Zakład pogrzebowy A.S. z Bytomia podbija internet

Zakład pogrzebowy A.S. z Bytomia podbija internet

Dzisiaj piątek, więc bawcie się tak, abyśmy jutro się nie zobaczyli – takie hasło opublikował pod koniec czerwca na swoim profilu na Twitterze Zakład Pogrzebowy A.S. Bytom. Zyskało uznanie ponad 2 z 13 tysięcy obserwujących ten profil. To jeden z łagodniejszych żartów. Ostrzejsze przytaczamy poniżej.

Dla profilu Zakładu Pogrzebowego A.S. Bytom ludzie zakładają konto na Twitterze, medium społecznościowym popularnym w Polsce głównie wśród polityków i dziennikarzy. Jak widać, grabarze też sobie dobrze tu radzą… Hasło przewodnie konta A.S. to: Śledź nas, zanim my zaczniemy śledzić Ciebie. W tweecie z 15 czerwca administrator profilu wyznaje: Kiedy słyszysz kichnięcie i automatycznie odpowiadasz „na zdrowie”… A potem zdajesz sobie sprawę, że siedzisz sam na nocnej zmianie, w pomieszczeniu z lodówkami. W innym spowiada się ze swoich początków w branży: Nigdy nie zapomnę swojego pierwszego dnia w pracy. Kiedy pogrzeb się kończył, powiedziałem do wdowy: „Było super! Musimy to kiedyś powtórzyć!” Może trochę za głośno. „Nie warto zawsze wszystko planować. Potem ktoś na sali sądowej powie, że to było z premedytacją” – to porada dla tych, którzy lubią mieć wszystko zorganizowane. „Tylko u nas, najlepsze oferty last minute” – zachęca wakacyjnie.

 

Sprzedamy mercedesa. Starsi ludzie jeździli nim do kościoła

 

W piątek, 13 lipca, Zakład Pogrzebowy pociesza swoich wielbicieli: Każdy dzień na powierzchni należy zaliczyć do udanych. Tydzień wcześniej radzi, jak postępować z pracownikami branży funeralnej: Nigdy nie denerwujcie pracownika zakładu pogrzebowego. Nie musimy nikomu płacić, żeby ukryć wasze zwłoki. W majówkę administrator profilu donosi: Piszemy ogłoszenie o sprzedaży mercedesa. – Napisać, że Niemiec płakał, jak sprzedawał? – Oklepane. Pisz: Mercedes, W212 kombi, przedłużone, czarny metallic, V6 benzyna, automat, full opcja, dobrze utrzymany, starsi ludzie jeździli do kościoła. Zakład Pogrzebowy dzieli się też swoimi muzycznymi fascynacjami: Znacie to, kiedy wpadnie wam do głowy piosenka i nie chce wyjść, mimo że jej nie lubicie? Śpiewanie Reni Jusis „Kiedyś Cię Znajdę” idąc po cmentarzu ze szpadlem na ramieniu nie jest najlepszym pomysłem…

 

Widać, że założyciel profilu „umie w internety”, jak mówi młodzież, bo Zakład Pogrzebowy nie tylko wrzuca na Twittera żarty słowne albo opatrzone zdjęciami, ale też urządza dla swoich followersów (czyli obserwatorów) sondy, np. „Gdybyśmy mieli zaspon-sorować… co byście wybrali?”, podrzucając odpowiedzi – bieg Ironman, konferencję anty-szczepionkowców, kino grozy dla seniorów albo inne (należy podać swój własny typ w komentarzu). Wygrała zdecydowanie konferencja przeciwników szczepień, a w sumie w sondzie oddano ponad 4100 głosów. Administrator wychwytuje ciekawe newsy z kraju i ze świata, które zahaczają o jego branżę. W lokalnym radomskim serwisie internetowym znalazł informację o tytule „Chciał się zabić, dzielnicowi pomogli”, obdarzając ją komentarzem „Same dobre wiadomości z rana”, ucieszył się też z nowych doniesień Głównego Urzędu Statystycznego o rekordowej liczbie zgonów w Polsce.

 

Zakład trzeba podać do sądu albo na policję

 

Nie trzeba było za głęboko kopać, by ustalić, że takowy zakład nie istnieje (w realu). Choć na Facebooku reklamuje się jako „biuro podróży”, obwieszczając, że „Zakład Pogrzebowy Antoni Smykowski oferuje Państwu kompleksowe usługi funeralne, w tym organizację pogrzebów, pochówki w Bytomiu i całej Polsce, transport krajowy, przenoszenie grobów, pochówek tradycyjny oraz kremację” i zaprasza do kontaktu, to dzwoniąc na podany numer usłyszymy „przepraszamy, nie ma…” (tu komunikat się urywa, w domyśle – nie ma takiego numeru”). Zakład podaje na Facebooku również swoją lokalizację w Bytomiu, przy ul. Staffa 1, w dzielnicy Rozbark. Tymczasem, dzięki Google Maps można przekonać się na własne oczy, że pod tym numerem, w otoczeniu familoków, znajduje się stary dom z chlewikiem i krzywym płotem, na którym zawieszono tabliczkę, że biuro zarządu cmentarza mieści się przy ul. Matejki. Bo ktoś, kto założył fake’owy (czyli nieprawdziwy) profil Zakładu Pogrzebowego A.S., dobrze zna topografię Bytomia i wie, że zaraz za krzywym płotem jest nekropolia, i to jedna z ładniejszych w tym śląskim mieście – prawie 100-letni cmentarz parafialny Jerusalem przy kościele św. Jacka. W zarządzie cmentarza miły damski głos telefonicznie oznajmia nam, że w życiu nie słyszał o takim zakładzie pogrzebowym. – Antoni Smykowski? Nic mi takie nazwisko nie mówi. Do nas żaden klient z takiego zakładu nie trafił – dodaje pani z biura cmentarza.

 

Być może założyciel albo założyciele profili Zakładu Pogrzebowego to policjanci, bo Antoni Smykowski był prezesem Policyjnego Klubu Sportowego „Katowice 1994”, który odszedł w niesławie po tym, jak ujawniono, że klub brał udział w odśnieżaniu dachu hali MTK w Katowicach, która zawaliła się w styczniu 2006, powodując śmierć 65 osób. Wszak policjanci, ramię w ramię z lekarzami, mają zwykle dość specyficzne poczucie humoru… Może to być jednak błędny trop, bo w zakładzie lubią sobie dworować z policjantów. Przykład? Drogówka dostała nowe BMW, ale policjanci ci sami? Zatrzymują nasze „kombi”. – Dzień dobry, panie kierowco, WRD Częstochowa, gdzie się pan tak spieszy? – Na pogrzeb. – Eeee… (wielkie oczy). Jasne, nigdzie się nie spieszymy, tak sobie z trumną jeździmy. Z Zakładem Pogrzebowym A.S. można się skontaktować za pośrednictwem wiadomości na Facebooku. Bardzo uprzejmie odpowiedział, że sprawdzi, dlaczego telefon nie działa i udzieli odpowiedzi na jakiekolwiek pytania za pośrednictwem maila. Nie odpowiedzieli na żadne.

 

Pewnie dlatego, że „klienci ciągle odchodzą, a pracy nie ubywa”. Oburzenia żartami o śmierci (choć słyszy o sprawie bytomskiego „zakładu” pierwszy raz) nie kryje jeden z kierowników Polskiego Stowarzyszenia Pogrzebowego, który za żadne skarby nie chce, aby go cytować, i broń Boże publikować jego nazwisko w gazecie. Za to radzi, by jak najszybciej podać Zakład Pogrzebowy A.S. Bytom do sądu albo na policję. Za obrazę moralności. Żarty z tak poważnego tematu jak śmierć uważa nie tylko za głęboko niestosowne, ale i niemoralne. Bo w tym zawodzie trzeba być śmiertelnie poważnym, a nie zaśmiewać się do rozpuku nad smartfonem. Czy tych 13 tysięcy osób, które lubią i obserwują profil Zakładu Pogrzebowego A.S. Bytom na Twitterze, to głęboko zdemoralizowane persony, niegrzeszące empatią? Jest dla nich iskierka nadziei, że jednak są całkiem normalne…

 

Zamiłowanie do czarnego humoru oznaką inteligencji

 

Badania naukowe pokazują, że ludzie, którzy lubią czarny humor (przedmiotem żartu są tu sprawy zwykle traktowane poważnie, np. śmierć, ułomność, choroba, cierpienie, wojna czy zbrodnia), mają wysokie IQ. Jak donosi portal „Science Alert”, uczeni z Uniwersytetu Medycznego w Wiedniu przeprowadzili test na 156 osobach. Najpierw poddali je testom na inteligencję oraz sprawdzającym poziom agresji. Później pokazywali im humorystyczne grafiki o ponurym zabarwieniu.Wyniki badania pokazały, że osoby, które doceniały czarny humor ilustracji, osiągnęły najwyższe wyniki w teście na inteligencję. Miały one niski poziom agresji, były dobrze wykształcone i bardziej stabilne emocjonalnie. Odwrotna korelacja występowała w przypadku tych, których nie śmieszyły grafiki – mieli średnie i niskie wyniki w teście na poziom IQ oraz większe skłonności do agresji i łatwiej poddawali się negatywnym emocjom. W przypadku tego badania okazało się, że na wynik nie wpłynęły ani płeć, ani wiek badanych. Czarny humor, często zabarwiony ironią i absurdem, stosowali już w swoich dziełach starożytni greccy dramatopisarze, jak np. Arystofanes z Aten.

 

Terminu „czarny humor”, a właściwie „humour noir” z francuskiego, użył po raz pierwszy francuski teoretyk literatury André Breton w 1935 roku, opisując prace brytyjskiego satyryka, poety i pastora Jonathana Swifta. Czarny humor mieli w swoim arsenale tacy wybitni pisarze jak Vladimir Nabokov, Joseph Heller, Kurt Vonnegut, Philip Roth. Filmowo nie ustępowali im członkowie Latającego Cyrku Monty Pythona, na przykład w skeczu „Martwa papuga”. Amerykański profesor i pisarz Feltus Wylie Sypher twierdził, że „być zdolnym do żartów ze zła i terroru oznacza, że przezwyciężyliśmy je”. Psychologowie jednak ostrzegają, żeby nie oceniać samego siebie przez pryzmat tego, czy śmieszą nas żarty ze śmierci czy nie, bo nastrój danego dnia też może mieć na to wpływ. Jeśli jesteśmy nie w sosie, to nic nas nie rozśmieszy, nawet taki kawał z Zakładu Pogrzebowego: Kopiemy sobie na cmentarzu. Alejką obok przechodzi starsza para i pani pyta: – Przepraszam, czyj to będzie pogrzeb? Kolega, rozglądając się na boki: – Jeszcze nie zdecydowaliśmy...

 

AIP

COMMENTS

WORDPRESS: 0