Detroit walczy z graffiti

Detroit walczy z graffiti

Władze Detroit próbują oczyścić miasto z graffiti szpecących budynki. Nie wszyscy są jednak zadowoleni ze sposobu, w jaki administracja próbuje zrealizować swój plan.

Właścicielowi każdej zamalowanej nieruchomości miasto daje siedem dni na to, aby sam pozbył się graffiti. Jeżeli tego nie zrobi, władze robią to za niego i naliczają przy okazji dużą sumę należnego. Freddie Jones Jr, właściciel lokalu na Mack Avenue, musiał zapłacić za taką usługę blisko tysiąc dolarów. Jak twierdzi, miasto wzięło się do pracy zaledwie trzy dni po tym, jak dowiedział się o nakazie, i cztery dni przed rozprawą w tej sprawie.

– To jasne, że robią to dla pieniędzy. Gdybym dostał szansę, sam bym się tym zajął, nie byłoby problemu – powiedział.

Roosevelt Hendrix, inny właściciel lokalu na Mack Avenue, miał więcej szczęscia – w porę zamalował graffiti i uniknął kary. – Mieliśmy szczęście, że sami zdążyliśmy się tym zająć, bo takie 1500 dolarów – kto ma tyle kasy na jakieś graffiti? – powiedział.

Walka z zalewającymi miasto malunkami – nierzadko niskiej jakości – to priorytet burmistrza Mike’a Duggana. Wycelowana jest nie tylko we właścicieli, ale i autorów. W ubiegłym miesiącu miasto oskarżyło w sądzie Sheparda Faireya, światowej sławy artystę, który według władz namalował przynajmniej 18 obrazków w mieście, powodując straty liczone w tysiącach dolarów.

(dr)



COMMENTS

WORDPRESS: 0