Artur Boruc: Za wcześnie, żeby zatęsknić za reprezentacją

Artur Boruc: Za wcześnie, żeby zatęsknić za reprezentacją

Spędziłem w kadrze sporo czasu, nadszedł czas innych – tłumaczy Artur Boruc, który 1 marca poinformował, że zakończył reprezentacyjną karierę. Bramkarz, który w narodowej drużynie rozegrał rekordowe 64 mecze, gry w piłkę jeszcze nie kończy. W drugi weekend sierpnia rozpocznie sezon Premier League w barwach Bournemouth, gdzie ostatnio przybył mu rywal.

Artur Boruc, były bramkarz reprezentacji Polski. Jak się Pan czuje, słysząc to? Świetnie! Lata lecą, ale poczucia humoru i dystansu do siebie nigdy mi nie zabraknie.

 

Pana rozstanie z reprezentacją nie było w Pana stylu. Ni stąd, ni zowąd 1 marca poinformował Pan, że kończy grę w kadrze.
Zwyczajnie przyszedł na to czas. Mamy wielu młodszych, bardzo dobrych bramkarzy. Ostatnio w kadrze pełniłem rolę inną, niż kilka lat temu. Coraz trudniej znosiłem czas na zgrupowaniach, w hotelach…

 

Nie chciał Pan być trzecim bramkarzem.
Wiadomo, w tej roli nikt nie czułby się komfortowo. Poza tym jestem człowiekiem… leciwym (śmiech). Spędziłem w kadrze sporo czasu, nadszedł czas innych. Te i inne rzeczy miały wpływ, że zakończyłem reprezentacyjną karierę.

 

Nie szkoda Panu, że w czasach, kiedy był Pan kluczową postacią kadry, jak podczas mistrzostw świata w 2006 r. czy Europy w 2008 r. drużyna nie była tak dobra, jak obecnie?
Nie, na takie czasy trafiłem. Tego nie przeskoczę.

 

To na co stać Polskę podczas mistrzostw świata w Rosji?
Pomału, pomału. Skupmy się na awansie. Jesteśmy blisko, ale zagajmy cztery ostatnie mecze i wtedy będziemy gdybać.

 

W najbliższym zagramy w Kopenhadze z Danią. Trzymam kciuki, żebyśmy byli po nim bliżej awansu. Natomiast w czasie spotkania postaram się znaleźć jakieś zajęcie przy okazji, żebym za mocno nie wkręcił się w jego oglądanie.

 

Trudno ogląda się Panu mecze kadry?
Zdecydowanie. Choć miałem w swojej przygodzie z piłką kilka momentów, kiedy musiałem oglądać ją w telewizji, to wciąż nie jest to przyjemne.

 

Tęskni Pan?
Za wcześnie, żeby zatęsknić. Po prostu nie jest to fajne. Jednak taka kolej rzeczy.

 

Jednak z grą w klubie Pan nie skończył. Wyznaczył Pan sobie datę przejścia na emeryturę?
Nie, dopóki będę miał zdrowie i ktoś w piłce będzie mnie chciał. Kiedyś planowałem, że zakończę karierę w wieku 30 lat, potem 33 i tak dalej. Dziś mam 37 i nie widzę siebie robiącego cokolwiek innego, ciekawszego. Zdrowie pozwala mi, żebym dalej bawił się w sport.

 

Wciąż chce się Panu tarzać w błocie i tak dalej, jak kiedyś opisywał Pan fach bramkarza?
Nie chce mi się, wiadomo. Chyba każdemu po jakimś czasie nudzi się wykonywany zawód. Nawet piłka nożna, która potrafi być czasem upierdliwa. Mimo wszystko, uważam swoją pracę za bardzo fajną i w miarę sensowną. Może to co robię, wygląda dziwnie, ale w gruncie rzeczy cieszę się, że wciąż daję radę.

 

Przed Panem czwarty sezon w Bournemouth. W poprzednim kibice wybrali Pan najlepszym piłkarzem. Rozczarowało Pana, że klub kupił za 11,5 mln euro 30-letniego Asmira Begovicia z Chelsea?
Nie, taka jest piłka. Pieniądze, które w niej są, prowokują do takich zachowań. Nie ma sentymentów, jest ciśnienie na sukces. Nie ma się co dziwić.

 

Wspominaliście z Begoviciem mecz jego Stoke z Pana Southampton z 2013 r. (Bośniak strzelił gola Borucowi, wybijając piłkę z własnego pola karnego)? Oczywiście (śmiech). Wprawdzie jest na tyle kulturalną osobą, że mi tamtej sytuacji nie wypominał, ale ktoś na treningu wyskoczył z tematem. Pośmialiśmy się, sympatycznie było.

 

Ponoć po tamtym meczu Begović Pana przepraszał?
Nie, po prostu się z tego gola nie cieszył. To gość z klasą. Gdybym ja zdobył bramkę w ten sposób, pewnie z radości wskoczyłbym w trybuny.

 

To bramkarz od którego może się Pan czegoś nauczyć, czy ktoś, kto ma sprawić, że nie straci Pan koncentracji?
Nie wiem, kto od kogo się będzie uczył, zobaczymy w sobotę [w pierwszej kolejce Premier League Bournemouth zagra z West Bromwich – red].

 

Rozmawiał Pan z trenerem Eddie’em Howe’em o swojej pozycji w drużynie?
Tu nie ma o czym rozmawiać. Jeśli wydaje się tyle na zawodnika, to wiadomo, że trzeba z nim konkurować.

 

W podobnej sytuacji był Pan w Southampton.
Wtedy było zupełnie inaczej, bo trener z nami nie rozmawiał. W Bournemouth wiemy, na czym stoimy.

 

A myśli Pan o zmianie klubu?
Na tę chwilę nie. Skupiam się na walce o wyjściowy skład. Jak będzie w przyszłości – nie wiem. Bardzo dobrze czuję się w Bournemouth, jakkolwiek to zabrzmi. Z wiekiem coraz trudniej tułać się po świecie. Do tego są dzieci… Nie chcę zaprzątać im głowy zmianami.

 

Za krajem Pan nie tęskni? To będzie już Pana 13 sezon za granicą.
Tęsknię, ale taka praca. Nie ma co narzekać.

 

Temat powrotu do Legii jest aktualny?
To nie jest pytanie do mnie. Ze swojej strony potwierdzam, że chętnie zakończę tu karierę. Jeśli w klubie będą tego samego zdania, to nie widzę przeszkód.

 

Jak Pan przyjął porażkę Legii z Astaną?
Szkoda, że nie powtórzy tego, co przeżyła w poprzednim sezonie. Mimo wszystko przegrana rywalizacja z Kazachami to mała niespodzianka. Wszyscy powinni uderzyć się w pierś i zobaczyć, co było nie tak. Po wszystkim trzeba jednak podnieść głowę i walczyć dalej.

 

Oprawa zrobiła na Panu wrażenie?
Słyszałem, że wywołała kontrowersje, ale dziwie się temu. Była piękna. Po raz kolejny kibice Legii pokazali, że należą do światowej czołówki.

 

Wracając do Pana sytuacji w klubie, ma Pan doświadczenie w wymagających rywalizacjach. Grając w Fiorentinie, dobrą formą nie pozwolił Pan wrócić do bramki Sebastienowi Freyowi. To chyba jest potrzebne?
Dokładnie. Chociaż zdarzyło mi się parę razy usiąść na ławce i wielkiego problemu z tym nie miałem. Jednak jest to dużo trudniejsze, niż mogłoby się wydawać. Chcę takiej sytuacji uniknąć. Robię wszystko, żeby być w jak najlepszej formie. Mam nadzieję, że coś z tego będzie. A jeśli trener będzie widział to inaczej, to piłka jest na tyle śmiesznym i zaskakującym sportem, że wierzę, że zrobię jeszcze coś ciekawego.

 

Na co stać wasz zespół w tym sezonie?
Mam nadzieję, że na lepszy wynik niż ostatnio. Dwa lata temu awansowaliśmy do Premier League i od tamtej pory zespół za bardzo się nie zmienił. To duży atut, bo jesteśmy zgrani. A poprzedni sezon pokazał, że możemy sporo. Zajęliśmy dziewiąte miejsce, w tym chcemy być wyżej. Szczególnie, że wzmocniliśmy defensywę, do tego jest kilku młodych, perspektywicznych zawodników, a do ataku dołączył Jermain Defoe.

 

Jeśli chodzi o transfery, to czy Wojciech Szczęsny dobrze zrobił, że zdecydował się przenieść do Juventusu, gdzie w pierwszym sezonie ma być rezerwowym?
Czy tak faktycznie będzie, tego nie wiemy. Jak wspomniałem, piłka jest na tyle śmieszna, że różne rzeczy się w niej zdarzają. Jeśli chodzi o wybór, jest świetny. Juventus to fantastyczny klub i mam nadzieję, że Wojtek szybko poradzi sobie z Gianluigim Buffonem.

 

Rozmawiał i notował Tomasz Biliński

 

 



COMMENTS

WORDPRESS: 0