Bełchatów. Prezydent zatrudniła córkę w swojej kancelarii, dyrektor muzeum dał pracę synowi

Bełchatów. Prezydent zatrudniła córkę w swojej kancelarii, dyrektor muzeum dał pracę synowi

Córka Marioli Czechowskiej pracuje w kancelarii prezydenta miasta. Z kolei syn dyrektora muzeum jest zatrudniony w kierowanej przez Marka Tokarka placówce. To już kumoterstwo, czy może zwykła rodzicielska troska o dobro dziecka? Bo z prawnego punktu widzenia wszystko jest w porządku. 

Córka prezydent Bełchatowa Marioli Czechowskiej, została z początkiem stycznia pracownicą magistratu. Mało tego, zajmuje stanowisko w komórce, która nadzorowana jest bezpośrednio przez Mariolę Czechowską, czyli w kancelarii prezydenta. W praktyce obie panie pracują niemal „przez ścianę”, bo kancelaria znajduje się przecież w bezpośrednim sąsiedztwie gabinetu pani prezydent. Córka Marioli Czechowskiej nie zajmuje eksponowanego czy szczególnie dobrze opłacanego stanowiska. Została zatrudniona na umowę o pracę jako pomoc administracyjna. Jak informują służby prasowe magistratu, umowa ta podpisana została na trzy miesiące. Ma następujący zakres obowiązków: zakładanie teczek aktowych, rejestrowanie spraw w spisach spraw, przekazywanie akt spraw do archiwum zgodnie z obowiązującymi procedurami, przygotowywanie pism, przygotowywanie materiałów na posiedzenia rozstrzygające. Dla niespełna 25-letniej córki prezydent Bełchatowa to kolejny etap pracy w strukturach samorządowych.

 

Zanim trafiła do kancelarii Marioli Czechowskiej w magistracie, niemal przez dwa lata pracowała w Muzeum Regionalnym. Wcześniej zatrudniona była na szeregowym stanowisku w Urzędzie Gminy w Bełchatowie. I tylko na marginesie można dodać, że prezydent Beł-chatowa i ówczesny wójt gminy Bełchatów, Kamil Ładziak, są spokrewnieni. Jak fakt zatrudnienia córki we własnej kancelarii komentuje prezydent Bełchatowa? Mariola Czechowska podkreśla, że nie zamierzała i nie zamierza ukrywać faktu, że jej córka pracuje w magistracie. Jak mówi, wcześniej pracowała w muzeum, ale w bu-dynku, w którym ulokowana jest ta placówka, panuje grzyb i ze względu na stan zdrowia córki, musiała szybko znaleźć dla niej nowe miejsce pracy. Mariola Czechowska podkreśla, że jej córka nie zajmuje żadnego eksponowanego stanowiska, jest szeregową urzędniczką. Bardzo prawdopodobne też, że z czasem zostanie przeniesiona do innego wydziału.

 

Jest prawo, ale jest i obyczaj…

 

Jeśli chodzi o zgodność z przepisami, to w tym konkretnym przypadku wszystko jest w porządku. Na stanowisko pomocy administracyjnej nie trzeba ogłaszać konkursu. Służby prasowe magistratu podkreślają jednocześnie, że w tym wypadku nie zostało złamane prawo, bo córka pani prezydent nie podlega bezpośrednio matce. Jej przełożoną jest dyrektor kancelarii, czyli Jolanta Fidyka. O tym, że brak bezpośredniej podległości służbowej przesądza, iż w tej sytuacji nie dochodzi do złamania prawa, mówi również Grzegorz Makowski, specjalista zajmujący się w Fundacji Batorego problematyką państwa prawa. Ale, jak Makowski podkreśla w odniesieniu do tej konkretnej sytuacji „jest prawo, ale jest i obyczaj”. – Zapisy związane z prawem mogą być zachowane, bo w przepisach wszystkiego nie sposób wskazać detalicznie – podkreśla Grzegorz Makowski. – Natomiast taka sytuacja nie powinna się zdarzyć, bo po prostu nie wygląda to dobrze. Polityk, czy to lokalny, czy też funkcjonujący na szczeblu centralnym, nie powinien w ten sposób działać, bo od razu rodzi to podejrzenia, że rozdaje stanowiska – wskazuje specjalista z Fundacji Batorego. W tym konkretnym przypadku, jak podkreśla Grzegorz Makowski, nie można mówić o synekurze (czyli dobrze płatnej posadzie, która nie wymaga od zatrudnionego większego wysiłku), bo córka pani prezydent nie zajmuje stanowiska, na którym zarabia się krocie.

 

– Określenie „nepotyzm” również wydaje się w tym wypadku zbyt mocne – rozważa Makowski.- Wydaje mi się, że tej sytuacji właściwie będzie mówić o kumoterstwie – podpowiada. Zaznacza również, że takie zachowanie polityka jest bardzo ryzykowne z wizerunkowego punktu widzenia. – Polityk może komentować to w ten sposób, że z prawnego punktu widzenia wszystko jest w porządku. I jest. Ale to przysłowiowe „błoto” zostaje – podkreśla Grzegorz Makowski. Komentarzy na ten temat nie brakuje także w samym magistracie. – Dostaję dokument, na którym podpisane są dwie panie Czechowskie, matka i córka – mówi jeden z wieloletnich pracowników urzędu. Oczywiście anonimowo. – Rozumiem różne względy, ale cała ta sytuacja jest po prostu niesmaczna, na pewno można było to rozwiązać jakoś inaczej – mówi. W gronie bliskich współpracowników Marioli Czechowskiej trudno znaleźć kogoś, kto zdecydowałby się na oficjalne skomentowanie tej sytuacji. Piotr Wysocki, przewodniczący Rady Miejskiej, polityk PiS i kilka miesięcy temu kontrkandydat Marioli Cze-chowskiej w wyborach prezydenckich, który w czasie kampanii wiele razy krytykował personalne decyzje pani prezydent, mówi, że trudno mu komentować tę sytuację. – Rozmawiałem na ten temat z panią prezydent. Wiem, że zatrudniając córkę kierowała się troską o zdrowie dziecka i za takim a nie innym rozwiązaniem były naprawdę poważne argumenty – podkreśla Wysocki. – Nie wiem, jak zachowałbym się, gdyby dane mi było znaleźć się w podobnej sytuacji, ale być może próbowałbym znaleźć inne rozwiązanie – dodaje dyplomatycznie.

 

W muzeum też rodzinnie

 

O tym, że „na klatę” będzie brać wszystkie komentarze, mówi też Marek Tokarek, dyrektor Muzeum Regionalnego w Bełchatowie. Powód ma podobny, ja w przypadku pani prezydent. Różnica jest taka, że Marek Tokarek w placówce, którą kieruje, zatrudnił swego syna. Ten pracuje w muzeum od kilkunastu dni, zajmuje niezbyt eksponowane stanowisko młodszego dokumentalisty. Etat zwolnił się po tym, gdy córka prezydent Marioli Czechowskiej przeszła do pracy w Urzędzie Miasta. Choć, jak podkreśla dyrektor muzeum regionalnego, jego syn ma teraz nieco inny zakres obowiązków, obejmujący również zadania, które jeszcze niedawno wypełniali pracownicy zatrudnieni na innych stanowiskach w tej placówce. – Od czasu, gdy objąłem funkcję dyrektora, liczba etatów w muzeum spadła z 14,5 do 11 – podkreśla Marek Tokarek. Dlaczego jednak zdecydował się dać pracę akurat własnemu dziecku, skoro na to stanowisko znalazłoby się pewnie więcej chętnych spoza rodziny? Dyrektor muzeum tłumaczy, że po tym, jak pojawił się następny wakat w placówce, trzeba było szybko znaleźć pracownika, który obejmie wakujące miejsce.

 

Dlatego właśnie, jak mówi, zdecydował się na zatrudnienie syna. Marek Tokarek podkreśla równocześnie, że nie jest to stanowisko, na którym zarabia się „kokosy”. Uposażenie jest eufemistycznie określając, skromne. – Ale liczę się z tym, że pojawią się teraz nieprzychylne komentarze na ten temat – przyznaje. W magistracie kierownicze stanowisko zajmuje od niedawna również inna osoba o znanym nazwisku. Chodzi o Dominikę Dobkowską- Sidek, prywatnie córkę senatora PiS, Wiesława Dobkowskiego, który wspierał i wspiera politycznie prezydent Mariolę Czechowską. Dominika Dobkowska-Sidek była pracownicą wydziału lokalowego w Urzędzie Miasta, w wyborach kandydowała z „dwójką” do rady powiatu z list PiS, oficjalnie popierała także kandydaturę Czechowskiej w wyborach prezydenckich. Po tym, jak zwolniło się tam stanowisko dyrektora, powierzono jej obowiązki osoby kierującej tą komórką. Na razie pozostaje p.o. i, jak wynika z informacji przygotowanych przez biuro prasowe magistratu, będzie tak do czasu rozstrzygnięcia konkursu na stanowisko dyrektora. Ogłoszony ma być wkrótce.

 

Ewa Drzazga aip



COMMENTS

WORDPRESS: 0