Wielka Brytania: Pierwszy dzień historycznej debaty ws. brexitu

Wielka Brytania: Pierwszy dzień historycznej debaty ws. brexitu

W brytyjskiej Izbie Gmin wtorek był pierwszym dniem historycznej debaty w sprawie brexitu. W przyszłym tygodniu (11.12) zakończy się ona głosowaniem nad ratyfikacją układu określającego warunki rozstania Londynu i Unii Europejskiej. Premier Theresa May, która wynegocjowała umowę, musiała odpierać ataki z wielu stron, również z szeregów własnej partii.

Theresa May rozpoczęła debatę apelując o jedność. Przekonywała, że ustąpić powinni euroentuzjaści, godząc się z wynikiem referendum brexitowego i przestając dążyć do jego powtórzenia. Ale mówiła, że również zwolennicy twardego brexitu muszą uszanować wrażliwość tych, którzy sprzeciwiali się wyjściu z Unii. „Możemy przymknąć oczy na twarde fakty i nadal prowadzić spór w oparciu o te dwa skrajne stanowiska. Albo też zaakceptować, że jedyne rozwiązanie, jakie ma szansę przetrwać, to takie, które bierze pod uwagę obawy tych, którzy głosowali za wyjściem z Unii, a jednocześnie daje gwarancje głosującym za pozostaniem we Wspólnocie” – mówiła premier, dodając, że kłótnie o brexit trwają zbyt długo i niszczą politykę na Wyspach. „Życie składa się z kompromisów” – zadeklarowała premier. I powtórzyła, że układ, jaki wynegocjowała to najlepsza umowa, jaką realnie można było osiągnąć.

Szefowa rządu usłyszała słowa poparcia od swojej koleżanki partyjnej Vicky Ford. „Niektórzy koledzy myślą, ze odrzucenie tej umowy sprawi, że liderzy unii zaoferują nam coś lepszego. Niby dlaczego?” – pytała retorycznie konserwatywna polityk. Dominowała jednak krytyka. Lider lewicowej Partii Pracy nazwał forsowany przez premier układ „złym dla kraju”. „Mam nadzieję i spodziewam się, że odrzucimy ten układ. To będzie dla rządu moment utraty zaufania ze strony Izby Gmin. Liczę, że pojawi się wtedy refleksja. Albo członkowie gabinetu wynegocjują z Unią lepsze porozumienie, albo też ustąpią miejsca tym, którzy to zrobią” – powiedział Jeremy Corbyn. Wcześniej Partia Pracy ogłosiła, że w przypadku braku zgody parlamentu, zgłosi wniosek o wotum nieufności wobec premier.

Wśród wielu zgłoszonych przez Jeremy’ego Corbyna zastrzeżeń pojawiło się też to, że zawarty w układzie irlandzki plan awaryjny, tzw. backstop, może okazać się pułapką, bo Zjednoczone Królestwo nie mogłoby z niego zrezygnować bez akceptacji Unii. Zgodził się z tym Boris Johnson, były szef MSZ i zwolennik twardego brexitu. Apelował, by posłowie zagłosowali przeciwko porozumieniu forsowanemu przez liderkę jego własnego stronnictwa. I podkreślał, że jej umowa zjednoczyła w sprzeciwie ludzi z różnych obozów politycznych, takich jak on i były lewicowy premier Tony Blair. „Jesteśmy dziś zjednoczeni w przeświadczeniu, że to niestety narodowe upokorzenie. Ośmieszenie brexitu” – powiedział Boris Johnson. Dodał, ze brexit w wariancie wybranym przez rząd nie przywróci krajowi kontroli, a dodatkowo jej go pozbawi, wiążąc w szeregu sfer unijnymi przepisami, na których kształtowanie Londyn nie będzie miał już wpływu. Tymczasem Ian Blackford ze Szkockiej Partii Narodowej sugerował, że jeśli brexitu nie da się powstrzymać w całym Królestwie, to Szkocja powinna obrać prounijny kurs jako niepodległy kraj.

Głosowanie odbędzie się 11 grudnia. Arytmetyka parlamentarna sugeruje obecnie, że Theresa May je przegra, głównie w wyniku buntu wewnętrznego w jej własnym stronnictwie. Ocenia się, że przeciwko porozumieniu chce głosować około stu konserwatystów, zarówno z pozycji pro- jak i antyunijnych. Co więcej, ze względu na kwestię granicy w Irlandii, sprzeciw deklaruje nieformalny, północnoirlandzki koalicjant stronnictwa Theresy May. A po zeszłorocznych wyborach premier nie ma samodzielnej większości w Izbie Gmin.

Wcześniej rząd po raz pierwszy w historii Zjednoczonego Królestwa został uznany przez posłów za winnego obrazy parlamentu. Posłowie chcieli zobaczyć pełny tekst analizy skutków prawnych brexitu, dotyczących m.in sytuacji na granicy z Irlandią. Rząd opublikował tylko podsumowanie. Wniosek, złożony przez wszystkie ugrupowania opozycyjne, ale także przez DUP, czyli nieformalnego koalicjanta Partii Konserwatywnej, został przyjęty stosunkiem głosów 311 – 293. Wynik ma głównie znaczenie symboliczne, ale może okazać się dodatkową formą politycznej presji, która przeszkodzi Theresie May w budowaniu koalicji opowiadającej się za jej układem. Posłowie opozycji uważają, że pełny tekst zawiera niekorzystną dla rządu ocenę skutków forsowanego przez premier porozumienia.

Informacyjna Agencja Radiowa/IAR/Adam Dąbrowski/Londyn/dabr

COMMENTS

WORDPRESS: 0