Darek Rodewald: Drugi raz wygrałem Rajd Dakar!

Darek Rodewald: Drugi raz wygrałem Rajd Dakar!

Darek Rodewald, 32-letni mechanik z Olesna po raz drugi w swoim życiu wygrał słynny Rajd Dakar. Startował w kategorii ciężarówek. W jego teamie byli: kierowca Gerard de Rooy i nawigator Moises Torrallardona.

Nie Hołowczyc, nie Małysz, nie Sonik, ale Darek Rodewald, mechanik z Olesna, jest pierwszym Polakiem, który wygrał Rajd Dakar i jedynym który dokonał tego dwa razy: w 2012 i w tym roku. – I bardzo dobrze się z tym czuję! Prawdę mówiąc, w tym roku nie spodziewaliśmy się zwycięstwa, co było nawet widać w pierwszym etapach. Tegoroczna trasa to nie był rajd dla nas. Były to szybkie odcinki, wszyscy jechali tym samym tempem, zwłaszcza że ciężarówki mają blokadę do prędkości 140 km/h. Nasz kierowca Gerard de Rooy pokazuje swoją przewagę dopiero przy ekstremalnie trudnych warunkach. Kiedy wjechaliśmy na pustynię, to pokazał potęgę naszego teamu. W pewnym momencie mieliśmy 1,5 godziny przewagi. W ostatnich trzech etapach pilnowaliśmy tylko tej przewagi.
 
W ubiegłym roku trąbiliście, że jedziecie po zwycięstwo, a skończyliście dopiero na 9 miejscu. Teraz bez napinania się wygraliście. Może właśnie to pomogło? – To też prawda. Psychologicznie załatwiliśmy zawodników z Kamaza. Nie umieli nic zrobić, nie mogli nas blokować na trasie, bo wszyscy kierowcy z naszego teamu jechali bardzo dobrze.
 
Jak wygląda takie blokowanie? – Tak bywało w poprzednich latach. Dwa Kamazy jechały przed nami. Ten drugi zwalniał. Kiedy dojeżdżaliśmy i przyciskaliśmy sygnał,że chcemy wyprzedzać (wtedy kierowca pod groźbą kary musi zjechać z drogi), kierowca Kamaza nagle dodawał gazu, więc nie blokował nas, unikając kary. My jechaliśmy za to zanim w chmurze kurzu. Takie powtarzały się kilka razy. Oczywiście w tym czasie pierwszy Kamaz odjeżdżał nam z przodu.
 
W tym roku zarobiliście 2 minuty kary? Za co? – Za przekroczenie prędkości. Ciężarówki mają limit 140 km/h. Szybciej nie mogą jechać.
 
O ile przekroczyliście prędkość? – O 1 kilometr na godzinę! Zjeżdżaliśmy z górki, auto się rozpędziło. Nawet tak minimalne przekroczenie GPS od razu zarejestruje ii organizatorzy doliczają karny czas.
 
W ostatnich ośmiu latach, odkąd Rajd Dakar organizowany jest w Ameryce Południowej, rosyjski Kamaz tylko dwa razy nie wygrał wyścigu ciężarówek. W obu przypadkach wygraliście wy. Może w tym roku kryzys w Rosji zaszkodził również Kamazowi? – Nieoficjalnie wiem, że mają zmniejszony budżet. Ale i tak każda ekipa chciałaby mieć ten budżet. W rajdowej ekipie Kamaza na stałe pracuje 130 osób. Dla porównania w naszym Teamie de Rooy przez cały rok pracuje tylko 5 osób. Niedługo dojdzie 1 osoba, co bardzo mnie cieszy.
 
Adam Małysz bardzo narzekał na was, tzn. na kierowców ciężarówek. Mówił, że blokowaliście mu trasę. – Rozmawialiśmy oo tym w czasie rajdu. To wina organizatorów, że na niektórych etapach puszczają nas razem z samochodami osobowymi, a tylko my mamy blokady prędkości. Ciężarówki oczywiście zjeżdżają z drogi, kiedy kierowca osobowej rajdówki daje sygnał, że chce wyprzedzać. Kiedy jednak kierowca samochodu musi wyprzedzić wiele ciężarówek, traci dużo czasu. Jednak na trudnych odcinkach mało kto zdołał wyprzedzić naszą ciężarówkę. Jeden z etapów skończyliśmy na IV miejscu, to znaczy przed nami były tylko trzy najlepsze samochody osobowe, mimo że one nie mają blokady prędkości! Żartowaliśmy nawet ze zwycięzcą ubiegłorocznego Dakaru, Nasirem al-Atijją, który był tuż przed nami, żeby ustalił, czy zjedzie w lewo czy w prawo, kiedy będziemy trąbić, że chcemy go wyprzedzić.
 
Najtrudniejszy moment w tegorocznym Teamie Dakar? – Kiedy jechaliśmy w wysokich górach na wysokości 4500. Na dole było 40 stopni Celsjusza, a do góry leżał śnieg. Na tej wysokości powietrze jest tak rozrzedzone, że boli głowa. Niektórzy mieli wymioty, biegunkę, my na szczęście kondycyjnie bardzo dobrze przygotowaliśmy się do rajdu. Był też awarie, które musiałem naprawiać prawie całą noc, spałem tylko 2 godziny. Ale taka jest rola mechanika pokładowego, takie sytuacje zdarzają co roku. Zresztą te dwie godziny spałem tylko dlatego, że mechanik pokładowy musi choć trochę się przespać. Nie może zasnąć podczas etapu w ciężarówce, bo może złamać kark. Dlatego ja przespałem się dwie godziny, a moi koledzy mechanicy pracowali całą noc. Potem przejechali na następny biwak i dopiero tam poszli spać.
 
Są i tacy, którzy próbują umniejszyć twój sukces. Mówią, że rajd wygrał Gerard de Rooy, a nie Darek Rodewald. – Ależ ja zawsze powtarzam, że jestem tylko mechanikiem pokładowym, to kierowca liczy się najbardziej. Jestem jednak członkiem teamu, mam licencję rajdową, pokonuję cały ten rajd. Każdy może mówić o mnie, co chce. Ja z uśmiechem i z dumą patrzę na trzech Beduinów w mojej szafce (puchary Rajdu Dakar – dwa za zwycięstwo, jeden za II miejsce). Na razie stoją 3 Beduini, a może ich być jeszcze więcej, bo za rok znowu jadę na Rajd Dakar! Mógłbym chodzić do mediów, chwalić się, że wygrałem dwa razy Rajd Dakar, czego nie dokonał żaden inny Polak. Ale ja tego nie potrzebuję, nie potrzebuję medialnego szumu. Nie mam na to nawet czasu. Wczoraj przyleciałem z Ameryki Południowej, teraz trochę odpocznę, a już za chwilę będę rozbierał ciężarówkę i przygotowywał ją na następne rajdy.
 
Przyjedziesz także do Olesna? – Tak, i to już za dwa tygodnie. Być może kiedyś uda mi się przywieźć ze sobą naszą rajdową ciężarówkę Iveco Powerstar Strator Torpedo. Chciałbym pokazać w Oleśnie moje dzieło. Bo to mechanik pokładowy buduje ciężarówkę, którą startuje w rajdzie.

AIP, foto Team de Rooy



COMMENTS

WORDPRESS: 0