Spłonął w wypadku, ale według urzędników… ciągle żyje

Spłonął w wypadku, ale według urzędników… ciągle żyje

Chociaż zrozpaczona żona, syn i córka od dwóch tygodni żyją ze świadomością, że ich ukochany mąż i ojciec zginął w tragicznym wypadku samochodowym, to nie mogą go pochować oraz doczekać się jakiejkolwiek pomocy, bo w świetle prawa mężczyźnie nic się nie stało.

Jak to możliwe?

O dramatycznej sytuacji opowiada syn zmarłego Janusza Łukasika z Siedlec w gminie Chęciny, 22 – letni Mateusz Łukasik. – Podobno ciało taty zupełnie się spaliło i pracownicy prokuratury stwierdzili, że nie da się go zidentyfikować, ponieważ jechał z kolegą i nie wiadomo, który to który – mówi załamany chłopak. –Wyjaśnia, że po kilku dniach zgłosił się na policję, żeby pobrali od niego próbki DNA, dzięki czemu będzie można ustalić, który z mężczyzn jest jego ojcem. – Niestety do dziś nie mamy wyników badań.
Na nasze pytania, kiedy one mogą być, prokuratur odpowiada, że może za tydzień, a może za miesiąc – twierdzi Mateusz Łukasik. Dopóki będzie formalnie żył, nie otrzymają odszkodowania, córka nie dostanie renty W całej sytuacji kuriozalne jest to, że dopóki prokuratura nie wyda aktu zgonu to pan Janusz formalnie nadal będzie żył. Rodzinie, której zmarły był jedynym żywicielem nie należy się żadne odszkodowanie, córce ofiary może też przepaść renta za ten miesiąc. Co więcej, żona zmarłego nadal musi opłacać jego abonament telefoniczny, bo operator także żąda aktu zgonu.

Do tej pory w ich domu nie było nawet Policji

Rodzina zmarłego jest oburzona także tym, że o wypadku poinformował ich pracodawca, do tej pory w ich domu nie pojawiła się policja. – My już naprawdę nie dajemy sami rady. Teściowa miała stan przedzawałowy, córka budzi się w nocy i płacze. Przecież to chore, że mąż zginął w wypadku nie ze swojej winy, ponieważ to na jego pas zjechała ciężarówka jadąca z naprzeciwka, a mimo to nikt nie chce nam pomóc – mówi załamana żona zmarłego, Anna.

Nie chcą się pomylić jak w Smoleńsku. Wyniki badań najwcześniej za dwa tygodnie

Sławomir Kierski rzecznik prasowy Prokuratury Okręgowej w Kielcach wyjaśnia, że Prokuratura nie może wydać aktu zgonu rodzinie pana Janusza, ponieważ dopóki nie będzie wyników badań, nie można też stwierdzić, że to na pewno on uczestniczył w wypadku. – Chcę zaznaczyć, że prokurator, który prowadzi sprawę i pracownica sekretariatu, która zajmuje się wszystkimi formalnościami w przypadku zgonów są w stałym kontakcie z rodziną. Dzwonią co kilka dni i rodzina na bieżąco dostaje informacje o tym, co się dzieje – mówi prokurator. Wyjaśnia, że faktycznie dziś nie można jeszcze powiedzieć, kiedy dokładnie będą wyniki badań spopielonych zwłok.
-Prokurator, który prowadzi sprawę robi wszystko, aby te ustalenia były dokonane przez biegłych do połowy czerwca. Musimy pamiętać jednak, że dopóki nie będziemy mieć wyników badań to tak naprawdę nie wiemy, kto zginał, możemy się tylko domyślać, a na podstawie domysłów nie można wydać aktu zgodnemu –mówi prokurator. –Nawet gdyby przyjąć z całą pewnością, że w tej ciężarówce zginęły konkretne osoby, to nie wiadomo, który mężczyzna jest który.
Teraz jest głośno o katastrofie smoleńskiej i o zamianach zwłok do których po niej doszło. Proszę sobie wyobrazić taką sytuację, że prokurator dopuszcza do tego, że państwu Łukasikom zostają wydane zwłoki tej drugiej osoby. Do kogo będą mieli wtedy pretensje? Takich spraw nie można załatwiać na łapu capu. Niestety trzeba przeprowadzić badania DNA, a one trwają. Nie robi się ich z godziny na godzinę – mówi prokurator Sławomir Kierski.

Policja tłumaczy

Ilona Sidorko, oficer Prasowy w Komendy Wojewódzkiej Policji w Piotrkowie Trybunalskim wyjaśnia dlaczego to nie policja lecz pracodawca poinformował rodzinę o wypadku. – Na miejscu wypadku wszystko, także dokumenty były spalone i w żaden sposób nie można było zidentyfikować ofiar. Musimy pamiętać, że dopóki nie mamy potwierdzonej tożsamości to nie możemy poinformować rodziny o wypadku – mówi aspirant Sidorko wyjaśniając, dlaczego funkcjonariusze najpierw zgłosili sprawę pracodawcy, który był właścicielem spalonej ciężarówki.

Może Pomoc społeczna?

W tak traumatycznych sytuacjach pomóc powinna pomoc społeczna. Pracownicy Miejsko -Gminnego Ośrodka Pomocy Społecznej w Chęciach zapewniają, że w domu Państwa Łukasików był już psycholog, rodzina dostała też pomoc materialną. – Owszem dostaliśmy z gminy 600 złotych, ale pani psycholog, która u nas była normalne zajmuje się adopcjami dzieci, a nie pomocą rodzinom, które straciły kogoś w wypadkach. Skierowano nas więc do psychologa do Kielc na ulicę Urzędniczą ale tutaj dowiedzieliśmy się, że dzieci nie przyjmują – oburza się Anna Łukasik. – Kiedy byliśmy w gminie burmistrz na korytarzu złożył nam kondolencje, ale niestety nie znalazł dla nas czasu – dodaje.

Jednak się da

O to, czy da się tak zrobić, żeby żadne świadczenia, między innymi renta dla córki pana Janusza, nie przepadły, mimo niedostarczenia aktu zgonu, zapytaliśmy Pawła Szkaleja, rzecznika prasowego Zakładu Ubezpieczeń Społecznych w Kielcach. – Jeśli wniosek o rentę rodzinną składamy do końca następnego miesiąca po śmierci danej osoby- świadczenie wypłacane jest od dnia śmierci- czyli rodzina ma czas do końca czerwca. W tym bardzo przykrym przypadku proponuję by wniosek złożyć jak najszybciej wraz z adnotacją o braku aktu zgonu w związku trwającym śledztwem, a po jego zakończeniu rodzina powinna go dostarczyć – poinformował.

Ziobro pomoże?

Rodzina zgłosiła sprawę do biura poselskiego Zbigniewa Ziobry. Jego asystent w Świętokrzyskiem Mariusz Gosek zapewnił, że szczegółowo zbada problem. Janusz Łukasik z Siedlec był kierowcą ciężarówki. Dwa tygodnie temu na jego pas ruchu zjechał tir z naprzeciwka. Mężczyzna zginął na miejscu pozostawiając żonę z dwójką dzieci.

Paulina Baran (AIP)

HTML tutorial

COMMENTS

WORDPRESS: 0