W Sądzie Okręgowym w Kaliszu zaczyna brakować sędziów

W Sądzie Okręgowym w Kaliszu zaczyna brakować sędziów

Skutki niedoborów kadrowych w kaliskim sądzie to m.in. wydłużające się terminy rozpraw. Część sędziów przejdzie w stan spoczynku. Ministerstwo Sprawiedliwości twierdzi, że ruch kadrowy jest nieunikniony.

W Sądzie Okręgowym w Kaliszu są poważne braki kadrowe. Aktualnie brakuje około 20 proc. sędziów. – Brak sędziów sprawia, że pozostali sędziowie są nadmiernie obciążeni, a to powoduje wydłużenie terminów rozpraw – tłumaczy Stanisław Pilarczyk, prezes Sądu Okręgowego w Kaliszu. Do 31 lipca bieżącego roku limit etatów sędziowskich w Sądzie Okręgowym w Kaliszu wynosił 33. Jednak z początkiem sierpnia jeden etat sędziowski został przeniesiony do innego sądu apelacji łódzkiej. Obecnie obsadzone jest jedynie 28 etatów.

 

W tym są aż cztery wakaty. Być może jeden z nich zostanie obsadzony, bowiem toczy się procedura konkursowa. W pozostałych trzech konkursy nie zostały jeszcze nawet obwieszczone. Na tym jednak nie koniec kłopotów kadrowych kaliskiego sądu. W ostatnich dniach minister Sprawiedliwości zdecydował, że nie wyraża zgody na dalsze zajmowanie stanowiska przez dwóch sędziów I Wydziału Cywilnego Sądu Okręgowego w Kaliszu. Tym samym dwóch sędziów przejdzie w stan spoczynku z dniem 1 kwietnia przyszłego roku. Dwóch kolejnych przejdzie w stan spoczynku z dniem 1 lutego 2018 roku. Obecnie i tak już nie orzekają, bowiem wykorzystują urlopy wypoczynkowe. Dwoje kolejnych sędziów choruje i przebywa na długotrwałych zwolnieniach lekarskich. – Ta sytuacja, mimo naszych wysiłków, rzutuje w ostatnim okresie na osiągane przez nas wyniki pracy – podkreśla Stanisław Pilarczyk. – Brak obsadzenia kadrowego powoduje, że sędziowie w zmniejszonym składzie nie są w stanie opanować wpływu spraw.

 

W zależności od charakteru spraw i wydziału, w jakich się one toczą, sędziowie mają od kilku do nawet kilkudziesięciu spraw w miesiącu. Jako sędzia liniowy w sprawach prawa pracy i ubezpieczeniowych, załatwiałem przy pełnym obciążeniu około 40-50 spraw miesięcznie. Sędziowie muszą również odpowiednio przygotować się do prowadzonej sprawy. Jeśli jest ona złożona, trwa to znacznie dłużej. Tak było choćby w przypadku słynnej afery Art-B. Akta sprawy liczyły 350 tomów. Sędzia przygotowywał się do niej aż pół roku. – Wstrzymywaliśmy pewne decyzje do czasu wyjaśnienia się sytuacji z asesorami i to dotknęło także takich sądów, jak kaliskie. Na całe szczęście udało się doprowadzić do tego, że asesorzy wchodzą na sale rozpraw i będą orzekać. Oznacza to, że sądy rejonowe dostają wsparcie i dzięki temu będzie można wspierać sądy okręgowe i apelacyjne. Nie mogliśmy obsadzać wolnych stanowisk sędziowskich, bo nie mogliśmy puścić sędziów z sądów rejonowych, kiedy nie było tam wsparcia. Teraz, kiedy są asesorzy, pozwoli to uruchomić ruch kadrowy i pomóc także sądom w Kaliszu – tłumaczy Łukasz Piebiak, podsekretarz stanu w Ministerstwie Sprawiedliwości.

 

Innym rozwiązaniem ma być delegowanie sędziów sądów rejonowych do sądów wyższej instancji. Na pytanie, czy nie lepiej przedłużyć kadencję doświadczonym sędziom, zanim pojawi się nowa kadra, Łukasz Piebiak odpowiada, że „wymiar sprawiedliwości potrzebuje nowej energii, młodości”. – Jest dla nas oczywiste, że jeśli ktoś ma sześćdziesiąt, czy sześćdziesiąt kilka lat, to nie jest w stanie tak samo efektywnie pracować, jak wtedy, gdy miał lat trzydzieści, czy czterdzieści. Będzie taka polityka, żeby odmładzać kadrę sędziowską. Z jednej strony odchodzą doświadczeni sędziowie, ale z drugiej jest to szansa, żeby młodsi, bardziej produktywni, też obejmowali stanowiska w sądach wyższych instancji. Przyszłość rysuje się optymistycznie – uważa Łukasz Piebiak.

 

COMMENTS

WORDPRESS: 0