Zbierał na chore dziecko, oszukał wielu, w tym Annę i Roberta Lewandowskich. Teraz doczekał się kary

Zbierał na chore dziecko, oszukał wielu, w tym Annę i Roberta Lewandowskich. Teraz doczekał się kary

Sześć lat więzienia za fałszywą zbiórkę datków na leczenie nieistniejącego Antosia, chorego jakoby na nowotwór wzroku. Taki wyrok usłyszał we wrocławskim Sądzie Okręgowym Michał S. Zebrał blisko pół miliona złotych w ciągu kliku miesięcy. Jego akcję – nie wiedząc, że jest oszustwem – popierały i promowały gwiazdy sportu, artyści i w ogóle celebryci. Piłkarz Robert Lewandowski z żoną wpłacił 100 tysięcy złotych. Wszystkich oszukanych jest przeszło 5 tysięcy osób.

– To niecodzienne co zrobił oskarżony – mówił uzasadniając wyrok sędzia Łukasz Franckiwicz. – Każdego dnia przekraczane są jakieś granice. Michał S. przekroczył kolejną. Żeby wymyślić historię, która nie pozwala przejść obojętnie człowiekowi o przeciętnej empatii? To niecodzienne. A Michał S. wymyślił Antosia. Nadał mu nazwisko. Znalazł stosowne zdjęcie jakiegoś chłopca. Gdzieś na społecznościowym portalu. Chłopiec miał 1,5 roku i był chory na raka. Groziła mu utrata wzroku. Wymyślił jego rodziców, którzy usilnie starali się zebrać 1,5 miliona złotych na operację w USA. Wyzbyli się całego majątku, zapożyczyli u rodziny. Brakowało „zaledwie” pół miliona. Michał S. wykorzystał specjalne portale internetowe do organizowania zbiórek na różne cele. Szczególnie wrocławską witrynę „zrzutka.pl”. Wymyślił nazwę akcji: #bojsieciemności. Wszystko uruchomił z początkiem ubiegłego roku. Pieniądze płynęły z całej Polski i nie tylko. Ludzie wpłacali, ile kto mógł. Jeden z pokrzywdzonych dziś przekazał na Antosia… jedną złotówkę. A Michał? To młody człowiek. Dziś ma 24 lata. Prowadził jakieś biznesy. Nie wyszły mu, narobił długów. Oszukiwał też. Ma na swoim koncie siedem wyroków. Z pieniędzy na „Antosia” spłacił swoje długi. Część datków wydał „na uciechy”. Sam mówił o tym w śledztwie. „Restauracje, klub, imprezy i… kobiety do towarzystwa”. Potem w sądzie prawie wszystko podtrzymał. Wyparł się tylko tych kobiet. Mówił, że go zmusili na przesłuchaniu, by tak powiedział. Wpadł dzięki społeczności internetowej. Na początku wakacji ubiegłego roku internauci wszczęli własne śledztwo. Komuś wydało się dziwne, że „Antoś” ma tylko jedno zdjęcie. Ktoś inny ustalił, że taki Antoś nie jest znany rodzicom innych dzieci leczonych na tę samą chorobę. A oni się wszyscy znają. Wreszcie ktoś ustalił, że Centrum Zdrowia Dziecka nie na Antosia a musiałoby go znać. Szybko ustalono, że za akcją soi Michał S. a wrocławska prokuratura wszczęła śledztwo. Michał przyznał się. Mówił, że che oddać. Nawet zaczął to robić. Zwrócił 100 000 złotych Robertowi Lewandowskiemu i jego żonie. A także kilkanaście tysięcy innym osobom. Było jasne, że zostanie skazany. Pytanie tylko na jaką karę. Obrońcy prosili o karę łagodną. Bo się przyznał, bo młody, bo powinno się dać mu szansę. Oskarżenie chciało surowiej – siedem lat. – Sukces – mówił dziennikarzom po rozprawie prokurator Radosław Żarkowski. A obrońcy? Zastanowią się nad apelację. Mają zastrzeżenia do sposobu prowadzenia procesu. Wszystkie ich wnioski dowodowe sąd odrzucił. Jeden z nich – liczący przeszło 80 stron – nawet dokładnie go nie czytając. Uznał bowiem, że zmierza do przeciągania procesu. A oni stwierdzili, że należy przesłuchać kilkuset świadków. Bo niezbyt dobrze byli przesłuchani w śledztwie. Wzburzony Michał S. złożył nawet wniosek o zmianę sędziego. Argumentując, że sędzia Franckiewicz jest stronniczy. Wniosek został odrzucony i można było skończyć sprawę. – To jak zachowywał się oskarżony na procesie trudno nazwać skruchą – skomentował sędzia Franckiewicz w uzasadnieniu wyroku. Choć słowo „przepraszam” padło. W ostatnim słowie oskarżonego. Na samym końcu procesu.

Red.AIP

COMMENTS

WORDPRESS: 0