Toruń: Szpitale pozywają pacjentów o zapłatę

Toruń: Szpitale pozywają pacjentów o zapłatę

Tylko w zeszłym roku szpital na Bielanach pozwał do sądu blisko 50 nieubezpieczonych pacjentów, którzy nie zapłacili mu za leczenie.

Dokładnie 137 zł i 50 gr, zgodnie z cennikiem, warta była pomoc jakiej udzielono w 2013 roku panu Rajmundowi. Będąc pacjentem Wojewódzkiego Szpitala Zespolonego w Toruniu mężczyzna nie był ubezpieczony, o czym lecznicę poinformował. „Dopiero po wizycie w szpitalu mężczyzna podjął zawieszoną działalność gospodarczą. Wobec jego wcześniejszego oświadczenia szpital nie mógł się zwrócić do NFZ o refundację udzielonych mu świadczeń” – ustalono w X Wydziale Cywilnym Sądu Rejonowego w czerwcu br. Co ważne, pan Rajmund – jak twierdzi sąd – nie udowodnił, że po opuszczeniu lecznicy poinformował ją o zgłoszeniu się skutecznym do ubezpieczenia.

 

Szpitalne faktury i wezwania

 

Wcześniej pan Rajmund dostał od szpitala fakturę VAT, opiewającą na owe 137 zł 50 gr. Nie zapłacił, ale i nie zakwestionował wezwania do zapłaty. Po trzech latach, w marcu 2016 roku, nakaz zapłaty wydał już sąd. Pan Rajmund nadal nie płacił. Stąd wzięła się czerwcowa sprawa i wyrok. Na jego mocy mężczyzna musi zapłacić lecznicy 137,50 zł z odsetkami za pięć lat oraz pokryć koszty procesu (145 zł). W czerwcu do sądu nie przyszedł i nie usprawiedliwił się. – Tylko w ubiegłym roku skierowaliśmy do sądu ok. 50 pozwów o zapłatę kosztów udzielonego świadczenia zdrowotnego dla pacjentów nieobjętych ubezpieczeniem zdrowotnym. Każdą ze spraw poprzedziły wielokrotne wezwania do dobrowolnej zapłaty – podkreśla dr Janusz Mielcarek, rzecznik szpitala na Bielanach.

 

Nie tylko bezdomni

 

Toruń nie jest wyjątkiem. Niepokryte rachunki za leczenie to problem w skali całego kraju. NFZ nie płaci za pacjentów nieubezpieczonych. I nie chodzi tu tylko o osoby bezdomne, ale też np. o obcokrajowców spoza Unii Europejskiej, często turystów.

 

– Ewentualna decyzja o umorzeniu należności podejmowana jest każdorazowo w oparciu o analizę konkretnego przypadku. Tak, aby nie narazić się na naruszenie dyscypliny finansów publicznych, bowiem pieniądze, którymi dysponuje szpital, są pieniędzmi publicznymi – mówi rzecznik szpitala.

 

Nieprzytomni na oddziale

 

Zgodnie z ustawą o świadczeniach opieki zdrowotnej finansowanych ze środków publicznych NFZ może zapłacić szpitalowi za leczenie nieubezpieczonego, ale tylko jeśli zadeklarował on, iż takie ubezpieczenie posiada. Gdy w wyniku dochodzenia funduszu okazuje się to nieprawdą, traci szpital. Oczywiście, lecznice nie odmawiają przyjęcia pacjenta, któremu nie da się sprawdzić ubezpieczenia, bo trafił nieprzytomny na oddział intensywnej terapii. „Przygoda” z opłacaniem jego leczenia zaczyna się później. Sporo problemów sprawiają osoby bezdomne. Zgodnie z ustawą, bezdomnego może ubezpieczyć gmina. Pod warunkiem jednak, że ma adres zamieszkania. A jeśli go nie posiada, to mimo wyroków sądowych i nakazów zapłaty komornik i tak najczęściej nie podejmuje egzekucji.

 

Przypadek bezrobotnego

 

2448 złotych – takiej kwoty na drodze sądowej domagał się szpital w Wałbrzychu od pana Roberta. Przyjął go na szpitalny oddział ratunkowy z ostrymi bólami brzucha i „udzielił świadczeń ratujących życie”, jak czytamy w sądowym opisie sprawy.

 

Problem w tym, że pan Robert 3 tygodnie wcześniej stracił status osoby bezrobotnej. Został skreślony z rejestru i prezydent Wałbrzycha odmownie załatwił wniosek szpitala o przyznanie mężczyźnie prawa do świadczeń zdrowotnych. Tymczasem, jak to ustalił sąd II instancji, panu Robertowi jeszcze przez 30 dni od ustania obowiązku ubezpieczenia przysługiwało prawo do świadczeń opieki zdrowotnej. W tej sytuacji sąd pozew wałbrzyskiej lecznicy uznał za bezzasadny. I nie było dla niego najistotniejsze to, że mężczyzna nie dowiódł swego prawa do świadczeń w ustawowym terminie. – Jeśli tylko świadczeniobiorca wykaże, iż miał prawo korzystać ze świadczeń z ubezpieczenia zdrowotnego, to nie ma on obowiązku za te świadczenia płacić nawet wtedy, gdy prawo to wykaże po upływie wymaganego terminu – stwierdziła sędzia Aleksandra Żurawska z Sądu Okręgowego w Świdnicy.

 

Ofiara przestępstwa

 

Sąd w Legnicy nakazał panu Krzysztofowi oddać miejscowej lecznicy kwotę 780 złotych. Mężczyzna trafił do szpitala po postrzeleniu z wiatrówki. Nie był wówczas ubezpieczony, a i krótko później ośrodek pomocy społecznej odmówił mu prawa do świadczeń z opieki zdrowotnej. Pan Krzysztof był jednak przekonany, że za leczenie zwracać nie musi. Powoływał się na wyrok karny legnickiego sądu, w którym ten nie tylko skazał strzelającego z wiatrówki, ale i nakazał mu pokrycie kosztów leczenia pana Krzysztofa. Sąd cywilny orzekł jednak, że nie ma to żadnego wpływu na roszczenia szpitala wobec pacjenta. Podobnych historii w różnych częściach kraju nie brakuje. Szpitale na drodze sądowej dochodzą od pacjentów kwot nawet kilkudziesięciozłotowych.

 

HTML tutorial

COMMENTS

WORDPRESS: 0