HomePOLSKAKujawsko-Pomorskie

Dusicielka – mroczna opowieść z toruńskiego magistratu z 1933 roku

Dusicielka – mroczna opowieść z toruńskiego magistratu z 1933 roku

Pracownicy Wydziału Inwestycji i Remontów Urzędu Miasta Torunia powinni w zasadzie otrzymywać dodatek za pracę w szczególnych warunkach. I nie powinni zbyt długo siedzieć po godzinach. Licho wie, co w ich gabinetach dzieje się o północy.

Bardzo lubimy wydobywać zapomniane historie dotyczące miejsc doskonale we współczesnym Toruniu znanych. Bywają one zaskakujące, śmieszne, ciekawe, czasami mroczne. W przypadku byłego aresztu na Wałach wybór pod tym względem nie jest zbyt obszerny. Odrestaurowany budynek służy dziś magistratowi, jednak o jego więziennej przeszłości przypominają nie tylko zachowane do dziś drzwi dawnych cel. W gazetach sprzed lat można znaleźć sporo informacji o dramatach, jakie tam się rozgrywały.
Do jednego z nich doszło 10 stycznia 1933 roku. Sprawa odbiła się szerokim echem w całej Rzeczypospolitej, głównie dzięki „Tajnemu Detektywowi”, wydawanemu w pierwszej połowie lat 30. niezwykle popularnemu ilustrowanemu tygodnikowi kryminalno-sądowemu. Przedwojenny brukowiec zafascynował pisarza Jacka Dehnela, który zgłębia świat, czy raczej półświatek tamtych czasów, dzieląc się efektami swoich gazetowych połowów m.in. na blogu Tajny Detektyw! (). Tam właśnie trafiliśmy na ślad kobiety – dusiciela z Torunia, a w zasadzie, Aleksandrowa Kujawskiego.
Swoją drogą, jeżeli ktoś z nostalgią wspomina dawne czasy, przeciwstawiając je obecnemu upadkowi zasad i reguł, przeglądając „Tajnego Detektywa” może się zdziwić. Pogoni za sensacją przedwojennej gazecie może pozazdrościć chyba każda współczesna bulwarówka. Do tego trzeba jeszcze dodać brak jakiejkolwiek ochrony danych osobowych. Opisując różne ludzkie dramaty, reporterzy „Tajnego Detektywa” żonglowali danymi osobowymi, swoje relacje bogato ilustrując zdjęciami, co w niektórych przypadkach jest dziś bardzo cenne. Redaktorzy ogólnopolskiego periodyku sensacyjnego na miejscu interesujących ich zdarzeń pojawiali się bardzo szybko, jednak pisząc później swoje barwne sprawozdania, dawali się ponieść karmionej sensacją wyobraźni. Na wszelki wypadek zatem, potwierdzenia podanych przez „Detektywa” szczegółów dotyczących wydarzeń z pierwszych dni 1933 roku poszukaliśmy w prasie toruńskiej. Znaleźliśmy je w „Słowie Pomorskim” z 12 stycznia. „Toruń stał się widownią niesamowitej historji, o jakich czytać można chyba w romansach kryminalnych lub widzieć w filmach o specyficznym pokroju – donosił toruński dziennik. – Przy ul. Łaziennej 28 znajduje się skład obuwia pod nazwą Mercedes, którego właścicielką jest niejaka Szczygłowa. Przed kilku dniami przyjęła ona służącą 25-letnią Marjannę Gomulińską z Aleksandrowa, która już dawniej u niej służyła”.

Wróćmy jednak do 1933 roku. Kilka dni po zatrudnieniu nowej – starej służącej właścicielka sklepu obuwniczego, jak podaje „Detektyw”, Klara Szczygłowa, wybrała się do Bydgoszczy w odwiedziny do rodziny. Przy Łaziennej, poza Gomulińską, została tylko jej krewna – Anna Gersonówna. Wieczorem 8 stycznia Gersonówna zasiadła do kolacji. „Ledwie zaczęła ją spożywać, gdy kręcąca się po pokoju Gomulińska rzuciła się z tyłu jak wampirzyca na nią, wbiła jej paznokcie w szyję, a następnie zarzuciła jej powróz, którym mocno zaczęła ściskać krtań swojej ofierze – relacjonował reporter TD. – Gersonówna w chwili zarzucenia jej pętli na szyję zdołała krzyknąć głosem największego przerażenia…” Ratunek Odgłosy szamotaniny zaniepokoiły sąsiadów, którzy przyszli zobaczyć, co się dzieje. Na miejscu zastali służącą przygniatającą Gersonównę do podłogi. Gomulińska próbowała się tłumaczyć, że to wariatka i tylko w ten sposób można powstrzymać jej napad szału. Ten argument jednak sąsiadów nie przekonał, podobnie jak wezwanego policjanta, który odprowadził dusicielkę na komisariat przy Wałach. Nieprzytomna ofiara trafiła do szpitala, gdzie później odwiedził ją fotograf „Tajnego Detektywa” uwieczniając pręgi na szyi kobiety. Dusicielka została zamknięta w celi nr 7. Podczas przesłuchania starała się początkowo przekonać śledczych, że działała na zlecenie swoich tajemniczych kompanów, szybko jednak okazało się, że napad był tylko i wyłącznie jej pomysłem. Miała zamiar zamordować krewną swojej chlebodawczyni i obrabować mieszkanie. Policjanci zaczęli łączyć wypadki toruńskie ze zbrodnią, jaka wydarzyła się nieco wcześniej w Aleksandrowie. Kolejnych zarzutów postawić już jednak nie zdołali.
„Było to w nocy z 9 na 10 stycznia około godz. 3 nad ranem – czytamy w „Detektywie”. – Do celi zaglądał od czasu do czasu przez kratę dozorca więzienny oraz posterunkowy. Gomulińska potrafiła jednak zmylić czujność straży i o godz. 6 zerwawszy z siebie bluzkę porwała ją na strzępy, z których ukręciła sznur i przymocowawszy go jednym końcem do kraty w oknie, powiesiła się. Przybyły na miejsce lekarz zastał już tylko zimne zwłoki i skonstatował śmierć. (…) Na miejsce wypadku udał się natychmiast przedstawiciel „Tajnego Detektywa”, którego oczom przedstawił się niesamowity widok. Na twardem łożu więziennem leżały zwłoki młodej kobiety. U okna wisiał sznur”. Dalszy opis sobie darujemy. Fotograf TD dotarł zresztą również do celi. Sporo numerów „Tajnego Detektywa” można znaleźć w Mazowieckiej Bibliotece Cyfrowej () oraz blogu „Tajny Detektyw!” Dzięki umieszczonych w przedwojennym czasopiśmie szczegółowym informacjom, możemy ustalić, gdzie rozegrał się opisywany dramat. Układ pomieszczeń w dawnym areszcie się zmienił, drzwi prowadzące kiedyś do celi numer 7, na zdjęciu z 1933 roku oznaczone krzyżykiem, nadal jednak znajdują się na swoim miejscu. Dziś jest tam jedno z biur magistrackiego Wydziału Inwestycji i Remontów. Podobnych historii mury gmachu przy Wałach generała Sikorskiego 10 z pewnością mogą opowiedzieć znacznie więcej. Każdy wiekowy budynek w Toruniu ma przecież bogate dzieje. Ciekawe, zaskakujące, czasami śmieszne, a czasami straszne. Na marginesie „Tajny Detektyw” był wydawany przez Mariana Dąbrowskiego, największego potentata prasowego II RP. W 1932 roku wartość jego koncernu była szacowana na 1,5 miliona dolarów, zatrudniał 1400 pracowników, wydawał „Ilustrowany Kurier Codzienny” oraz 5 ilustrowanych tygodników w nakładzie 200 tysięcy egzemplarzy. Dąbrowski był również posłem na Sejm oraz radnym Krakowa, wielce dla starej stolicy zasłużonym. Fundował nagrody dla młodych malarzy i wspierał finansowo budowę nowego gmachu dla Muzeum Narodowego. W 1925 przed Pomnikiem Grunwaldzkim ufundował Pomnik Nieznanego Żołnierza. Był pomysłodawcą powstania Teatru Bagatela oraz podjęcia prac badawczych na Kopcu Krakusa.
Był również wieloletnim członkiem Towarzystwa Przyjaciół Sztuk Pięknych, od 1927 zasiadał w jego władzach, w latach 1935-1939 będąc jego prezesem. Był także członkiem Towarzystwa Operowego i Towarzystwa Oratoryjnego. Propagował rozwój sportu: organizował od 1922 Bieg Okrężny o puchar IKC-a, wyścig kolarski na trasie Kraków-Katowice-Kraków, pomagał przy wyścigach motocyklowych i samochodowych. Za popularyzowanie walorów turystycznych Tatr w marcu 1931 zostało mu przyznane honorowe obywatelstwo Zakopanego. Kiedy wybuchła II wojna światowa, Dąbrowski przebywał we Francji. Do kraju, gdzie znajdowało się źródło jego majątku, wrócić nie mógł, a zgromadzone na koncie oszczędności szybko się wyczerpały. Zapomniany przez wszystkich nędzarz zmarł w Miami w dniu swoich 80. urodzin. Po latach jego prochy sprowadzono do Krakowa i złożono na Cmentarzu Rakowickim.  Tygodnik Dąbrowskiego cieszył się ogromną popularnością, mimo tego że znalazł się pod ostrzałem hierarchów kościoła. Swoje zastrzeżenia zgłaszała również policja. „Detektyw” miał utrudniać funkcjonariuszom prowadzenie śledztw oraz inspirować przestępców. W tym mogło być ziarno prawdy, ponieważ do wpływu na „Detektywa” przyznał się jeden z sądzonych morderców. Na wieść o tym Dąbrowski zamknął pismo.

COMMENTS