W szpitalu w Łodzi przekładają operacje, bo brakuje lekarzy

W szpitalu w Łodzi przekładają operacje, bo brakuje lekarzy

Sytuacja w polskich szpitalach jest coraz trudniejsza. Brakuje lekarzy, pielęgniarek, a nawet salowych. W szpitalu im. WAM w Łodzi z tego powodu pacjenci mają nawet kilkukrotnie przekładane zabiegi. – Tak źle jeszcze nie było – mówi nam jeden z pracowników szpitala.

Minęły dwa miesiące od zawarcia przez lekarzy porozumienia z ministrem zdrowia m.in. o zwiększeniu nakładów na ochronę zdrowia i podwyżkach dla personelu. Problem w tym, że sytuacja w szpitalach jest tak krytyczna, że zmiany już dawno powinny obowiązywać.

 

W szpitalu klinicznym im. WAM przy pl. Hallera w Łodzi od dłuższego czasu jest problem z anestezjologami. Pacjenci z rakiem lub hemoroidami po długich miesiącach, a nawet latach czekania w kolejce na zabieg, z dnia na dzień dowiadują się, że operacja w oddziale chirurgii ogólnej i kolorektalnej została przesunięta. Doświadczyła tego m.in. pani Krystyna z Łodzi, u której zdiagnozowano raka jelita. Choroba mocno ją podłamała psychicznie.

 

– Przyjęto mnie w święta wielkanocne, a tuż po nich rano miałam trafić na blok. Tego dnia byłam przygotowana na operację, ale z rana przesunięto ją o kilka godzin, a ostatecznie odłożono na następny dzień. Dowiedziałam się, że nie ma anestezjologów, więc z dwóch sal operacyjnych pracuje tylko jedna i operowani są najpilniejsi pacjenci. Dla mnie to był koszmar i kolejny dzień męki – mówi nam 62-latka. Inna pacjentka pilne skierowanie na operacje hemoroidów dostała… dwa lata temu. Termin jej zabiegu przekładano kilkukrotnie.

 

– Zabieg miałam mieć we wtorek rano, ale na blok nie trafiłam. Nie tak to sobie wyobrażałam, bo ile można czekać na pomoc, którą powinnam dostać pilnie. Zabieg odbył się w innym terminie, ale mojej psychiki po tych przejściach nikt nie wyleczy – mówi 56-letnia pani Halina. Zapytaliśmy szefa kliniki, prof. Adama Dzikiego, dlaczego poważnie chorzy pacjenci muszą tak długo czekać na operację. Przyznał, że powodem utrudnień jest brak personelu, ale po wyjaśnienia odesłał do dyrekcji szpitala. – Takie sytuacje zdarzają się incydentalnie. Niestety, ze względu na mały kontrakt w klinice przeprowadza się w pierwszej kolejności zabiegi ze wskazań życiowych, a tym samym w następnej kolejności wykonuje się zabiegi planowe – tak sprawę tłumaczy Beata Aszkielaniec, rzeczniczka szpitala im. WAM w Łodzi. Mimo to, dodaje, że w piątek dyrekcja zakończyła postępowanie konkursowe dla anestezjologów.

 

My dowiedzieliśmy się nieoficjalnie, że braki kadrowe mogą mieć swoje źródło w niskich pensjach, przez co z „WAM-u” odchodzą już nawet salowe. – Od dwóch tygodni zamknięty jest oddział gastrologiczny na I piętrze, bo nie ma kto go posprzątać. Jesienią rok temu sytuacja była podobna, oddział był zamknięty, ale przez brak pielęgniarek. Dyrekcja wiedziała o tym. Tu nikt nie chce pracować, bo pensje są głodowe, a dyrekcja tylko rozkłada ręce – mówi nam anonimowo jeden z pracowników. Na pytanie o zamkniętą klinikę na pierwszym piętrze szpital „WAM” już nam nie odpowiedział.

 

krk aip

COMMENTS

WORDPRESS: 0