19-letnia dziewczyna kupiła fermę szynszyli pod Poznaniem za “chwilówkę”. Zwierzęta zaczęły się zjadać z głodu

19-letnia dziewczyna kupiła fermę szynszyli pod Poznaniem za “chwilówkę”. Zwierzęta zaczęły się zjadać z głodu

19-latka wykupiła fermę szynszyli, aby uratować zwierzęta przed śmiercią. Skończyło się dla nich tragicznie. Zwierzęta trzymała w starym chlewie w okolicach Poznania. Pieniądze na zakup szynszyli miała otrzymać od rodziców, jednak jak się później okazało wzięła „chwilówkę” na 16 tysięcy, a rodzice o niczym nie wiedzieli. Za pieniądze z „chwilówki” wydzierżawiła budynek na miesiąc. Tragedia zaczęła się niemal od razu.

W środę, 10 lipca Stowarzyszenie Puchaty Patrol, które zajmuje się ochroną małych stworzeń otrzymało prośbę o pomoc. Młoda dziewczyna napisała w kilku zdaniach, że potrzebuje poidełek i klatek dla zwierząt z fermy, aby oddzielić samce od samic. Nie wspomniała o dramatycznej sytuacji zwierząt. Ludzie ze stowarzyszenia pojechali, aby dostarczyć potrzebne materiały. Nie spodziewali się, że zobaczą piekło. Na miejscu okazało się, że szynszyle biegają na wolnym wybiegu, mimo że miały klatki z metryczkami. – Na początku chcieliśmy wyłapać i oddzielić samce od samic, aby nie było możliwości krycia. Około godziny 19.00 zobaczyliśmy, w jakim stanie są zwierzęta. Widok był przerażający – w klatkach było mnóstwo zwłok. Musieliśmy wynieść wszystkie martwe osobniki – komentuje Radosław Sobczak, członek Stowarzyszenia Puchaty Patrol.

 

– Dotarło do nas, że szynszyle są odwodnione oraz zagłodzone. 19-latka nie potrafiła uruchomić systemu, który dostarcza wodę do poidełka. Przez 8 godzin podłączaliśmy system nawadniania. Dziewczyna nie miała też karmy, bo nie miała na to pieniędzy. Na całą fermę miała jedynie trzy opakowania płatków kukurydzianych, kupionych w Biedronce – dodaje. Stowarzyszenie rozmawiało z poprzednim właścicielem fermy. Z informacji Puchatego Patrolu wynika, że dziewczyna była u właściciela kilkukrotnie i od początku chciała kupić całą fermę. Mężczyzna chciał zamknąć działalność, dlatego sprzedał dziewczynie większość osobników. Nastolatka wykupiła szynszyle, bo chciała uratować je przed oskórowaniem. Miała sprzedawać zwierzęta za symboliczną kwotę.

 

– My ratujemy zwierzęta z takich właśnie miejsc, nie wspomagamy handlarzy – mówi Radosław Sobczak. Członkowie Puchatego Patrolu byli na miejscu kilkukrotnie. Za pierwszym razem w odpowiedzi na wiadomość dziewczyny z prośbą o pomoc, drugim razem kiedy przyjechali sprawdzić, co dzieje się z szynszylami. Niestety, wtedy znaleźli kolejne zwłoki. – Początki grzybicy, muchy. Tam szynszyle zaczęły się zjadać z głodu – pisze Puchaty Patrol na swojej stronie internetowej. Wiele szynszyli nie udało się uratować, inne są w ciężkim stanie. Nie wiadomo, ile dokładnie osobników znajduje się w fermie, bo wiele samic jest w ciąży i rodzą się kolejne.

 

Szynszyle wciąż znajdują się w wykupionej przez 19-latkę fermie. Część z nich trafiła do stowarzyszenia i są objęte kwarantanną, a część trafiła do klinik weterynaryjnych, które podjęły się opieki nad zwierzętami. W stowarzyszeniu nie ma miejsc, w których byłoby można umieścić szynszyle. Z pomocą innych organizacji (m.in. Stowarzyszenia Benek w Poznaniu) oraz rodziców dziewczyny, szynszyle dostały siano i karmę. Jednak nie wystarczy to na długo.

 

– Stowarzyszenie działa od niedawna. Nie mamy wystarczająco środków, aby pomóc wszystkim szynszylom. Koszt utrzymania jednego osobnika wynosi 50 zł. A jest to jedynie koszt wyżywienia. Jeśli chcemy wyżywić całą fermę potrzeba nam 3 tysięcy – tłumaczy Radosław Sobczak. Stowarzyszenie apeluje o pomoc na swojej stronie internetowej oraz Facebooku. Puchaty Patrol szuka chętnych, którzy mogliby adoptować szynszyle oraz wesprzeć stowarzyszenie finansowo – potrzebne są fundusze na pożywienie, sprzęt oraz opiekę nad szynszylami. Wciąż poszukiwane są domy dla szynszyli. – We wtorek przywieźliśmy malucha, który ma około 2 miesiące oraz wycieńczoną ciężarną samicę, która trafiła do inkubatora – mówi Radosław Sobczak – Dostajemy wiele zgłoszeń z pytaniami o adopcję. Około 300 szynszyli trafiło już do adopcji, jednak potrzebujących jest więcej.

 

– Chcemy pomóc przede wszystkim rodzicom tej dziewczyny. Oni o niczym nie wiedzieli. Poprzez wywiad środowiskowy dotarliśmy do adresu zamieszkania 19-latki. Kiedy jej rodzice dowiedzieli się o całej sprawie byli roztrzęsieni – wspomina Radosław Sobczak – Nie chcą oni udzielać na ten temat komentarzy ani wystąpić w mediach, mimo że sugerujemy im taki krok. Są wykończeni psychicznie i fizycznie. Stowarzyszenie czeka na wsparcie. Każdy, kto chciałby pomóc może zajrzeć na stronę internetową stowarzyszenia Puchaty Patrol. Tam można wziąć udział w zbiórce, wpłacić datki na cele statutowe oraz adoptować szynszyla lub innego zwierzaka. Podany jest także kontakt, pod który można zadzwonić w celu zaczerpnięcia informacji.

 



COMMENTS

WORDPRESS: 0