HomePOLSKA

Dlaczego kliniki wstrzymują przyjęcia pacjentów zakwalifikowanych do zabiegu in vitro ?

Dlaczego kliniki wstrzymują przyjęcia pacjentów zakwalifikowanych do zabiegu in vitro ?

Minister zdrowia Marian Zembala przedłużył rządowy projekt finansowania in-vitro z budżetu państwa do 2019 r. Przeciwni temu są politycy PiSu, którzy wkrótce obejmą władzę w parlamencie.

 

Na program finansowania in-vitro do 2019 roku ma zostać przeznaczonych ponad 300 mln zł. Finansowaniu in-vitro z budżetu sprzeciwia się jednak PiS. Dyrektorzy niektórych klinik obawiają się, że nowy rząd odetnie im finansowanie z budżetu państwa i, w związku z tym, niektóre z nich wstrzymały przyjmowanie kolejnych par czekając na decyzje nowego ministra zdrowia.

 

– To nie jest kwestia ciosu w kliniki, to kwestia ciosu w pacjenta. W zwykłego obywatela tego kraju, który będzie, lub nie będzie miał, dostępu do leczenia – mówi prof. Rafał Kurzawa, przewodniczący Sekcji Płodności i Niepłodności Polskiego Towarzystwa Ginekologicznego i właściciel szczecińskiej kliniki VitroLive. Jak stwierdził, ograniczenie finansowania oznacza, że pacjent będzie musiał płacić za leczenie z własnej kieszeni, a to spowoduje, że dostępność metody będzie mniejsza, mniej par będzie leczonych i problem bezdzietności w Polsce będzie narastał.

 

– Polska jest na dziwnej huśtawce polegającej na tym, że in vitro łączy się z polityką. To niewłaściwe podejście. To normalna metoda terapeutyczna, która, choć w różnym stopniu, finansowana jest w zdecydowanej większości krajów na świecie. Według niego metoda sztucznego zapłodnienia jest wspierana przez państwo, ponieważ ma to swój skutek ekonomiczny. – Dzieci się rodzą, dorastają, pracują, płacą podatki itd. Choć brzmi banalnie, taka jest prawda – mówi Kurzawa.

 

Dyrektorzy klinik obawiają się, że nowy rząd odetnie im finansowanie z budżetu państwa i czekają na decyzje nowego ministra zdrowia. Stanisław Karczewski, jeden z kandydatów na szefa tego resortu tłumaczy: – Uważamy, że tego typu procedury nie powinny być finansowane z budżetu państwa. W służbie zdrowia są tak duże braki, i to jeśli chodzi o świadczenia ratujące życie czy leczenie dzieci i osób starszych, że żadne uszczuplanie środków publicznych nie jest wskazane. Z kolei były wiceminister zdrowia z Prawa i Sprawiedliwości Bolesław Piecha nazwał program „milionami złotych wyrzuconymi w błoto”.

 

Niektóre z klinik, które wykorzystały już przewidziane na 2015 r. pieniądze z budżetu, wstrzymały przyjmowanie kolejnych par. Choć minister Zembala podpisał program wspierania in vitro do 2019 r., a w projekcie przyszłorocznego budżetu są zarezerwowane pieniądze na finansowanie sztucznego zapłodnienia, ostateczną wersję budżetu będzie przyjmować nowy rząd i nowy parlament.

 

Według Katarzyny Goch, rzeczniczki kliniki leczenia niepłodności Invicta, program rządowy jest przede wszystkim rozwiązaniem dla pacjentów, a rezygnacja z niego uderzy głównie w pary, których nie stać na samodzielne opłacenie specjalistycznego leczenia i dla których kwestia finansowa może być barierą nie do przejścia. – Koszt procedury in vitro zależy od indywidualnej sytuacji, ale wynosi mniej więcej od kilku do kilkunastu tysięcy złotych. Niektóre pary z pewnością zrobią wszystko, by rozpocząć terapię, będa prosić o wsparcie bliskich lub korzystać z kredytu – mówi Goch.

 

Nowy rząd, chcąc wprowadzić zmiany, może spotkać się z oporem osób popierających metodę sztucznego zapłodnienia. Jak mówi Katarzyna Goch: – Są organizacje pacjenckie, które zrzeszają pary borykające się z takim problemem. Myślę, że one na pewno będą zabierały głos. I będą – wspólnie z lekarzami – starały się w jakiś sposób na władzę wpłynąć by pokazać, że leczenie metodą zapłodnienia pozaustrojowego nie jest czyimś kaprysem, a formą terapii, walką o największe życiowe marzenie, które w inny sposób trudno spełnić. Szacuje się, że niepłodność dotyka ok. 15-20 proc. par. Większość osób, przynajmniej jedną taka parę w swoim otoczeniu spotkała – mówi.

COMMENTS