W boksie też trzeba wiedzieć kiedy ze sceny zejść. Niekoniecznie niepokonanym

W boksie też trzeba wiedzieć kiedy ze sceny zejść. Niekoniecznie niepokonanym

„Niepokonanych” Perfectu można zadedykować wielu pięściarzom, którzy nie potrafili w porę pożegnać się z ringiem. Zdarzało się to nawet największym. Część z nich kibice postrzegają przez rozmienianie się na drobne u schyłku kariery, a nie wcześniejsze sukcesy. Liczymy na to, że do tego grona nie dołączy Tomasz Adamek, który w sobotę został szybko znokautowany przez Jarrella Millera.

11 lat i 41 kilogramów – taka różnica w sobotniej walce z Jarrellem Millerem (22-0-1, 19 KO) musiała przełożyć się na niekorzyść Tomasza Adamka (53-6, 31 KO). Były mistrz świata kategorii półciężkiej i junior ciężkiej oraz pretendent do pasa wagi ciężkiej padł po ciosach Amerykanina w drugiej rundzie. Ambitna próba ataku na kolejny pas (w przypadku zwycięstwa Polak zawalczyłby o tytuł mistrza świata WBA) tym razem się nie powiodła. – Trzeba chyba zawiesić rękawice na kołku i siedzieć w domu – przyznał po walce przed kamerami Polsatu Sport Adamek. Jego promotor Mateusz Borek również nie pozostawia złudzeń, że to koniec sportowej kariery „Górala”. Kibice najbardziej utytułowanego polskiego pięściarza mogą pocieszać się tylko tym, że… kończył on już karierę, i to kilka razy. W 2014 r. po porażce z Arturem Szpilką (a wcześniej z Wiaczesławem Głazkowem) i dwa lata później po nokaucie z rąk Erika Moliny. W międzyczasie wygrał też „pożegnalną” walkę z Przemysławem Saletą. Żona Adamka, od której pozwolenia pięściarz uzależniał powrót do sportu, po raz kolejny nie da się jednak pewnie przekonać. Dziewięć lat temu „Góral” był zresztą po drugiej stronie barykady, kiedy kończył – jak się wydawało – karierę Andrzeja Gołoty (41-9-1, 33 KO) nokautując go w piątej rundzie. Czterokrotny pretendent do tytułu mistrza świata w 2013 r. wszedł jednak między liny jeszcze raz. Tym razem znokautował go wyciągnięty z emerytury Saleta. Po tej walce wrócił już tylko na pożegnalny, pokazowy pojedynek z Danellem Nicholsonem. Przez to, że długo nie potrafił pożegnać się z boksem, Gołota młodszym kibicom kojarzy się głównie ze starszym panem szybciej lub wolniej padającym na deski. A nie człowiekiem, który stoczył dwie wojny z Riddickiem Bowe czy dwa razy został oszukany w walkach o mistrzostwo świata.

 

Na drobne rozmienił się też zresztą Bowe (43-1, 33 KO). Po laniach z rąk Polaka (obie walki wygrał jednak przez dyskwalifikacje) popadł w spore problemy psychiczne. Na 1,5 roku trafił do więzienia za uprowadzenie własnej żony i dzieci. W 2004, po 7,5 roku nieobecności w ringu, stoczył dwie walki ze słabymi rywalami. Drugą otłuszczony „Big Daddy” wygrał z dużym trudem. Niedługo później ogłosił bankructwo, a swoją sytuację finansową ratował kolejnym powrotem (w 2008), walką w muay thai (do jej zakończenia w połowie drugiej rundy lądował na deskach pięć razy) i… proszeniem w internecie kibiców o datki. Zarobić miał też na trzeciej walce z Gołotą, tym razem we wrestlingu lub MMA, nic z tego jednak nie wyszło. Podobnych historii jest mnóstwo, przytrafiały się nawet największym. – Po „Thrilla in Manila” [trzecia walka z Joe Frazierem – red.] błagałem go, by skończył z boksem. Nikt nie mógł wytrzymać przyjmowania tylu ciosów, nawet on. Ale nie chciał odejść, więc ja odszedłem od niego – wspominał lekarz Muhammada Alego (56-5, 37 KO) dr Ferdie Pacheco. Ali boksował jeszcze przez sześć lat. Z czterech ostatnich walk przegrał trzy. Podczas ostatniej, z Trevorem Berbickiem, był cieniem siebie i statycznym celem dla rywala. Przyjęte ciosy wpłynęły na rozwój choroby Parkingona u „Największego”, który zmarł w 2016 r. Cztery lata wcześniej, gdy ostatni raz spotkał Pacheco, drżącym głosem powiedział mu: „Miałeś rację…” Inny z pretendentów do miana najlepszego w historii, Sugar Ray Robinson pierwszy raz przeszedł na emeryturę w 1952 r (z rekordem 131-3-1). Ostatni – 13 lat później (w tym czasie 42-16-5). Trwającą ćwierć wieku karierę okupił chorobą Alzheimera. Przykro oglądało się dostającego lania od kilkanaście lat młodszych rywali Julio Cesara Chaveza (107-6-2, 85 KO), bijącego się ze swoimi demonami Mike’a Tysona (50-6, 44 KO) czy walczącego do 50. Roberto Durana (103-16, 70 KO).

 

W lutym karierę (po raz kolejny) w wieku 48 lat zakończył Roy Jones Jr (66-9, 47 KO), mistrz świata czterech kategorii wagowych. Wielu twierdzi, że ponad dekadę za późno. Z poważnymi rywalami nie miał szans, obijał więc przeciętniaków. I tak zdarzały mu się jednak spektakularne wpadki, jak nokaut od Enzo Maccarinelliego. Pięściarzy, którzy potrafili odejść w blasku chwały niczym Rocky Marciano (49-0, 43 KO) nie ma wielu. Nawet Floyd Mayweather Jr (50-0, 27 KO), choć niepokonany, co jakiś czas wraca po kolejną wypłatę. Ostatnio bił się z debiutującym w boksie zawodnikiem MMA Conorem McGregorem. Miejmy nadzieję, że więcej pięściarzy weźmie przykład z Marciano. Bo tak naprawdę nie do pokonania w boksie jest tylko upływający czas.

 

COMMENTS

WORDPRESS: 0