Teheran: Irańczycy protestują. Mają dość biedy i rządów ajatollahów

Teheran: Irańczycy protestują. Mają dość biedy i rządów ajatollahów

Tylko w nocy z poniedziałku na wtorek zginęło w rządowych demonstracjach w Iranie dziewięć osób. Od czwartku, gdy wybuchły zamieszki liczba ofiar przekroczyła już 20. Aresztowano pół tysiąca osób.

Powodem protestów jest bezrobocie, korupcja i podwyżki cen na podstawowe produkty. Ale nie tylko, tysiące ludzi domagają się  zakończenia rządów teokratycznego reżimu, powtórki  Zielonego Ruchu, który w  2009 r. wystąpił przeciw fałszerstwo wyborczym, a zakończył się prześladowaniami, aresztowaniami setek studentów i opozycjonistów.

Irańczycy protestują też przeciwko wysyłaniu pieniędzy, broni i bojowników grupom zwolenników w Syrii, Libanie i Gazie. Wykrzykiwano: „ Zostawcie Syrię. Myślcie o nas”. Kobiety zrzucają na wiecach tradycyjne nakrycia głowy, co uznaje się za akt wielkiej odwagi. A z drugiej strony  brutalność członków Gwardii Rewolucyjnej, policji, bezpieki, którzy starają się zdusić protesty. Szef Trybunału Rewolucyjnego zagroził, że protestującym  grozi kara śmierci. Nie uspokoiło to sytuacji. Kilka osób zginęło podczas szturmu na komisariat policji w Ghahdaridżanie. Państwowa telewizja podała, że starcia sprowokowali uczestnicy protestu, którzy starali się ukraść broń z  placówki. W Nadżafabadzie zabito strzałami z broni myśliwskiej  członka Gwardii Rewolucyjnej.

Wystąpienia  stają się coraz bardziej krwawe i mają coraz szerszy zasięg. W sieci pojawiły się filmy wideo pokazujące brutalność sił bezpieczeństwa. Demonstranci wznosili okrzyki: precz z dyktatorem, a kierowali je pod adresem Najwyższego Przywódcy Iranu  ajatollaha Ali Khamenei. Ten ostatni napisał w oświadczeniu, że wrogowie Iranu wykorzystują pieniądze, broń, politykę i wywiad, by zdestabilizować islamski establishment. Protestujący nawoływali też siły porządkowe do przejścia na ich stronę.

To najpoważniejszy kryzys  od 2009, a pierwszą reakcją rządu było ograniczenie dostępu do Internetu. Prezydent Hasan Rowhani mówił, że obywatele mają prawo protestować, ale nie w taki sposób. Z ust liderów płyną oskarżenia o wspieranie buntu pod adresem zachodnich liderów, w tym Donalda Trumpa. Ten ostatni napisał na  Twitterze, iż protesty pokazały, że ludzie dowiedzieli się, iż ich pieniądze są kradzione i marnowane na terroryzm.
– Kiedy chodzi o przeżycie reżimu, Khamenei będzie kazał strzelać do demonstrujących – stwierdził Cliff Kupchan, szef Eurasia Group.

Do pierwszych niepokojów  doszło w  czwartek w położonym na północy mieście Maszhad po tym, jak  ogłoszono podwyżki na wiele podstawowych artykułów.  Przez wiele lat Iran przeżywał trudny okres z powodu zachodnich sankcji gospodarczych. Była to kara za forsowanie programu jądrowego. Iran  był w izolacji, gospodarka popadała w ruinę. Wydawało się, że sytuację zmieni zniesienie wielu restrykcji w 2015. Niestety skorzystali na tym tylko nieliczni.

Wielu niesłusznie porównuje obecne wydarzenia do tych z 2009. Wtedy protestowali zwolennicy opozycji, którzy zarzucali sfałszowanie wyborów przez prezydenta Mahmuda Ahmadineżada. Manifestacje ograniczyły się do wykształconych elit Teheranu. Obecne protesty rozlewają się na kolejne regiony Iranu, z których niektóre uważano za tradycyjne „twierdze” obecnego rządu.

– Protestujący albo stali się w  żądaniach bardziej zradykalizowani albo należą do pokolenia, które nie doświadczyło wydarzeń z 2009 jako osoby dorosłe – przypuszcza Mohammad Ali Shabani, wydawca portalu Al-Monitor.

Na Iran patrzy teraz świat, bo Teheran wywiera ogromny wpływ na sytuację w regionie. Przez ostatnie lata Iran mocno wspierał reżim Baszara el-Asada w Syrii. Było doradztwo wojskowe i pomoc bojowników z Hezbollahu (sojusznika Teheranu ), broń  i liczone w miliardach dolarów wsparcie finansowe. Nagrodą za to były dla Iranu koncesje na wydobycie surowców i zgoda na budowę bazy lotniczej oraz portu wojskowego w Syrii. Wywołało to wściekłość Izraela.

Kazimierz Sikorski AIP

COMMENTS

WORDPRESS: 0