Angela Paxton, żona (w separacji) republikańskiego kandydata do Senatu USA Kena Paxtona, po raz pierwszy od złożenia pozwu rozwodowego publicznie odniosła się do tematu kampanii wyborczej jej męża. Podczas wystąpienia przed Teksańską Federacją Republikańskich Kobiet przekonywała, że przy wyborze senatora znaczenie ma przede wszystkim to, która partia zachowa kontrolę nad mandatem, a nie osoba piastująca funkcję.
Angela Paxton złożyła pozew o rozwód w lipcu 2025 roku, po 38 latach małżeństwa. W dokumentach zarzuciła mężowi cudzołóstwo i wskazała na konflikty uniemożliwiające dalsze wspólne życie. W mediach społecznościowych informowała, że decyzję podjęła na „podstawach biblijnych” i że wcześniej podejmowała próby pojednania z mężem.
Mimo otwartego sporu z Paxtonem podczas ostatniego wystąpienia przed organizacją republikańskich kobiet argumentowała, że wyborcy GOP powinni brać pod uwagę nie tylko ocenę konkretnego kandydata, lecz także partyjną kontrolę nad miejscem w Senacie.
„Partia idzie w parze z kandydatem” – zaznaczyła. „Gdy więc oddajesz głos na daną osobę – bo bardziej ci odpowiada czy z jakiegokolwiek innego powodu – musisz zrozumieć, że nie jest ona odrębnym bytem, niczym pojedyncza pozycja w menu, otrzymujesz cały pakiet. A kiedy kandydat jest związany z naszą partią, mamy większą kontrolę i większy wpływ na sytuację” – wyjaśniła Angela Paxton.
Ken Paxton zmierzy się w listopadowych wyborach z demokratą Jamesem Talarico. Według najnowszego sondażu Fox News Talarico może pokonać Paxtona różnicą ok. 3 p.p. – 51 do 48 proc.
Red. JŁ






