HomePILNE

Donald Tusk ponownie przewodniczącym Rady Europejskiej!

Donald Tusk ponownie przewodniczącym Rady Europejskiej!

Donald Tusk został ponownie wybrany na szefa Rady Europejskiej. Decyzję podjęli unijni liderzy na szczycie w Brukseli. Głosowało za nim 27 państw Unii Europejskiej  przy sprzeciwie Polski.

Niespodzianek nie było. Choć polski rząd różnymi sposobami do końca próbował zablokować wybór Donalda Tuska, został on wybrany na drugą kadencję jako przewodniczący Rady Europejskiej. Dostał poparcie niemal wszystkich państw UE.

Szczyt UE zaczął się w czwartek o godz. 16. Beata Szydło do samego końca starała się zablokować reelekcję Tyska. Od razu na początku szczytu polska premier złożyła wniosek o przełożenie głosowania w sprawie wyboru przewodniczącego Rady Europejskiej – ale wniosek został z miejsca odrzucony. O godz 16.30 Tusk wyszedł z sali obrad. Zgodnie z wcześniejszym planem w czasie dyskusji nad jego kandydaturą i głosowaniem mu poświęconym miało być nieobecny. Obradami Rady kierował premier Malty Joseph Muscat (jego kraj przewodniczy w tym półroczu pracom UE). Niecałe pół godziny później było po wszystkim. Donalda Tuska wybrano, by przez drugą kadencję kierował pracami Unii.

– Dziękuję za trzymanie kciuków i serdeczne wsparcie. Pomogło! – napisał Tusk na Twitterze 52 minuty po rozpoczęciu szczytu.

Wprawdzie wybór Tuska bardzo długo wydawał się być formalnością, ale w ostatnich tygodniach pojawiło się przy nim coraz więcej wątpliwości. Przede wszystkim ze względu na ofensywą Polski, która dążyła do zatrzymania jego kandydatury. Z tego powodu rząd wystawił kontrkandydata Jacka Saryusz-Wolskiego i mocno lobbował za jego kandydaturą.

Nawet tuż przed szczytem Beata Szydło podkreślała, że będzie próbować zablokować wybór Tuska. – Nie ma zgody na to, by państwo członkowskie, które inny pogląd, nie było wysłuchane. Tu chodzi o zasady. Nigdy nie zgodzę się na prymat siły nad zasadami. Dla Polski jest oczywiste, że zasadami się nie handluje. Nie ma zgody na to, by przewodniczącym Rady Europejskiej – ktokolwiek by to był – została osoba bez zgody państwa, z którego pochodzi. To jest kwestia zasad. Polska będzie do końca broniła zasad, które są fundamentem Unii Europejskiej. Państwa, które tego nie rozumieją, prowadzą do destabilizacji. Nic bez nas, bez naszej zgody – oświadczyła Beata Szydło przed rozpoczynającym się szczytem UE. Nie odpowiedziała na pytania dziennikarzy.

Wcześniej polski rząd sugerował, że jest gotów nawet zerwać szczyt UE. Doniesienia z MSZ mówiły, że oczekuje przynajmniej odłożenia głosowania w sprawie wyboru nowego przewodniczącego Rady. Wybór Tuska w czwartek określa jako “narzucanie kandydata siłą”. W takiej sytuacji Beata Szydło jest gotowa nie podpisać ostatecznych ustaleń szczytu, doprowadzając w ten sposób do jego zerwania. Takie informacje podał w środę wieczorem portal Wpolityce.pl. Witold Waszczykowski w czwartek rano w wywiadzie telewizyjnym zasugerował, że takie rozwiązanie jest brane pod uwagę.

Mimo to nie udało się przekonać europejskich partnerów do polskich postulatów. Nawet Viktor Orban tuż przed szczytem publicznie opowiedział się za Tuskiem. Według nieoficjalnych doniesień tylko Wielka Brytania wstrzymała się od głosu. Pozostałe kraje UE (oprócz Polski) były za byłym polskim premierem.

Ale szczyt UE to nie tylko kwestia wyboru przewodniczącego. O ile w polskich mediach został sprowadzony do pojedynku (mocno jednak wirtualnego) Donalda Tuska i Jacka Saryusz-Wolskiego, to już w prasie krajów Europy Zachodniej ta kwestia prawie się nie pojawia. Co najwyżej pojawiają się krótkie notki o zamieszaniu wokół wyboru Tuska, ale na potwierdzenie tego cytowany jest list, który Beata Szydło wysłała do przywódców krajów UE, a nie zgłoszona przez polski rząd kandydatura europosła Platformy. Najwięcej uwagi przykuwa jednak kwestia całkowicie inna – przyszłość Europy.

Samo hasło brzmi bardzo abstrakcyjnie, ale nie chodzi tu o pompatyczne stwierdzenia o tym, że ważą się losy całej Europy. Dziś jest wystarczająco wiele przesłanek za tym, by taką właśnie tezę postawić. W ciągu najbliższych dwóch miesięcy cała sytuacja nabierze bardzo konkretnej treści. Wiele wskazuje na to, że w przyszłości właśnie rok 2017 będzie wymieniany jako ten, gdy rozpoczął się proces głębokiej rekonstrukcji wewnątrz Europy.

Dlaczego? Dziś w Europie nakładają się na siebie dwa cykle. Z jednej strony widać rosnącą falę eurosceptycyzmu, która daje o sobie znać w kolejnych krajach europejskich. Z drugiej strony coraz bardziej aktywni są euroentuzjaści, którzy próbują wykorzystać obecny kryzys (Brexit) do zacieśnienia integracji UE, wykonania kolejnego kroku w kierunku europejskiego superpaństwa.

Obie strony w najbliższych tygodniach usłyszą: sprawdzam. Dla eurosceptyków realnym testem na to, czy ich poglądy znajdują szerokie poparcie, będą wybory w Holandii i we Francji. W pierwszym kraju realne szanse w wyborach parlamentarnych (odbędą się w najbliższą środę) na zwycięstwo ma Partia Wolności. Jej lider Geert Wilders jest typowym eurosceptykiem, właściwie na jego przykładzie można by tworzyć definicje eurosceptycyzmu. Z kolei we Francji na przełomie kwietnia i maja odbędą się wybory prezydenckie, w których o zwycięstwo walczy inna eurosceptyczna Marine Le Pen. To, że wejdzie do drugiej tury, jest niemal przesądzone. Ale czy zdoła odnieść końcowy triumf? Przy tym zdaniu stoi wielki znak zapytania. Tak samo jak przy kwestii dotyczącej tego, czy Wilders zdoła przejąć władzę w Holandii.

Z kolei euroentuzjaści próbują wykorzystać swe przewagi w reprezentacji w instytucjach unijnych i dążą do wprowadzenia zapisów zacieśniających integrację. Dla nich chwilą prawdy będzie nieformalny szczyt UE w Rzymie zaplanowany na 25 marca. Wtedy zostanie przyjęta deklaracja, pokazująca pomysły na Unię na następne 10 lat. Na razie na stole leży pięć propozycji, co w tej deklaracji ma się znaleźć, przedstawionych przez Komisję Europejską. Przywódcy krajów UE będą o tym dyskutować w piątek, podczas drugiego dnia szczytu.

Nie wiadomo, jakie będą konkluzje tych rozmów, ale można się domyślać. Głównie z tego, co było słychać podczas niedawnego spotkania przywódców Francji, Niemiec, Hiszpanii i Włoch w Wersalu. Tam cała czwórka zgodnie opowiedziała się za budową Europy wielu prędkości. – Jedność nie oznacza uniformizacji – mówił po tym spotkaniu Francois Hollande, prezydent Francji. Także Angela Merkel opowiadała się za większym zróżnicowaniem wewnętrznych UE.

Takie postulaty to woda na młyn federalistów. Już jakiś czas temu pogodzili się oni z myślą, że nie uda się całej UE przyspieszyć do tego stopnia, żeby stworzyły jedno wspólne państwo europejskie, coś na kształt Stanów Zjednoczonej Europy. Dlatego teraz dojrzał pomysł, aby dokonać bliższej integracji wewnątrz części państw unijnych, przede wszystkim z Europy Zachodniej. Właśnie ważą się decyzje o tym, w jakich kwestiach nastąpi ta integracja i jakie kraje do niej dołączą.
\Wiadomo, że nie wszystkim krajom ten projekt się podoba. Równolegle do spotkania w Wersalu doszło do miniszczytu premierów grupy wyszehradkiej. Oni zgodnie orzekli, że Europa wielu prędkości jest rozwiązaniem złym. W piątek na szczycie UE będą próbowali to wytłumaczyć swoim odpowiednikom z pozostałych państw. Kto wie, czy językiem u wagi nie okażą się w tym przypadku kraje Europy północnej. Skandynawowie trzymają się z boku tych dyskusji, ale oni tradycyjnie unikają wchodzenia w procesy bliższej integracji. Teraz ich głos może być kluczowy.

TS/Agaton Koziński, Fot. Dreamstime.com

COMMENTS