HomeDolnośląskie

Dzik jest dziki, dzik jest zły. Coraz więcej dzikich zwierząt we Wrocławiu

Dzik jest dziki, dzik jest zły. Coraz więcej dzikich zwierząt we Wrocławiu

Nie trzeba jechać do lasu za miastem, by obserwować dzikie zwierzęta. Te mieszkają coraz bliżej nas. A wrocławianie mieszkają coraz częściej tam, gdzie do niedawna to dziki i sarny były gospodarzami. Co robić, gdy spotkamy na swojej drodze dzikie zwierzęta?

Przez ostatni rok tylko na terenie Wrocławia odnotowano 291 interwencji, które dotyczyły dzikich zwierząt. I choć na myśl o czworonożnych gościach rodem z lasu przychodzi dzik, okazuje się, że dzikich zwierząt w stolicy Dolnego Śląska mieszka znacznie więcej. Niemal jedna trzecia interwencji od kwietnia 2014 do marca 2015 roku we Wrocławiu i najbliższych okolicach dotyczyła saren (92), a dzików zaledwie jedna szósta (52). Częstym powodem wezwań specjalistów są też lisy (21) i dzikie ptaki, a wśród nich głównie łabędź niemy (34), wrona siwa (16) i sokół pustułka (15). Pustułki najczęściej można spotkać w rejonie Pilczyc, Kozanowa, dawnego Hydralu, na Nowym Dworze i przy ul. Powstańców Śląskich.

 

– Kiedyś gnieździły się w górach i w skałach. Dziś mieszkają w wieżach kościołów, kominach i wysokich blokach – mówi lek. wet. Piotr Szymański z Ośrodka Leczenia i Rehabilitacji Dzikich Zwierząt w Złotówku. To on jeździ na interwencje, gdy w mieście pojawi się dzikie zwierzę. A takich przypadków jest coraz więcej. W ciągu roku do ośrodka przyjęto ponad 150 dzików z odłowów miejskich, około 20 odstrzelono. Dr Szymański szacuje, że populacja tych zwierząt w samym Wrocławiu może liczyć 700-800 sztuk. Ale to optymistyczny scenariusz. Ten bardziej realistyczny zakłada, że może być ich o połowę więcej. Dziki zadomowiły się w mieście, znajdują tu pokarm bogaty w białko (np. na polach kukurydzy). To zaś sprawia, że lochy wydają na świat bardziej liczne mioty.

 

Ale nie tylko plony sprzyjają dzikom. – Także bezmyślne zachowanie ludzi. Sam spotkałem się z tym, że na Sołtysowicach wysypują chleb i owoce. A dzik jest inteligentny i uczy się. Po co ma szukać w polu ziemniaków, jak na osiedlu dostanie coś smaczniejszego? – wyjaśnia dr Szymański. Dziki, sarny, jelenie we Wrocławiu mieszkają coraz bliżej nas. A w zasadzie to my mieszkamy coraz bliżej nich. – Zasiedlamy tereny, które jeszcze nie tak dawno temu należały do przyrody. Budowa dróg, obwodnic przecina naturalne szlaki wędrówek dzikich zwierząt – mówi prof. Józef Nicpoń z Uniwersytetu Przyrodniczego, pełnomocnik rektora ds. ośrodka w Złotówku. Stąd w rejonie lotniska obserwuje się dużo jeleni, dzików. Jeszcze 20 lat temu były to tereny polowań na kuropatwy i zające. Zdaniem specjalistów, trzeba się pogodzić z towarzystwem w mieście kun i jenotów.

 

Dr Szymański wspomina interwencję dotyczącą jenota, znalezionego na parkingu podziemnym kina przy ul. Kazimierza Wielkiego, albo zgłoszenie od strażników miejskich, którzy na monitoringu zauważyli dwa borsuki, spacerujące nocą przez wrocławski Rynek. Lisy i sarny są łapane także na placu Grunwaldzkim, w rejonie kampusów uniwersyteckich. Z kolei dzik regularnie odwiedzał ogródek klasztoru przy ul. Kasprowicza. A gdy dobiegała końca budowa Sky Tower, na trzecim piętrze znaleziono lisa. Ten budynek dr Szymański wspomina też z innego powodu. O szklaną elewację drapacza chmur rozbijają się ptaki. – Najwięcej pustułek. Mylą je refleksy świetlne – wyjaśnia lekarz weterynarii.

 

Dodaje, że niedaleko granic Wrocławia zauważano też pojedyncze wilki i łosie, a na Dolnym Śląsku – rysia. Zdarzają się również interwencje w sprawie zwierząt egzotycznych, których obecność trudno wytłumaczyć naturalną wędrówką. W 2011 roku, niedaleko basenu na Kłokoczycach, został znaleziony pyton długi na 2,5 metra. Natomiast w fosie zadomowiły się żółwie czerwonolice. – Egzotyczne zwierzęta są kupowane do domów. Zdarza się, że uciekają albo z różnych względów nieodpowiedzialni właściciele czasami postanawiają się ich pozbyć – dodaje dr Szymański. Dzikie zwierzęta mogą być groźne nie tylko dla człowieka, ale i dla środowiska. To tzw. gatunki inwazyjne, które wypierają naszą rodzimą faunę. I tak, żółw czerwonolicy zagraża żółwiowi błotnemu, a uciekające z ferm norki amerykańskie ostrymi zębami wycinają w pień ptaki naziemne, wyłapując je z gniazd.

 

Odłowione we Wrocławiu dzikie zwierzęta, a także te ranne w wypadkach, trafiają do ośrodka w Złotówku. Tam przechodzą leczenie i rehabilitację. Większość z nich wraca potem na łono natury, z dala od miasta. W ciągu roku z 62 przyjętych ptaków, po zaobrączkowaniu wypuszczono 61. – Nasze bieliki zaobserwowano w okolicach Przemyśla, a sokoła wędrownego niedaleko Berlina – mówi Krzysztof Hulewicz, kierownik ośrodka w Złotówku. Do obecności dzikich zwierząt z jednej strony powinniśmy się przyzwyczaić. Bo, jak mówią specjaliści, mieszczucha potrafi przestraszyć nawet sarna na łące albo łoś na terenach wodonośnych. Z drugiej strony dr Szymański uważa, że, zwłaszcza w przypadku dzików, konieczne jest radykalne zmniejszenie ich populacji. – Decyzje o odstrzale spotykają się z podziękowaniami części mieszkańców, ale i z protestami – mówi. Podaje przykład Berlina, gdzie parki są regularnie patrolowane przez brygady myśliwych, którzy odstrzeliwują dziki – mówi.

 

Na tropie dzikiego zwierza

 

Ośrodek Leczenia i Rehabilitacji Dzikich Zwierząt w Złotówku ma podpisaną umowę z Gminą Wrocław. To tam trafiają dzikie zwierzęta z interwencji podejmowanych na terenie miasta. Niepokojące sytuacje związane z dzikimi zwierzętami można zgłaszać przez całą dobę do Centrum Zarządzania Kryzysowego. Zgłoszenia są przyjmowane pod numerem tel. 71-770-22-22. Do Centrum przekażą je także inne służby, gdy sprawę zgłosimy np. straży miejskiej lub straży pożarnej.

 

Dzik jest dziki, dzik jest zły

 

Specjaliści radzą, by nie zbliżać się do dzikich zwierząt. Dzik ranny w wypadku, gdy do niego spróbujemy podejść, może być agresywny i bronić się. Podobnie zachowa się locha w obronie młodych. Najlepiej nie zwracać na siebie uwagi i oddalić się, by zwierzęta mogły pójść w stronę terenów zielonych.

 

Zabranie dzikiego zwierzęcia do domu to nie jest pomoc.

 

Gdy znajdziemy na ziemi małego ptaka, albo samotną małą sarnę, odruch serca nakazywałby wzięcie ich do domu. To błąd. Często w pobliżu są rodzice, którzy pilnują potomstwa. W przypadku wspomnianych saren rozpoczęcie chowu domowego pozbawia je szans na powrót do lasu. Przypadki rannych i potrzebujących pomocy zwierząt najlepiej zgłaszać odpowiednim służbom.

 

Ucz się przyrody i biologii

 

Zdaniem znawców tematyki dzikich zwierząt, strach przed nimi wynika często z niewiedzy. Dlatego warto nauczyć się rozpoznawania podstawowych gatunków i uczyć tego dzieci. Zdarzają się bowiem telefony w sprawie groźnej żmii, która okazuje się zaskrońcem. Dr Szymański wspomina też przypadek kierowcy, który poczuł się zagrożony obecnością pająka w samochodzie. Po przesłaniu zdjęcia, okazało się, że to samica poczciwego krzyżaka – w dodatku na zewnętrznej stronie szyby…

 

COMMENTS