Wypadek na zakopiance: Rodzice nie mogli się dowiedzieć, w jakim szpitalu znajduje się ich dziecko. Powód: ochrona danych osobowych!

Wypadek na zakopiance: Rodzice nie mogli się dowiedzieć, w jakim szpitalu znajduje się ich dziecko. Powód: ochrona danych osobowych!

10 osób, w tym pięcioro dzieci, wciąż przebywa w szpitalach po piątkowych zderzeniu autokaru z samochodem ciężarowym w Tenczynie. Przy okazji tego wypadku wyszły też na jaw absurdy związane z RODO, gdy rodzicie jednego z dzieci nie mogli się dowiedzieć, w jakim szpitalu ono się znajduje.

– Na godzinę 10 rano w poniedziałek wciąż hospitalizowanych jest piątka dzieci oraz pięć osób dorosłych – zaznacza Joanna Paździo, Rzecznik Prasowy Wojewody Małopolskiego. Dzieci leczone są w Górnośląskim Centrum Medycznym w Katowicach oraz w krakowskim szpitalu w Prokocimiu. Dorośli trafili do krakowskich szpitali Kopernika i Żeromskiego oraz do placówek w Nowym Targu, Suchej Beskidzkiej i w Limanowej. Przy okazji wypadku w Tenczynie na jaw wyszły absurdy, jakie mogą towarzyszyć wprowadzeniu RODO. W sobotę, dzień po wypadku, jeden z rodziców opisał na Facebboku problemy, jakie mieli ze zlokalizowaniem swojego dziecka. „Dzieci rozwieziono do 9 szpitali w różnych miejscowościach. „Na szczęście” do Krakowa jedzie się samochodem parę godzin. Tyle też zajęło nam ustalanie, gdzie jest dziecko. Dowiedzieliśmy tego tylko dlatego, że jedna z osób miała w dupie RODO (celowo nie pisze kto) Gdyby nie to, czekałaby nas jazda od szpitala do szpitala w 4 różnych miejscowościach. Komórka dziecka wyłączona. Szpital 1: nie możemy udzielić informacji czy jest taki pacjent Sztab kryzysowy (sic!): nie powinniśmy udzielić takiej informacji ale zważywszy na okoliczności powiem że dziecko jest w szpitalu na Rydygiera. Szpital przy Rydygiera: na pewno nie ma tu tego dziecka bo to nie jest szpital dziecięcy” – tak problemy ze znalezieniem swojego dziecka opisał jeden z rodziców. Ostatecznie pociechę udało się znaleźć, dziecko szybko wróciło do domu. Cała sytuacja wywołała jednak sporo stresów i nerwów.

 

Na wpis rodzica zareagował Maciej Kawecki, dyrektor departamentu zarządzania danymi w Ministerstwie Cyfryzacji. – W imieniu Ministerstwo Cyfryzacji zapewniam, że dołożę najwyższej staranności by szpitale uczulić na bardziej racjonalne podejście do tematu. Oczywiście nie może być tak, że telefonicznie uzyskujemy wszelkie informacje o pacjentach, ale możliwe jest zastosowanie metod uwierzytelniających osobę dzwoniącą jako rodzica. Zwłaszcza, że w wielu przypadkach przetwarzanie takich danych uzasadnione jest tzw. ochroną żywotnych interesów osób – napisał pod postem rodzica na Facebooku.

 

Do wypadku doszło w piątek o godz. 10.55 na drodze krajowej nr 7, między Lubniem a Rabką Zdrojem w Tenczynie. Z opinii świadków wynika, że jeden z kierowców nagle zjechał na przeciwległy pas. – Autokar zderzył się czołowo z samochodem ciężarowym. Dokładne przyczyny zdarzenia będziemy ustalać dopiero, gdy zakończy się akcja ratunkowa – informował tego dnia rzecznik Komendy Wojewódzkiej Policji, Sebastian Gleń. Jak wieczorem w piątek informowała Joanna Paździo, poszkodowani w wypadku doznali szeroko rozumianych urazów, takich jak złamania kości, kręgów, stłuczenia, rany, obrażenia powierzchowne, jakie są najczęściej spotykane w wypadkach komunikacyjnych. W dniu wypadku do szpitali trafiło w sumie 18 osób.

 

Jako pierwsza na miejscu zdarzenia pojawiła się jednostka OSP w Lubniu – Przyjechaliśmy jako pierwsi w sześć osób. Zaczęliśmy ratować tych zakleszczonych w pojazdach. Zakleszczony był kierowca samochodu osobowego, kierowca autobusu i samochodu ciężarowego – mówił komendant z OSP w Lubniu. Jak dodaje najpoważniej poszkodowani zostali kierowcy, nauczycielka, a także dwójka dzieci. Według relacji świadków chwilę po wypadku było słychać przeraźliwe krzyki dzieci. Kierowca ciężarówki był cały zakrwawiony, to był tragiczny widok. Według nieoficjalnych relacji wynika, że po zderzeniu, z baku tira wylewała się ropa, pojawił się też ogień, jednak szybko został ugaszony.

 

Jako pierwsi na pomoc poszkodowanym ruszyli mieszkańcy pobliskich domów, których zaalarmował przeraźliwy huk. Na miejscu tragedii szybko pojawiły się służby ratunkowe. W akcji ratowniczej uczestniczyło 14 zastępów straży pożarnej, w tym 8 PSP. Pracowało także 8 zespołów ratownictwa medycznego, 4 śmigłowce Lotniczego Pogotowia Ratunkowego oraz helikopter wojskowy.

 

Ministerstwo Obrony Narodowej poinformowało na Facebooku, że Wojsko Polskie pomaga poszkodowanym w wypadku w Tenczynie. „Śmigłowiec Mi-8 z 3 Grupy Poszukiwawczo-Ratowniczej transportuje siedmioro poszkodowanych dzieci i jednego dorosłego do szpitala w Krakowie” – napisano na twitterowym profilu resortu obrony. Śmigłowiec ten przetransportował rannych do Szpitala im. Rydygiera w Krakowie. – To pierwszy przypadek w historii, kiedy wojskowy śmigłowiec służby ratowniczej uczestniczył w cywilnej akcji na lądzie. Wcześniej zdarzało się tylko podejmowanie chorych czy rannych np. z promów – mówi ppłk Piotr Walatek z Dowództwa Operacyjnego. O pomoc wojska poprosiło LPR, kiedy okazało się, że zaangażowanie jego śmigłowców w akcję w Tenczynie, sprawi, iż bez zabezpieczenia lotnictwa sanitarnego pozostałaby znaczna część Polski.

 

aip

COMMENTS

WORDPRESS: 0