Ucho Prezesa w Teatrze 6. Piętro. W Warszawie zobaczymy bój o schedę po Prezesie. O spektaklu rozmawiamy z Mikołajem Cieślakiem

Ucho Prezesa w Teatrze 6. Piętro. W Warszawie zobaczymy bój o schedę po Prezesie. O spektaklu rozmawiamy z Mikołajem Cieślakiem

Słynne „Ucho Prezesa” przenosi się na scenę. W Teatrze 6. Piętro zobaczymy walkę o władzę po Prezesie. Premiera 21 grudnia. O spektaklu „Ucho Prezesa, czyli scheda” rozmawiamy z „Mariuszem”, czyli Mikołajem Cieślakiem. 

Czym różni się teatralna wersja – „Ucho Prezesa, czyli scheda” – od internetowej wersji serialu? Czy będzie to autorski scenariusz czy stworzony na podstawie odcinków, które mogliśmy już widzieć w sieci? Mikołaj Cieślak: Jedyne co łączy, to postaci i reżyser. To się nie zmienia, ale jeśli chodzi o fabułę, będzie to oddzielna rzecz, pełnowymiarowa sztuka teatralna, z nową akcją, wydarzeniami, których nie mogliśmy widzieć w serialu. Tym bardziej więc zapraszam, bo niespodzianek będzie masa.

W wielu wywiadach mówił Pan, że trudno jest zrobić coś, co nie będzie ulotne. Na scenie aktorzy będą ogrywać wciąż te same sceny. Co zrobić, że nawet po pół roku grania wciąż było to aktualne? No właśnie nad tym pracujemy, żeby przedstawienie było aktualne jak najdłużej. Czy jest na to sposób? Myślę, że bardziej trzeba mówić o relacjach między ludźmi, zjawiskach władzy, jej używania lub nadużywania, a mniej o sensacyjkach codziennych, bo to trwa tylko kilka dni.

Kto wyszedł z propozycją, żeby zaprezentować „Ucho Prezesa” na scenie? To propozycja teatru czy Wasza jako zespołu? Nosiliśmy się z zamiarem zrobienia podsumowania, po skończeniu serialu. I tak się pięknie złożyło, że Teatr 6 piętro zgłosił swoją propozycję. Nie pozostało nic innego jako skorzystać – mam nadzieję, że z obopólną radością po premierze.

Janusz Chabior, Cezary Pazura, Lesław Żurek… Znani aktorzy chętnie występują w „Uchu Prezesa”. Jak Pan myśli, z jakiego powodu? Tak zwani „znani aktorzy” lubią wyzwania. A „Ucho” w teatrze to wyzwanie, bo to nie są klasyczne teatralne kreacje, ustalone w ścisłych ramach – jak często bywa w sztukach klasycznych – ale pewnego rodzaju eksperyment. Dużo zależy tu od indywidualnej inwencji, improwizacji, wyczucia. To troszkę ryzykowne, ale przez to ciekawe.

„Ucho Prezesa” stało się już na tyle popularne – także wśród polityków – że samo kreuje pewne sytuacje. Czujecie się demiurgami? Ma Pan wrażenie, że serial wpływa na rzeczywistość polityczną? Stop. To troszkę za duże słowa. Demiurgami absolutnie nie. Czerpiemy z rzeczywistości, ale tworzymy swój świat. A że z niego czasem czerpie rzeczywista polityka, to tylko wypadek przy pracy. Generalnie za nic nie odpowiadamy. A jeśli już to Robert, który to pisze. (śmiech) Ja tylko wypełniam to obsadą.

W ostatnim sezonie – mam wrażenie – że serial często „odpływał” od rzeczywistości. Działy się tam rzeczy, które zapewne w polityce się nie zdarzają. Miał Pan potrzebę większego odcięcia od aktualności politycznej? Chcieliśmy troszkę uwolnić się od ciasnawej rzeczywistości politycznej, ale ona okazuje się jednak najciekawsza, więc na pewno do niej wrócimy.

Jak wyglądają przygotowania do premiery teatralnej i czy nie kolidują z wersją internetową, która też wkrótce również będzie miała swoją premierę? To się pięknie skleja, gdyż pracujemy w tym samym teamie i ciągle jesteśmy tej współpracy głodni. A póki się chce, trzeba robić.

 

Tytuł – „Ucho Prezesa czyli scheda”, Reżyseria – Tadeusz Śliwa, Scenariusz – Robert Górski, Premiera – 21 grudnia, Teatr 6. Piętro.

 

COMMENTS

WORDPRESS: 0