, że on nie obiecuje, że nawet jak zagramy swoją najlepszą siatkówkę, to wygramy z tym zespołem, bo to drużyna napakowana gwiazdami w swoim najmocniejszym składzie. Dlatego cieszy to podwójnie, ale w tym momencie nie ma co już myśleć o tym, co było, trzeba myśleć o tym, co będzie – oznajmił libero kadry Jakub Popiwczak.

Przełomowym momentem w tym meczu była druga połowa trzeciego seta. Z pola zagrywki nie schodził Wallace, wyprowadzając zespół na prowadzenie 15:11. Wtedy Heynen nie wytrzymał i zaczął kwestionować którąś z wcześniejszych decyzji słowackiego arbitra. Ten szybko go ostudził, wyciągając czerwoną kartkę. Kara skutkowała stratą kolejnego punktu, więc na drugą przerwę techniczną nasi reprezentanci schodzili z pięciopunktowym debetem.

Wydawało się, że jest już po wszystkim. Przyszedł czas na zmiany. Na boisku pojawił się m.in. rozgrywający Marcin Janusz, zmieniając Marcina Komendę, a w polu zagrywki wreszcie pomylił się Wallace. Po stronie Polaków zagrywał wprowadzony kilka sekund wcześniej Janusz. Swoją robotę wykonał perfekcyjnie. Serwował niby nie mocno, technicznie, ale Brazylijczycy kompletnie nie mogli sobie z tym poradzić. Zrobiło się 19:19. Od tego momentu na parkiecie rządzili już Polacy. „Canarinhos” byli źli, nie mogąc uwierzyć, jak łatwo oddali niemal wygranego seta. Popełniali proste błędy – pomylił się nawet ich rozgrywający, mistrz olimpijski – Bruno Rezende. Polacy triumfowali gładko do 21, choć początkowo się na to nie zanosiło.

– Trzeci set, 16:11 dla Brazylii, a my wracamy do gry. Zagraliśmy ten fragment na maksimum. To był mecz, który zostanie mi w pamięci do końca życia. Myślę, że zawodnikom również. Najważniejsze jednak było to, że bawiliśmy się tą grą, czerpaliśmy przyjemność z gry w siatkówkę – tłumaczył szczęśliwy Heynen.

Uwierzyć nie mogły również brazylijskie media. „Młody polski zespół sprawił sensację i pokonał 3:2 Brazylię. To komplikuje sytuację Canarinhos, która musi wygrać z Iranem, żeby myśleć o awansie do półfinału. Biało-czerwoni zabrali do Chicago swoje rezerwy, ale nie przeszkodziło im to. Wręcz przeciwnie. Zagrali z fantazją, bez presji i Brazylijczycy nie byli w stanie ich zatrzymać, mimo że walczyli” – napisał portal globo.com.

Polacy zapewnią sobie awans do półfinału Ligi Narodów, jeśli z Iranem wygrają co najmniej dwa sety. Spotkanie to odbędzie się w Chicago o północy z czwartku na piątek czasu polskiego.

Heynen twierdził, że wszystko się może zdarzyć. – Ja zacznę od położenia się spać. Jestem prawie dobę na nogach. A zawodnicy? Naprawdę włożyli sporo serca w to spotkanie. Liczę, że zdołają wypocząć i będą w stanie stawić czoła Irańczykom. Teraz okazuje się, że awans do półfinału nie jest tak daleko. Sam jestem ciekaw, jak to się potoczy – mówił 50-latek.

Red. Mateusz Skrzyński/Dziennik Zachodni/ PolskaPress AIP/ Foto FIVB



COMMENTS

WORDPRESS: 0