Wczoraj i dziś: Tomasz Hajto, czyli kariera po karierze

Wczoraj i dziś: Tomasz Hajto, czyli kariera po karierze

Problematyczny za czasów gry w piłkę, po odłożeniu korków wciąż wywołuje emocje. Tomasza Hajtę można kochać, można i nienawidzić, jednak trzeba przyznać, że w ostatnich latach stał się prawdziwą… truskawką na torcie polskiego piłkarskiego świata.

[przycisk_galeria] Rozpoznawalny stał się dzięki występom w Górniku Zabrze, gdzie grał przez 4 lata. To podczas pobytu w tym klubie został dostrzeżony przez ówczesnego selekcjonera polskiej kadry, Antoniego Piechniczka, wedle którego zasłużył na powołanie. Bardzo solidna postawa obrońcy na Śląsku zaowocowała transferem do Bundesligi. W MSV Duisburg, swym pierwszym niemieckim pracodawcy, zasłynął głównie w pierwszych akordach debiutanckiego sezonu. Po 9. serii spotkań na swym koncie miał 5 nominowań do najlepszej „jedenastki” kolejki magazynu „Kicker”. Jego styl gry charakteryzował się potężnymi strzałami z dystansu, dalekimi wyrzutami z autu i… częstym faulowaniem, a, co za tym idzie, ogromną liczbą dostawanych żółtych kartek. W roku 2000 rozpoczęła się najlepsza era w karierze zawodnika. W Schalke 04 Hajto stworzył wraz z Tomaszem Wałdochem (kapitanem w latach 2000-2004) jeden z solidniejszych duetów defensywnych ligi. Już pierwsze miesiące w klubie z Zagłębia Ruhry mogły zakończyć się dla niego zdobyciem mistrzostwa Niemiec. Bayern Monachium wydarł je die Königsblauen… w 94. minucie ostatniego meczu finalnej kolejki sezonu 2000/2001. Dużym osiągnięciem należy nazwać otrzymanie przez niego tytułu najlepszego zawodnika Schalke w Lidze Mistrzów. To także z tego okresu pochodzi słynna afera papierosowa – Gianni otrzymał od polskich przemytników 110 paczek nieopodatkowanych papierosów, a następnie odsprzedał je z zyskiem, co poskutkowało przymusem zapłacenia 43 500 euro grzywny. Ogółem w barwach Schalke Hajto zaliczył 104 spotkania – o jedno mniej, niż podczas pierwszego pobytu w Górniku Zabrze, i odszedł stamtąd po wydaniu wyroku przez sąd. Następnie nadszedł słabszy okres w karierze Hajty. Problemy z trenerem 1. FC Nürnberg zmusiły „piłkarza z wdziękiem drwala” do zmiany miejsca gry już po jednym sezonie. W Wielkiej Brytanii również nie szło mu najlepiej, stąd też w wieku 34 lat zdecydował się na dokończenie kariery w Polsce. W rodzimym kraju po powrocie występował kolejno w ŁKS-ie Łódź, Zabrzu i ponownie w Łodzi. Ostatnim klubem specyficznego zawodnika był A-klasowy LUKS Gomunice, gdzie miejsce na boisku dzielił ze swoim synem Mateuszem. To właśnie ta uznana marka polskiego futbolu miała okazać się pierwszym przystankiem w trenerskiej przygodzie Hajty. Po kłopotach związanych z wyrabianiem odpowiedniej licencji dla trenerów Hajto przejął Jagiellonię Białystok. W sezonie pod jego wodzą „Jaga” zajęła dopiero 10. miejsce w ekstraklasie, a włodarze klubu nie zdecydowali się na przedłużenie kontraktu. Później poprowadził ŁKS Łódź do… spadku do 2. ligi. Przyczyniło się to do tymczasowego zawieszenia kariery trenerskiej Hajty. Od tego czasu rozpoczął się jeden z ciekawszych epizodów w życiu kontrowersyjnej postaci. Etap ten to osobliwe komentowanie meczów piłkarskich. O podaniu zwycięskiego składu Kaiserslautern z meczu z Bayernem w sezonie 1997/98 (przypomnijmy: Reinke, Kadlec, Koch (31. Hristov), Kuka, Marschall, Ratinho (75. Reich), Roos, Schjönberg, Schäfer, Sforza, Wagner. I jeszcze Ballack.) podczas jednego z meczów LOTTO Ekstraklasy słyszeli 2 lata temu wszyscy. Od tego czasu wciąż jest lepiej i lepiej. Tomasz Hajto uwielbia dawać cenne porady piłkarzom będącym właśnie na boisku. Bez jego rad prawdopodobnie piłkarze polskiej reprezentacji nie wchodziliby w pole karne, nie pokiwali, Piszczek nie grałby czołowych skrzypiec, a Jędrzejczyk w niczym nie przypominałby polskiego Hoewedesa. Hajto nie stroni także od stanowczego krytykowania konkretnych zawodników. Zwłaszcza oberwało się Pawłowi Dawidowiczowi w pierwszej połowie meczu polskiego Euro U-21 Polska – Szwecja, kiedy to komentator w bardzo mocnych słowach podsumował występ reprezentanta. Dużo osób zarzucało po tym spotkaniu zbyt mało zrozumienia dla wciąż uczącego się dorosłej piłki zawodnika. Jego niemieckie wtrącenia czy złote myśli, jakoby życie piłkarza było jak chodzenie po górach, bo raz jest się na szczycie, a raz na dole, są po każdym reprezentacyjnym meczu wielokrotnie powtarzane w mediach społecznościowych. Niektórzy komentarze Hajty uznają za żenujące, niektórzy za ubarwiające nawet najbardziej nudny mecz. W końcu nie ważne jak mówią, ważne, że mówią!

 

-Kiedyś grał, dzisiaj ocenia.
HTML tutorial

COMMENTS

WORDPRESS: 0