Turyści na dworzec w Zakopanem nie dojadą taksówką. Władze miasta fundują przymusowy spacer

Turyści na dworzec w Zakopanem nie dojadą taksówką. Władze miasta fundują przymusowy spacer

Jakie będzie ostatnie wspomnienie turysty opuszczającego Zakopane na pokładzie autobusu lub pociągu? Przymusowy, blisko 300 m spacer, jaki zafundują mu władze miasta. Od 1 lipca na połączony kolejowo – autobusowy dworzec nie może bowiem (choćby na 60 sekund) wjechać żadna taksówka czy auto prywatne.

– Kocham Zakopane i jeżdżę tu od 30 lat – mówi Marek Rethinger, emerytowany profesor z Gdańska, który we wtorek zadzwonił do naszej redakcji. – Po tym, co mnie właśnie spotkało, już tu chyba jednak nie wrócę – dodaje i opisuje dziennikarzom swoją historię. We wtorek 3 lipca skończył pobyt pod Giewontem. Wraz z żoną przyjechali pociągiem i nim też wrócili do domów. Jako, że ich pensjonat od dworca dzieli 5 kilometrów, wzięli na dworzec taksówkę. – Kierowca podwiózł nas pod kasę biletową i wówczas z budynku dyżurki ktoś wybiegł – mówi turysta. – Krzyczał na taksówkarza, że nie potrafi czytać. Powiedział, że taksówki na dworzec nie mają wjazdu i nie pozwolił kierowcy nawet wystawić naszych bagaży. Musieliśmy odjechać i taksówkarz wysadził nas przy pomniku „Ognia”. To kilkaset metrów dalej. Mamy z żoną po 70 lat. Trudno nam było nieść taki dystans ciężkie walizki. Do pociągu wszedłem cały spocony.
Turysta mówił prawdę. Od 1 lipca na dworzec nie ma wjazdu żadna taksówka ani auto prywatne podwożące bliskich. Ich kierowcy muszą wysadzać gości „w okolicach” stacji. Problem w tym, że najbliższe miejsca nadające się do zatrzymania leżą 250 – 300 metrów od kas biletowych. – Zdajemy sobie sprawę, że to uciążliwe i bardzo za to przepraszamy – mówi Wiktor Łukaszczyk, wiceburmistrz Zakopanego. – Niestety, musieliśmy zabronić wjazdu na dworzec wszystkim samochodom poza autobusom i busom linii regularnych. Właśnie ruszył bowiem długo wyczekiwany remont zabytkowego dworca (prace na kwotę 13,5 mln zł). To chwila, na którą czekaliśmy lata. Po placu przed dworcem będą jeździć samochody budowlańców. Dla bezpieczeństwa trzeba było ograniczyć tu ruch.
Burmistrzowi trzeba oddać, że przez kilka dni szukał rozwiązania impasu. Łukaszczyk miał dobry pomysł, by przeorganizować ruch na pobliskim rondzie i wydzielić z niego pas, na którym taksówki zatrzymywałyby się na 60 – 90 sekund, by wysadzić turystów. Z tego miejsca ci do kasy mieliby kilkadziesiąt a nie kilkaset metrów. Pomysł storpedowała jednak policja, opiniując go jako niebezpieczny. Ostatecznie stanęło na tym, że miasto jeszcze w tym tygodniu zorganizuje parking „kiss& ride” (z angielskiego całuj i jedź) pozwalający na postój do 90 sekund przy ulicy Jagiellońskiej (przy sklepie Gama). Ten będzie 261 m od kasy biletowej. Powstanie też mały postój taksówek przy ul. Chramcówki (przy aptece).
Będzie go dzielić od dworca 240 metrów. – Z ciężkimi bagażami to są spore odległości, nawet dla nas młodych – mówi Werka Oleksowa, turystka z Ukrainy. – Jeżdżę z chłopakiem po całym świecie i nigdy nie spotkałam takiej sytuacji. Co na to wszystko taksówkarze? – Jesteśmy załamani – mówi Marek Sroka, kierowca. – Klienci, gdy słyszą, że nie zawiozę ich na sam dworzec, mają pretensje do mnie. Straszą, że w tej sytuacji nie zapłacą, bo z bagażami nie będą chodzić. Miasto ma możliwości wyjścia z problemu. Niech umożliwi nam wjazd na dworzec na 60 sek. jak dotychczas. Miasto takiego scenariusza jednak nie rozważa…

Red.AIP

COMMENTS

WORDPRESS: 0