Wrocław: Nowe wątpliwości w sprawie śledztwa po śmierci Igora Stachowiaka

Wrocław: Nowe wątpliwości w sprawie śledztwa po śmierci Igora Stachowiaka

Mnożą się wątpliwości dotyczące tego jak prowadzono śledztwo w sprawie śmierci Igora Stachowiaka na komisariacie we Wrocławiu. W dniu śmierci mężczyzny policja odkryła, że jakimś trafem nie nagrał się obraz żadnej z kamer, pokazujących wnętrze komisariatu na Trzemeskiej we Wrocławiu. Wiemy za to o policjancie przechwalającym się, że oglądał te nagrania, których oficjalnie nie ma i nigdy nie było.

Młody mężczyzna został zatrzymany na wrocławskim Rynku w niedzielę 15 czerwca 2016 roku. Po kilkunastominutowej szarpaninie z policjantami. Na komisariacie miało dojść do kolejnej szarpaniny. A przede wszystkim do znanej – bo ujawnionej w mediach – sceny tortur w toalecie komisariatu. Igor wijł się z bólu podłączony do paralizatora elektrycznego. Niedługo potem zmarł. Śledztwo w tej sprawie zakończyło się oskarżeniem czterech funkcjonariuszy o torturowanie Igora. Widzieliśmy akta tego śledztwa. I mamy sporo wątpliwości co do tego jak tę sprawę wyjaśniano. A powinna być wyjaśniona porządnie, rzetelnie i dokładnie. Bo na komisariatach policji ludzie nie powinni umierać. Niezależnie od tego co złego zrobili i jakie były powody ich zatrzymania. Zaraz po tym jak okazało się, że zatrzymany na Rynku Igor nie żyje, zaczęło się śledztwo.

 

Na miejsce – do komisariatu – przyjechała pani prokurator i grupa dochodzeniowo – śledcza złożona z policjantów Biura Spraw Wewnętrznych. Nagrania z kamer zainstalowanych wewnątrz komisariatu, byłby ważnym dowodem pokazującym, jak zachowywał się Igor w pomieszczeniach policji. Choć – jak potem ustalono – najważniejsze części komisariatu czyli korytarz obok toalety gdzie go torturowano i pomieszczenie dla zatrzymanych monitoringiem nie było objęte. Eksperci – emerytowani funkcjonariusze pionów dochodzeniowych policji i służb specjalnych – mówili nam, jak takie zabezpieczanie nagrań powinno wyglądać. Po prostu urządzenie nagrywające musi być uznane za dowód rzeczowy i przekazane biegłemu od informatyki. On musi wykonać kopię i odtworzyć ją. Ale nic takiego się nie stało. W dniu śmierci Igora Stachowiaka – w niedzielę 15 maja 2016 – nie zabezpieczono żadnych nagrań.

 

Dopiero następnego dnia zajęło się tym policyjne Biuro Spraw Wewnętrznych, wysyłając pismo do komisariatu z prośbą o przygotowanie nagrań „na dowolnym nośniku elektrycznym” i dostarczenie do BSW. Warto przypomnieć, że Biuro Spraw Wewnętrznych to specjalna jednostka podległa Komendzie Głównej Policji. Właśnie po to żeby nie podlegała miejscowej policji. Tymczasem prośba o nagrania trafiła do jednostki – co najmniej teoretycznie – zainteresowanej w korzystnym dla siebie wyjaśnieniu sprawy śmierci Igora. Polecenie by nagrania przygotować dostał… szef wydziału kryminalnego Komisariatu. Napisał potem notatkę służbową. Wynikało z niej, że tylko jedna kamera coś nagrała. To kamera znajdująca się przy wejściu do komisariatu pokazująca to co dzieje się na zewnątrz. Obraz z tych najważniejszych kamer – zamontowanych w środku – nie nagrał się. Tak przynajmniej stwierdził naczelnik. Nagrał więc to co zarejestrowała kamera pokazująca plac przed budynkiem. Co potem? – W opcjach urządzenia – rejestracja wybrałem przycisk „przywróć ustawienia domyślne” i od tego momentu rejestrator nagrywał zapis ze wszystkich kamer – zeznał policjant.

 

Było to 16 maja około godziny 12. Czyli więcej niż 24 godziny po śmierci Igora Stachowiaka. Urządzenia nagrywającego obraz z kamer nie widział żaden specjalista od informatyki. Nigdy żadnych nagrań z wnętrza komisariatu nie odzyskano. Okazało się, że kamery nie nagrywały od wielu dni. Tymczasem jesienią 2016 roku prowadząca śledztwo prokuratura dotarła do funkcjonariuszki wrocławskiej straży miejskiej, prywatnie znajomej pewnego wrocławskiego policjanta, choć nie z komisariatu na Trzemeskiej. W kilka dni po ujawnieniu tragedii na komisariacie komentowano całą sytuację. Policjant przekonywał znajomą, że Igora nikt nie bił. „Na komisariacie są wszędzie kamery, wszystko się ponagrywało, oglądaliśmy przez godzinę jak się zachowywał ani razu nie został uderzony” – czytamy w jednym z sms-ów policjanta do strażniczki.

 

Śledczy dotarli do tego funkcjonariusza. Jak się okazuje, jest policyjnym wywiadowcą w Komendzie Miejskiej Policji. „To było kłamstwo” – zapewniał. Dodając, że chciał w ten sposób spowodować alby jego znajoma „zmieniła swój punkt widzenia” co do przyczyny śmierci Igora. I zapewniał, ze żadnych nagrań, z żadnych kamer nigdy nie oglądał.

 

AIP

COMMENTS

WORDPRESS: 0