Urodziny Hansa Klossa. Kultowy serial „Stawka większa niż życie” kończy 50 lat!

Urodziny Hansa Klossa. Kultowy serial „Stawka większa niż życie” kończy 50 lat!

Bogdan Bernacki, miłośnik „Stawki większej niż życie”, opowiada o kulisach kultowego serialu, który 50 lat temu był realizowany we Wrocławiu. 

O „Stawce większej niż życie” mówi się, że to jest serial kultowy. Na czym polega jego wyjątkowość?

Chociażby na tym, że trudno wskazać drugi serial, drugi film, czarno-biały, który mimo upływu lat ciągle rezonuje, budzi zainteresowanie. Na pewno jest ich niewiele. Myślę, że to jest przykład dobrej roboty od samego początku: od etapu scenariusza, poprzez fazę produkcyjną – staranna scenografia, praca reżyserów, profesjonalny montaż, oprawa muzyczna…

No i aktorzy.

Na ekranie pojawia się 700 aktorów z całej Polski, głównie aktorów teatralnych z Łodzi, Olsztyna, Wrocławia, Krakowa i Warszawy. W grze aktorskiej widać i słychać tę urokliwą manierę teatralną, z którą niektórzy wypowiadają swoje kwestie – ale to dodaje temu serialowi uroku. Ten film, jak widać, przetrwał próbę czasu.

Film retro.

Ale retro w dobrym tego słowa znaczeniu. Mieliśmy próby zrobienia podobnego serialu – chodzi mi o „Tajemnicę twierdzy szyfrów” – świetny pod względem dokumentacyjnym, mundury dopracowane, grupy rekonstrukcyjne zaangażowane, wszystko było perfekcyjne, aktorzy też zagrali w tym serialu nie najgorsi, ale scenariusz był z niższej półki. Ten serial nie zapiera tchu w piersi. To nie jest seria filmowa, którą chciałoby się przeżyć jeszcze raz.

A „Stawka…” dech w piersi zapiera.

Bardzo. I to nadal, nawet po 50 latach. W tej chwili trzy stacje telewizyjne emitują ten serial. I tak jest od wielu lat. „Stawka…” jest stale obecna w TV – i to nie tylko w telewizji publicznej, ale i w stacjach komercyjnych, które jak wiadomo kierują się przede wszystkim oglądalnością. Widocznie ludzie cały czas chcą oglądać Klossa.

Ten serial zdobył wielką popularność nie tylko w Polsce, ale i na całym świecie. Szacuje się, że do tej pory obejrzało go ponad miliard ludzi.

Pokazywany był nie tylko w Europie, ale i w Azji, w Amerykach – obu. W Stanach Zjednoczonych wyświetlały go lokalne stacje. Obejrzeli go widzowie we wszystkich państwach socjalistycznych. Podczas emisji w NRD serial był z zainteresowaniem oglądany w Berlinie Zachodnim, dokąd docierał sygnał. A zachodnioniemiecka prasa recenzowała każdy odcinek. W epoce cyfrowej serial ukazał się na DVD nie tylko w Polsce, ale i w Niemczech, Czechach i Rosji, z ich dubbingiem.

Ooo, chciałbym usłyszeć, jak po czesku brzmi „Nie ze mną te numery Brunner”.

Dosyć śmiesznie. W Klubie Miłośników Stawki jest koleżanka Joanna, która się w tej czeszczyźnie lubuje i dzięki niej mamy sztandarowe dialogi, po czesku, spisane. A propos „Nie ze mną te numery, Brunner”. To powiedzenie, które pan przytoczył, nie pada w serialu. Ono zaczęło żyć i żyje obok serialu.

Jak to?

W serialu słyszymy: „Takie sztuczki nie ze mną, Brunner”. Ale niedługo po premierze serialu w programie kabaretowym „Spotkania z balladą” zostało to powiedzenie przekręcone właśnie na „Nie ze mną te numery, Brunner”.

A jak się zaczęła cała historia że „Stawka…” w ogóle powstała?

Zaczęło się od Teatru Telewizji, w 1964 roku. Było czwartkowe pasmo Teatru Sensacji i dyrektorzy tegoż teatru stwierdzili, że można by przenieść na ekran książkę „Baron von Goldring” autorstwa Jurija Dold-Mychajłyka. Jej bohaterem jest agent radziecki. Zrobienie tego teatru przypadło w udziale Januszowi Morgensternowi. Stwierdził on, że to jest dobry pomysł, ale postawił warunek, że bohater musi być Polakiem. Reżyser współpracował wówczas ze Zbigniewem Safjanem przy scenariuszu filmu „Potem nastąpi cisza”. Morgenstern zaproponował Safjanowi, aby wykorzystując tylko pomysł fabularny z „Barona von Goldringa” napisał nową historię o agencie w szeregach Abwehry. Zbigniew Safjan zaprosił do współpracy Andrzeja Szypulskiego. I tak ta para scenarzystów stworzyła Hansa Klossa.

Kloss w Teatrze Telewizji.

Pojawiał się od stycznia 1965 roku do lutego 1967, z przerwami. I po dwóch, trzech widowiskach Kloss teatralny, nieco przaśny, z inną niż serialowa muzyką – m.in. z fragmentem symfonii Szostakowicza, spodobał się. Wpisał się idealnie w czas: 20 lat po wojnie kino wciąż pokazywało Polaków jako pokonanych, poturbowanych przez II wojnę światową, a tu nagle pojawia się bohater, który zwycięża, jest skuteczny, dlatego rozpalił wyobraźnię Polaków. I w każdy czwartek, kiedy w telewizyjnym teatrze pojawiał się Kloss, ulice się wyludniały.

Ile było tych spektakli?

14. Były emitowane na żywo i nagrywano je na telerecording, czyli taką niedoskonałą technicznie taśmę. Mniej więcej po roku emisji zapadła decyzja, że historia Hansa Klossa zostanie przeniesiona na taśmę filmową. Ze względów komercyjnych to zrobiono, bo zdano sobie sprawę z tego, że udało się stworzyć świetnego, ponadczasowego bohatera, trochę komiksowego, ale osadzonego w realiach. I że jego historia może się dobrze sprzedać, też za granicą, i to nie tylko do demoludów.

Mieli rację.

„Stawka większa niż życie” cieszyła się wielką popularnością na przykład w Skandynawii. I dzięki Szwedom mamy komiks o Klossie. ? Kiedy zapadła decyzja o emisji serialu w Szwecji, to Szwedzi stwierdzili – co na ich rynku było normalne – że w ramach promocji, razem z serialem, powinny pojawiać się też zeszyty komiksowe z Klossem. I zamówili u Polaków stworzenie komiksu – który później ukazał się w Skandynawii, Polsce, Czechosłowacji i Jugosławii.

Kloss zaczął żyć życiem pozaserialowym i zaczęto zarabiać na „stawkowych” gadżetach.

Wydano serię pocztówek z fotosami z serialu, które można było kupić w kioskach „Ruchu”. Pojawiły się słynne lusterka z podobizną Klossa, które sprzedawano na bazarach. A Wojciech Młynarski, już po premierze serialu, napisał tekst do kompozycji Jerzego Matuszkiewicza, do motywu przewodniego, pod tytułem „Był taki czas”, którą śpiewa Stanisław Mikulski, odtwórca roli Klossa. Polskie Nagrania wydały to na płytach, ponadto piosenka ta była wydawana na pocztówkach dźwiękowych – najczęściej z balladą z „Czterech pancernych” – i cieszyła się dużym wzięciem.

Stanisław Mikulski był nie tylko świetnym aktorem, ale też miał piękny głos.

A przez 20 lat był konferansjerem na Festiwalu Piosenki Żołnierskiej w Kołobrzegu. Nawiasem mówiąc jest taki odcinek „Hasło”, który był kręcony we Wrocławiu, a którego akcja toczy się we Francji. Aktor opowiadał mi kiedyś, że zdjęcia były w lipcu, tuż po festiwalu w Kołobrzegu i jechał pociągiem całą noc znad morza na Dolny Śląsk. I na drugi dzień był mocno niewyspany, a w scenie, która toczyła się w willi na wrocławskim Biskupinie, miał udawać mocno pijanego. Gdy położył się na kanapie… zasnął ze zmęczenia.

Stanisław Mikulski grał Klossa i w Teatrze Telewizji, i w filmie.

W roli Klossa Mikulskiego obsadził Morgenstern, który zaczynał ten Teatr Telewizji, ale zrobił tylko jeden odcinek, bo pozostałe są dziełem Andrzeja Konica, z wyjątkiem odcinka, który wyreżyserowała Barbara Borys-Damięcka. Natomiast Emila Karewicza w roli Brunnera obsadził Andrzej Konic. Potem, gdy zapadła decyzja, że powstanie serial filmowy, to obaj panowie byli odpowiedzialni za reżyserię – Konic i Morgenstern nakręcili po 9 odcinków.

To, co było nakręcone w Teatrze Telewizji, zostało jeden do jednego przeniesione do serialu?

Nie, niektóre odcinki teatralne mają odzwierciedlenie w serialu, inne w komiksie, a są też takie, które nie mają odpowiednika filmowego czy komiksowego. Tak naprawdę scenariuszy „Stawki większej niż życie” powstało więcej, nie wszystkie zostały skierowane do produkcji. Najpierw nakręcono 6 odcinków „Stawki…”, a gdy w trakcie kręcenia okazało się, że budżet się dopina, zapadła decyzja o drugiej serii, a wiosną 1968 roku – o trzeciej. Łącznie nakręcono 18 odcinków serialu, a niezrealizowanych scenariuszy jest jeszcze przynajmniej na jedną serię, czyli sześć odcinków.

Czego nie zobaczymy? Co jest w tych niezrealizowanych scenariuszach?

Jest np. scenariusz odcinka „Dworzec Keleti – godzina jedenasta”, znajduje się w Filmotece Narodowej. Nie zdecydowano się go zrealizować prawdopodobnie dlatego, że akcja nakręconego odcinka „Café Rose” toczy się również w Turcji i może nie chciano osadzać akcji kolejnego odcinka na Bliskim Wschodzie. Co ciekawe, po premierze serialu Safjan i Szypulski napisali na podstawie scenariuszy opowiadania z Klossem w roli głównej i są wśród nich te, które nie zostały zrealizowane na taśmie celuloidowej.

Po sukcesie 18 odcinków przygód Hansa Klossa nie chciano zrobić kontynuacji? Twórcy nie chcieli pójść za ciosem i nakręcić jeszcze kilku odcinków?

Safjan, Szypulski i Mikulski mówili w wywiadach do połowy lat 70., że „Stawka…” będzie miała kontynuację. I nie wiedzieć czemu, do tego nie doszło.

Powstał zamiast tego serial „Życie na gorąco”.

To miał być Kloss powojenny, ścigający zbrodniarzy po całym świecie. Ten serial w porównaniu ze „Stawką…” wypada jednak blado. Grzeszy dłużyznami, jest mniej emocjonujący, choć w dużej części realizowała go ekipa „stawkowa” – bo i Andrzej Konic był reżyserem, Antoni Wójtowicz robił zdjęcia, aktorzy byli ze „Stawki…”, nawet Mikulski i Karewicz zagrali tam epizody. Co ciekawe – Mikulski zagrał tego złego, a Karewicz – dobrego bohatera.

Hans Kloss był aktorskim przekleństwem Stanisława Mikulskiego?

Brunner tak bardzo nie przykleił się do Emila Karewicza, jak Kloss do Stanisława Mikulskiego. Ta rola bardzo go zawodowo zdeterminowała i spowodowała, że nie dostawał wielu znaczących propozycji w filmie, szczególnie w kraju, bo za granicą trochę pograł. A ostatnią rolą Stanisława Mikulskiego też była rola Klossa – w filmie Patryka Vegi „Stawka większa niż śmierć”. To miało być nawiązanie do serialu, ale rewelacyjnych recenzji ten film nie zebrał.

Dziś Kloss stał się ikoną popkultury.

Prawie każdy wie, kto to jest Hans Kloss, a jak nie wie, to z pewnością prędzej czy później się dowie.

Dialogi z filmu też weszły do życia codziennego. Jak słynne hasło „Najlepsze kasztany są na placu Pigalle”.

Gdy ktoś jedzie do Paryża, to idzie na plac Pigalle, żeby sprawdzić, czy te kasztany tam rzeczywiście sprzedają, i czy rzeczywiście są smaczne. Zdanie to pada w odcinku „Hasło”, który był kręcony m.in. we Wrocławiu. Potwierdził to Edward Linde Lubaszenko, który zagrał w tym odcinku. I jeszcze dodał, że konkretnie scena była kręcona w lokalu na styku ulic Świdnickiej i placu Teatralnego.

Serial z Klossem był kręcony w całej Polsce, w tym spora część we Wrocławiu. Grali wrocławscy aktorzy, wrocławskie budynki – i Dworzec Główny, i Pałacyk przy Kościuszki, i Ostrów Tumski.

Wiele scen powstało na terenie Wrocławskiej Wytwórni Filmów Fabularnych. Generalnie cały serial robiła łódzka wytwórnia filmowa, ale ostatnie sześć odcinków, ze względu na geografię, robiła we współpracy i siłami wytwórni wrocławskiej. Te najbardziej charakterystyczne plenery, które pan wymienił, są najbardziej rozpoznawalne w odcinku „Zdrada” z Beatą Tyszkiewicz i Ryszardem Filipskim. Jest tam i Dworzec Główny, i Teatr Polski, i Teatr Lalek. „Grają” hotel Monopol, Muzeum Narodowe. A w pozostałych wrocławskich odcinkach: „Hasło”, „Bez instrukcji”, „Akcja – «Liść dębu»”, „Poszukiwany gruppenführer Wolf” – te plenery wrocławskie są, ale nie wszystkie są tak oczywiste. Bo gdy to są mieszkania prywatne, to na pierwszy rzut oka nie możemy stwierdzić, gdzie to było realizowane. W odcinku krakowskim – „W imieniu Rzeczypospolitej” – jedna scena, ucieczki z pociągu – została nakręcona pod Wrocławiem, na linii kolejowej w kierunku Legnicy. Pod Wrocławiem, we wsi Błonie, były kręcone zdjęcia do odcinka „Bez instrukcji” przy nieistniejącym już wiatraku kozłowym. Spłonął niestety. Oglądając tę scenę widz jest przekonany, że to wybrzeże brytyjskie i że żołnierze wychodzą zza sporego wzgórza, a tymczasem w Błoniu, przy wiatraku, jest tylko niewielkie wzniesienie. Filmowcy wymyślili, aby aktorzy z pozycji kucznej pojawiali się w kadrze, dlatego mamy wrażenie, że wyłaniają się zza wzgórza.

Pewnie ma pan w rękawie mnóstwo anegdot z planu?

Kilka znam. Na przykład dotyczącą realizacji jednej z ostatnich scen do odcinka „Zdrada”, w której Kloss opuszcza mieszkanie i po chwili następuje widowiskowy wybuch – kręcono ją przy ul. Smoluchowskiego we Wrocławiu. To były zdjęcia nocne. I niezbyt efektownie wyszedł ten wybuch. Dlatego pirotechnik dodał trochę magnezji i za drugim razem błysk był imponujący, wybuch też – niestety tym razem był tak silny, że całe okno, razem z futryną, wpadło do mieszkania wypożyczonego na czas zdjęć. Wszyscy realizatorzy i aktorzy, gdy jest mowa o Wrocławiu, wspominają, że lato sprzed 50 lat temu było wyjątkowo upalne. W dodatku pracowały wydzielające ciepło potężne reflektory. A po drugie – dokuczała im plaga komarów, które też do światła lamp na planie ciągnęły… Natomiast na Karłowicach kręcono sceny do odcinka „Akcja – «Liść dębu»”. Pani, która wynajmowała mieszkanie filmowcom opowiadała mi, że Mikulski występował w tym upale w dość ciężkim płaszczu i gdy go ściągał po ujęciu, to za każdym razem miał mokry podkoszulek. Teraz właśnie świętujemy 50-lecie „Stawki” we Wrocławiu, bo na przełomie czerwca i lipca rozpoczęto kręcenie zdjęć do serialu, do trzeciej serii, które trwały w stolicy Dolnego Śląska do połowy sierpnia – czyli półtora miesiąca.

Jak pan wspominał, w serialu zagrało ponad 700 aktorów.

Łatwiej wymienić tych aktorów, którzy w „Stawce…” nie grali, niż tych, którzy w niej wystąpili. Na pewno Gustaw Holoubek nie grał, Wiesław Gołas też nie, i Magda Zawadzka nie zagrała. Pozostali wielcy aktorzy zagrali. Wrocławscy aktorzy zagrali niemal wszyscy – i doświadczeni, i początkujący. Artur Młodnicki, Igor Przegrodzki – też zagrał charakterystyczny epizod. Występuje w odcinku „Hasło”. Jest lekarzem w scenie z Leonardem Pietraszakiem i Eliaszem Kuziemskim, również aktorem wrocławskim. Przegrodzki wypowiada tekst, który doskonale się sprawdza w kontekście biesiadnym. Mówi: „Każda kropla płynu to śmierć”. Z aktorów wrocławskich, przez przypadek, zagrał na przykład Eugeniusz Kujawski.

Czemu przez przypadek?

Kujawski, po spektaklu w teatrze, zajrzał do klubu związków twórczych. Tam akurat siedział Andrzej Konic i zaczęli rozmawiać. Okazało się, że Konic potrzebuje aktora, który umie jeździć motocyklem. A akurat Kujawski miał skuter „Osa”, a na dodatek spełniał warunki fizyczne – był smukłym blondynem, idealnym na oficera Abwehry. Serial to też sporo wpadek… Do dzisiaj są wychwytywane przez widzów. Jakie były te grzechy najcięższe? Np. to, że tego samego aktora, w bliskich stosunkowo odcinkach, obsadzono raz w roli oficera brytyjskiego, a raz w roli niemieckiego – Leszek Herdegen zagrał te dwie role. To wynikało stąd, że odcinek „Hasło”, w którym jest on Niemcem, robił Konic, a odcinek „Bez instrukcji”, gdzie jest Brytyjczykiem – Morgenstern. To była wielka machina produkcyjna… A aktor? Pojawiła się propozycja, to ją przyjął i zagrał. Poza tym zdarzało się, że osoby odpowiedzialne za mundury czegoś nie dopatrzyły, a nie było przecież internetu, żeby sprawdzić, jak dokładnie wyglądały naszywki na mundurach, jaki ma być otok na czapce, i przez to są pewne anachronizmy na ekranie – np. Brunner raz występuje w czarnym mundurze, a raz w jaśniejszym, który jest mundurem właściwym, bo od 1938 roku Gestapo nie nosiło ciemnych mundurów, tylko takie w odcieniu zielono-szarym.

Serial był kręcony w latach 60.

To powodowało pewne ograniczenia. Na przykład nie kręcono żadnych scen za granicą, choć akcja kilku odcinków toczy się i we Francji, i w Wielkiej Brytanii, i w Turcji. Koszty. Poza tym maksymalnie, ze względu na drogą taśmę filmową, można było zrobić tylko cztery duble. Ale też były plusy robienia filmu w tamtym okresie: nie było presji czasu takiej jak dzisiaj. Filmowcy mogli pewne rzeczy cyzelować, bardzo dokładnie przygotowywali się do każdego ujęcia, sceny. Nie było też rzeczy niemożliwych: wystarczył jeden telefon i zamykano, na cały tydzień, część Ostrowa Tumskiego we Wrocławiu, a na zabytkowe uliczki wjeżdżały ciężkie wozy bojowe. Gdy w koszarach przy ul. Obornickiej trzeba było urządzić jednostkę niemiecką – proszę bardzo. Zamknięto całe piętro, na bramie pojawiła się swastyka.

Właśnie ukazała się pana książka – „Śladami Klossa po Wrocławiu”.

Pokazuję w niej, na zdjęciach współczesnych, jak i na archiwalnych, miejsca, w których kręcono „Stawkę większą niż życie” we Wrocławiu. Są też wycinki z gazet opisujące i dokumentujące pracę filmowców, anegdoty z planu zdjęciowego. I dokładne mapki z filmowymi plenerami. Mam nadzieję, że zainteresuje nie tylko miłośników serialu. Można ją wziąć do ręki i podążać śladami Klossa po Wrocławiu.

Robert Migdał aip

COMMENTS

WORDPRESS: 0